Miłego czytania ;)
~Alec~
-Tato kiedy mama wróci? -mała codziennie jak nie kilka razy dziennie zadawała blondynowi tego typu pytanie
-Już niedługo -odpowiedział znużonym głosem po czym przytulił żeńską kopię siebie -Już niedługo
Poczułem wibracje w telefonie
-Od Simon-
Jak za dwie godziny się nie odezwę możemy przechodzić do kolejnej części planu.
-Od Simon-
Nie zapomnijcie wziąć dla mnie krwi.
-Do Simon-
Wszystko jest gotowe. Krew tez jest przygotowana.
-Jace mamy dwie godziny. - powiedziałem odwracając się do przyjaciela, który właśnie nakłada córce naleśniki i smarował je nuttellą.
Kiwnal tylko głową na znak, że rozumie i całą swoją uwagę poświęcił małej.
-Tato za mało!!
-Żeby Ci wypadną od tej czekolady..
-Nie prawda!! -pisnęła mała blondynka zakrywajac usta rączkami.
Zaśmiałem się tylko na ta wymianę zdań. I poszłem powiedzieć wszystkim, że idziemy się przygotować do akcji.
~Jace~
Vanessa - dawna przyjaciółka Clary miała zająć się Jessie podczas naszej nieobecności. Magnus ukrył je aby nie stała się im żadna krzywda.
Teraz brałem potrzebna broń dla siebie i dla rudowlosej. Stesknilem się za nią. Nie wiedzieliśmy się miesiąc. Na małą tez nieobecność matki źle wpływala. Codziennie się o nią wypytywala.
~Valentine~
Wszyscy byli gotowi do odbicia Clary i Simona... Z każdą kolejną mijającą sekundą denerwowałem się coraz bardziej..
-Jessie bezpieczna -powiedział Jace wchodząc do biblioteki. Chłopak był w pełnym rynsztunku. -możemy już ruszać??? -zapytał zniecierpliwiony
-Czekamy na Aleka i Magnusa -odpowiedziałem
-Juz jesteśmy -Powiedział czarownik stając w drzwiach. -Minęły 3 godziny od smsa Simona. Poczekalismy dla pewności godzinę dłużej. Wampiry i wilkołaki są w drodze...
-Możesz w końcu wyczarować tą cholerną bramę?!! -Jace podniósł głos. Był cały w nerwach. Cieszyła mnie jego reakcja bo dzięki niej widziałem, że naprawdę zależy mu na mojej córce... no i tez byłem tego zdania aby już ruszać a nie urządzać sobie pogaduszki...
-Właśnie też jestem za tym aby już ruszać. Nie powinniśmy tracić więcej czasu. Clary...
-Myślisz, że mi na niej nie zależy?!! Jest dla mnie jak córka! Wiesz ile razy leczyłem jej rany podczas gdy ty się ukrywales?! -patrzyłem na niego zaskoczony tym wybuchem. Niestety czarownik miał rację. To on je pomagał gdy miała problemy kiedy ja ukrywałem się z Jonathanem... -Wiem doskonale co i kiedy mam zrobić
-Przepraszam... -powiedziałem skruszony
-Nie ważne. Gotowi? -Wszyscy póki wali głowami na zgodę
-No to ruszamy -powiedział po czym stworzył bramę dzięki której znaleźliśmy się przed rezydencja w której ukrywała się Jocelyn z moim bratem i w której przetrzymywali Clary...
czwartek, 8 marca 2018
wtorek, 9 stycznia 2018
Rozdział 19
Króciutki ale jest.
Miłego czytania ;)
~Clary~
-MÓW!!!!
-Nic ci nie powiem -wycedziłam przez zaciśnietę zęby
-Myślisz, że jesteś taka twarda?! Myślisz, że możesz sprzeciwiać mi się bez jakichkolwiek konsekwencji?!!!!
-Teraz nie ma nic czym byś mogła mnie zaszantażować... Nie ma nikogo na kim by mi zależało..
-Jesteś tego taka pewna? -zapytał się Linus wciągając kogoś do pomieszczenia -Czyżby nie zależało ci na... Jak ci tam? -zwrocił sie do postaci -AHH!! SIMON! Czyżby nie zależało ci już na Simonie?
-Nie. -spojrzałam mu w oczy -Możesz go zabić. Nie obejdzie mnie to
-Dobra zagrywka. Szkoda, że nie daliśmy się na nią nabrać.
-Chyba się nie zrozumieliśmy? Ale spokojnie przeliteruje ci to -powiedziałam zirytowana -Z A B I J G O
-A może zabije ciebie? -zapytała moja matka przykładając mi nóż do gardła. Roześmiałam się. Mój śmiech był donośny i pełen szyderstwa.
-Pamiętaj, że właśnie na mnie ci zależy. Przepraszam. Poprawka. Zależy wam na mojej mocy. Ale nieważne komu będziecie grozić i tak wam nie pomogę. Możecie mnie zabić na jedno wam wyjdzie.
-Przez ciebie będą ginąć niewinni ludzie.
-No cóż zginą w imię wyższych celów. Lepiej oni niż miałabyś zniszczyć wszystkie możliwe światy.
-Od kiedy stałaś się taka okrutna
-Zawsze byłam -Powiedziałam plując jej w twarz -Po prostu dopiero teraz zmądrzałam
-Czyżby zostawił cię ten twój kochaś Herondale? -zapytała z kpiną, przejeżdżając mi nożem po policzku. Zacisnęłam zęby....
-Och! -Wydusiłam w końcu. Starałam się włożyć w moje słowa tyle odrazy ile się tylko dało.. - Oczywiście, że nie. On chciał ratować nasz "związek"... Tylko... nudził już mnie... więc go zostawiłam. -Nabrałam powietrza. Prawa strona twarzy pulsowała bólem, a mówienie wcale nie należało do najprzyjemniejszych.. -Jakby to ująć... Dusiłam się w tej relacji.
-W takim razie -odezwał się Linus podnosząc Simona do góry -On nie będzie nam już potrzebny. -Powiedział po czym wbił mu serafickie ostrze w plecy pod takim kontem, że przeszyło serce....
Patrzyłam na to z chłodną obojętnością.....
sobota, 9 grudnia 2017
Rozdział 18
Miłego czytania!
~Clary~
Jace od naszego pocałunku mnie unika. Dzisiaj wraz z Izabell idą z Jessie na zakupy. Mała rośnie tak szybko, że musimy minimum raz w tygodniu chodzić na zakupy. Dodam, że kupujemy jej wtedy również ubrania za duże.
Jace od naszego pocałunku mnie unika. Dzisiaj wraz z Izabell idą z Jessie na zakupy. Mała rośnie tak szybko, że musimy minimum raz w tygodniu chodzić na zakupy. Dodam, że kupujemy jej wtedy również ubrania za duże.
Skoro miałam chwile dla siebie postanowiłam najpierw coś namalować, a później pójść na długi wyczerpujący trening.
Malowałam wszystko to co czułam.
Ktoś zapukał. Otarłam szybko łzy z policzków i powiedziałam
Ktoś zapukał. Otarłam szybko łzy z policzków i powiedziałam
-Proszę
-To tylko ja. Zapomnieliśmy czapki małej -Wymusiłam uśmiech. Wstałam i podeszłam do szafy. Po chwili wygrzebałam z niej czapke Jessie.
-Proszę.
-Płakałaś
-Nie. Wydaje ci się -skłamałam szybko odwracając się
-Okej. To ja idę. Dziewczyny na mnie czekają.
-Pamiętajcie żeby kupić wszystko na obiad.. Twoi rodzice dzisiaj przyjeżdżają....
-Pamiętam pamiętam.. -odpowiedział poczym wyszedł.
A ja? Straciłam chęci na malowanie. Przebrałam się po czym poszłam na salę.
Stwierdziłam, że czas najwyższy wrócić do mojego standardowego treningu.
Najpierw rozgrzewka: pięć okrążeń wokół sali, rozciąganie, po czy kolejne kółko.
Następnie rzucanie nożami, ćwiczenia na linie, utrzymywanie równowagi, wykopy, rzucanie strzelanie z łuku...
To ostatnie nie wychodziło mi. Nie mogłam trafić w środek. Ani razu. Cała tarcza była zasłana strzałami oprócz środka....
Odpuściłam na chwile i zajęłam się walką wręcz z manekinem.
-Myślę, że potrzebujesz przeciwnika...
-Alec.. -odwróciłam się zaskoczona
-Co ten biedak ci zrobił? Co?
-Walczysz czy gadasz? -rzuciłam mu broń
-A kto powiedział, że jedno wyklucza drugie?
-Okej. W takim razie o czym chcesz porozmawiać? -Natarłam na niego.
Odparł atak. Atakowałam dalej. Wykonałam serię ciosów...
Odparł atak. Atakowałam dalej. Wykonałam serię ciosów...
-Dobrze ci idzie. -Odpierał każdy z moich ataków. Zmieniłam strategię i pozwoliłam mu zaatakować. -Jak się czujesz? -odparłam atak
-Z czym? -zaatakowałam
-Clary wiesz dobrze o co mi chodzi... -wręcz rzuciłam się na niego
-A jak mam się czuć Alec?! Boli jak cholera!! Ale wiem, że to moja wina... -udało mi się go przewrócić ale szybko się podniósł
-Clary to nie jest twoja wina -teraz to ja leżałam
-Tak a czyja??! To ja odeszłam! To ja sprawiłam, że cierpiał! Zmusiłam was żebyście okłamywali go!! Czemu?! Bo bałam się, że mnie zostawi, że mnie zrani..!! -Odbiłam się od podłogi i stanęłam na równe nogi
-Clary to nie jest twoja wina. Jace nie będzie miał ci tego za złe... Kocha cię... -Przyparł mnie do ściany. Podniosłam wyżej broń i odepchnęłam go nogą. -Zrobiłaś to dla dobra Jessie. A my cię rozumiemy. Gdybym mógł skłamałbym jeszcze raz...
-Alec. Ja nie wiem co mam ci powiedzieć. Jestem wam wdzięczna za wsparcie. Naprawdę. Tylko... -Opuściłam broń. Chłopak zrobił to samo, a ja przytuliłam się do niego. Nawet nie wiem kiedy zaczęłam płakać. -Ja już nie wiem co mam robić. Próbowałam chyba wszystkiego i nic...
-Znajdziemy sposób. Obiecuje ci.
-O tu jesteście... -Blondyn wszedł do sali. O przeszkodziłem wam. Odsunęłam się od szatyna.
-Dziękuję. Za wszystko. -Powiedziałam i spojrzałam się na Jace'a. -Kupiliście wszystko o co was prosiłam?
-Tak... -chłopak podszedł do mnie -tak wszystko wzięliśmy....
Podszedł do mnie i otarł łzy spływające po moich policzkach. Spojrzał na rękę i roztarł moje łzy w palcach. Patrzył się to na mnie to na rękę.. Był zaskoczony??
-Jace? Co się... -Blondyn utkwił we mnie swój wzrok
-Pamiętam... -wyszeptał -Pamiętam wszystko -potrzebowałam chwili aby jego słowa dotarły do mnie. Rzuciłam mu się w objęcia. Rozpłakałam się po raz kolejny tego dnia. Tylko, że tym razem były to łzy szczęścia.
Staliśmy chwilę wtuleni w siebie. Chłopak odsunął mnie na tyle by mógł na mnie spojrzeć.
-Tęskniłem za tobą. Nawet nie wiesz jak bardzo...
-Jace ja przepraszam...
-Nie masz za co. To co było jest nie ważne. Liczy się to co jest teraz. Kocham cię Clary...
-Ja ciebie też -powiedziałam szczęśliwa i złączyłam nasze usta w pocałunku pełnym tak skrajnych uczuć: tęsknoty, bólu, szczęścia, miłości...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Przepraszam, że tak długo nie było rozdziału ale naprawdę nie miałam albo czasu albo energii albo weny. Mam nadzieje, że mi to wybaczycie...
poniedziałek, 13 listopada 2017
Rozdział 17
Miłego czytania! :D
~Clary~
-Witaj Clarisso! -odwróciłam się w stronę głosu i moim oczom ukazał się Ithuriel. Anioł uśmiechał się do mnie
-Witaj Ithiurielu!
-Chyba czas wrócić na ziemię co?
-To znacz że ja nie umarłam? -zapytałam z nadzieją. Tak bardo chciałabym zobaczyć teraz moja córeczkę i Jace'a..
-Umarłaś jednak możesz wrócić..
-Nie rozumiem. Dlaczego?
-Jesteś tam potrzebna. Wojska Jocelyn rosną w siłę. A zresztą twoi bliscy zrobili to co trzeba abyś wróciła... Do zobaczenia wkrótce.
-Do zobaczenia w... -Nie zdążyłam dokończyć zdania a anioł zniknął.
-Nareszcie budzi się!
-ćśśś.... - z moich ust wydał się przeciągły jęk -nie musisz tak krzyczeć.. -otworzyłam oczy. Pierwsze co zobaczyłam to pochylone nade mną postacie.. w jednej chwili wszyscy zaczęli mnie obejmować. Zobaczyłam moja śliczna córeczkę... Nie było tylko jednej osoby
-Gdzie jest Jace? -zapytałam, a wszyscy nagle zamilkli.
-No.. bo.. widzisz... Jace... tak... jakby.. -zaczęła się jąkać Izzy
-No wyduś to wreszcie...
-Jace przywrócił cie do życia po czym zemdlał i ja się obudził to kompletnie od tamtej pory cię nie pamięta
-Co nie zrozumiałam nic oprócz tego że Jace czegoś nie pamięta.. - dziewczyna powiedziała to w tak zastraszającym tępie.. nie wiedziałam, że można aż tak szybko mówić
-Powiedziałam, że Jace po tym ja cie ożywił zemdlał -tu zrobiła pauze. Teraz każde słowo mówiła aż za wyraźnie. -I stracił wszystkie wspomnienia z tobą. W ogóle cię nie pamięta.
-A Jessie? Czy ją też..
-Nie. Pamięta, że jest jego córką ale nic poza tym. Tylko ciebie zapomniał Clary. -w moich oczach pojawiły się łzy które za wszelką cenęcenęstaralqm się powstrzymać. Wymusiłam uśmiech.
-Może chce się na mnie odegrać za...
-Clary on nigdy by tego nie zrobił za bardzo cie kochał. -przerwał mi Alec
-Widział się z aniołem... -powiedzial Magnus -Wydaje mi się, że to była cena która musiał zapłacić za twoje życie...
-Już dajcie jej spokój! -posłałam tacie uśmiech wdzięczności - Myślę że Clarissa chciałaby spędzić trochę czasu ze swoją córka, która jeszcze trochę nie będzie znowu wyrośnie z ubranek...
-Jak to znowu? -zapytałam zdziwiona. -To ile ja spałam??
-Spałaś tydzień... -powiedziała Izzy
-Pamiętasz, że twoja ciąża trwała dużo krócej niż normalnie powinna trwać? Jessie dalej rozwija się dużo szybciej niż inne dzieci.
-Dobra chodźcie. Zaraz przyniosę ci coś do jedzenia. -powiedziała Izabell po czym wszyscy wyszli i zostałam sama z moja śliczna córeczka.
~Jace~
Siedziałem sobie spokojnie w kuchni gdy nagle wszyscy zaczęli do niej wchodzić. I już po moim spokojnym zjedzeniu obiadu...
-Gdzie Jessie? -zapytałem
-Z Clary..
-Nie uważacie, że jest jeszcze za wcześnie żeby ona siedziala sama z małą?
-Słucham?! -krzyknęła Izzy. While wszyscy się nagle oburzeni na łoju słowa. Nie mam pojęcia dlaczego? Uważam, że mam rację, a ja się nigdy nie mylę!
-Chłopczyku to, że straciłeś pamięć nie uprawnia cie do obrażania mojej córki! Nie wiesz co przeszła! I nie masz pojęcia o tym jaka jest silna!! A jeżeli jeszcze raz usłyszę...
-Valentine uspokój się Jace nie miał nic złego na myśli -Maryse położyła dłoń na ramieniu Valentina. Gdyby nue jej interwencja prawdopodobnie rzucił by się na mnie...
Wyszedłem z kuchni nie odzywając się ani słowem. Skierowałem się w stronę swojego pokoju. Mijając sale w której leżała Clarissa? Tak chyba tam miała na imię matka mojej córki. Jak w ogóle do tego doszło...?? Przecież ona nie jest w moim typie...
Stanąłem w progu i przyglądałem się jak rudowłosa bawi się z małą, podczas gdy jej posiłek stygnie.
Miłość z jaką patrzyła na naszą córkę uświadomiła mi, że się pomyliłem co do niej... Wielki Jace Herondale pomylił się. Możecie to sobie zapisać... oczywiście nie przyznam się do tego.
-Jak chcesz zajmę się mała żebyś ty mogła sobie spokojnie zjeść -powiedziałem na co gwałtownie podniosła głowę. W jej oczach widać było mieszaninę uczuć.. Nie wiem jakim cudem potrafię dojrzeć takie rzeczy.
-Nie nie trzeba. W sumie to nawet nie jestem głodna.
-Długo byłaś nieprzytomna powinnaś coś zjeść -upierałem się -Nie będziesz miała pokarmu dla małej..
-Ehh.. Nie odpuścisz co? Zresztą nigdy nie odpuszczasz. -uśmiechnęła się blado. Odwzajemnilem uśmiech.
-Tu masz rację. Zupy nie polecam nie wyszła Izabell. Ale o dziwo reszta jest smaczna. Nie wiem jak ona nauczyła się gotować tak ze jest to jadalne...
-Ja ją nauczyłam. Nie było to częścią mojego planu ale dobrze się stało. Prawdopodobieństwo śmierci podczas jedzenia spadło..
-Tak to prawda demony były mniej groźne niż kuchnia Izzy
-W sumie, że też nikt nie wpadł na to aby nakarmić je jedzeniem przygotowanym przez Izabell... Wygrana be z większego wysiłku..
Żartowaliśmy i śmieliśmy się przez kilka minut. Było miło jednak w obecności dziewczyny czułem pewien dyskomfort..
Zapadła chwila ciszy
-Jace? Ty naprawdę nic nie pamietasz? -zapytała cicho
-Przykro mi ale nie... Nic nie pamiętam nawet miałem problem z twoim imieniem..
-Miałam nadzieję, że jednak chcesz się na mnie odegrać za to, że odeszłam... Może gdybym tego nie zrobiła ty byś nadal mnie pamiętał? Może... czy mogłabym cie pocałować? Może.. -wow zaskoczyła mnie ta propozycja
-Dob...
Nie skończyłem słowa gdy dziewczyna wpiła się w moje usta. Pocałunek był delikatny jednak pełen uczuć.. z jej strony..
Po chwili odsunęła się ode mnie
-Iii..? -zapytała z nadzieją
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Oto kolejny rozdział. Czekam na wasze komentarze.
Do następnego ;)
~Clary~
-Witaj Clarisso! -odwróciłam się w stronę głosu i moim oczom ukazał się Ithuriel. Anioł uśmiechał się do mnie
-Witaj Ithiurielu!
-Chyba czas wrócić na ziemię co?
-To znacz że ja nie umarłam? -zapytałam z nadzieją. Tak bardo chciałabym zobaczyć teraz moja córeczkę i Jace'a..
-Umarłaś jednak możesz wrócić..
-Nie rozumiem. Dlaczego?
-Jesteś tam potrzebna. Wojska Jocelyn rosną w siłę. A zresztą twoi bliscy zrobili to co trzeba abyś wróciła... Do zobaczenia wkrótce.
-Do zobaczenia w... -Nie zdążyłam dokończyć zdania a anioł zniknął.
-Nareszcie budzi się!
-ćśśś.... - z moich ust wydał się przeciągły jęk -nie musisz tak krzyczeć.. -otworzyłam oczy. Pierwsze co zobaczyłam to pochylone nade mną postacie.. w jednej chwili wszyscy zaczęli mnie obejmować. Zobaczyłam moja śliczna córeczkę... Nie było tylko jednej osoby
-Gdzie jest Jace? -zapytałam, a wszyscy nagle zamilkli.
-No.. bo.. widzisz... Jace... tak... jakby.. -zaczęła się jąkać Izzy
-No wyduś to wreszcie...
-Jace przywrócił cie do życia po czym zemdlał i ja się obudził to kompletnie od tamtej pory cię nie pamięta
-Co nie zrozumiałam nic oprócz tego że Jace czegoś nie pamięta.. - dziewczyna powiedziała to w tak zastraszającym tępie.. nie wiedziałam, że można aż tak szybko mówić
-Powiedziałam, że Jace po tym ja cie ożywił zemdlał -tu zrobiła pauze. Teraz każde słowo mówiła aż za wyraźnie. -I stracił wszystkie wspomnienia z tobą. W ogóle cię nie pamięta.
-A Jessie? Czy ją też..
-Nie. Pamięta, że jest jego córką ale nic poza tym. Tylko ciebie zapomniał Clary. -w moich oczach pojawiły się łzy które za wszelką cenęcenęstaralqm się powstrzymać. Wymusiłam uśmiech.
-Może chce się na mnie odegrać za...
-Clary on nigdy by tego nie zrobił za bardzo cie kochał. -przerwał mi Alec
-Widział się z aniołem... -powiedzial Magnus -Wydaje mi się, że to była cena która musiał zapłacić za twoje życie...
-Już dajcie jej spokój! -posłałam tacie uśmiech wdzięczności - Myślę że Clarissa chciałaby spędzić trochę czasu ze swoją córka, która jeszcze trochę nie będzie znowu wyrośnie z ubranek...
-Jak to znowu? -zapytałam zdziwiona. -To ile ja spałam??
-Spałaś tydzień... -powiedziała Izzy
-Pamiętasz, że twoja ciąża trwała dużo krócej niż normalnie powinna trwać? Jessie dalej rozwija się dużo szybciej niż inne dzieci.
-Dobra chodźcie. Zaraz przyniosę ci coś do jedzenia. -powiedziała Izabell po czym wszyscy wyszli i zostałam sama z moja śliczna córeczka.
~Jace~
Siedziałem sobie spokojnie w kuchni gdy nagle wszyscy zaczęli do niej wchodzić. I już po moim spokojnym zjedzeniu obiadu...
-Gdzie Jessie? -zapytałem
-Z Clary..
-Nie uważacie, że jest jeszcze za wcześnie żeby ona siedziala sama z małą?
-Słucham?! -krzyknęła Izzy. While wszyscy się nagle oburzeni na łoju słowa. Nie mam pojęcia dlaczego? Uważam, że mam rację, a ja się nigdy nie mylę!
-Chłopczyku to, że straciłeś pamięć nie uprawnia cie do obrażania mojej córki! Nie wiesz co przeszła! I nie masz pojęcia o tym jaka jest silna!! A jeżeli jeszcze raz usłyszę...
-Valentine uspokój się Jace nie miał nic złego na myśli -Maryse położyła dłoń na ramieniu Valentina. Gdyby nue jej interwencja prawdopodobnie rzucił by się na mnie...
Wyszedłem z kuchni nie odzywając się ani słowem. Skierowałem się w stronę swojego pokoju. Mijając sale w której leżała Clarissa? Tak chyba tam miała na imię matka mojej córki. Jak w ogóle do tego doszło...?? Przecież ona nie jest w moim typie...
Stanąłem w progu i przyglądałem się jak rudowłosa bawi się z małą, podczas gdy jej posiłek stygnie.
Miłość z jaką patrzyła na naszą córkę uświadomiła mi, że się pomyliłem co do niej... Wielki Jace Herondale pomylił się. Możecie to sobie zapisać... oczywiście nie przyznam się do tego.
-Jak chcesz zajmę się mała żebyś ty mogła sobie spokojnie zjeść -powiedziałem na co gwałtownie podniosła głowę. W jej oczach widać było mieszaninę uczuć.. Nie wiem jakim cudem potrafię dojrzeć takie rzeczy.
-Nie nie trzeba. W sumie to nawet nie jestem głodna.
-Długo byłaś nieprzytomna powinnaś coś zjeść -upierałem się -Nie będziesz miała pokarmu dla małej..
-Ehh.. Nie odpuścisz co? Zresztą nigdy nie odpuszczasz. -uśmiechnęła się blado. Odwzajemnilem uśmiech.
-Tu masz rację. Zupy nie polecam nie wyszła Izabell. Ale o dziwo reszta jest smaczna. Nie wiem jak ona nauczyła się gotować tak ze jest to jadalne...
-Ja ją nauczyłam. Nie było to częścią mojego planu ale dobrze się stało. Prawdopodobieństwo śmierci podczas jedzenia spadło..
-Tak to prawda demony były mniej groźne niż kuchnia Izzy
-W sumie, że też nikt nie wpadł na to aby nakarmić je jedzeniem przygotowanym przez Izabell... Wygrana be z większego wysiłku..
Żartowaliśmy i śmieliśmy się przez kilka minut. Było miło jednak w obecności dziewczyny czułem pewien dyskomfort..
Zapadła chwila ciszy
-Jace? Ty naprawdę nic nie pamietasz? -zapytała cicho
-Przykro mi ale nie... Nic nie pamiętam nawet miałem problem z twoim imieniem..
-Miałam nadzieję, że jednak chcesz się na mnie odegrać za to, że odeszłam... Może gdybym tego nie zrobiła ty byś nadal mnie pamiętał? Może... czy mogłabym cie pocałować? Może.. -wow zaskoczyła mnie ta propozycja
-Dob...
Nie skończyłem słowa gdy dziewczyna wpiła się w moje usta. Pocałunek był delikatny jednak pełen uczuć.. z jej strony..
Po chwili odsunęła się ode mnie
-Iii..? -zapytała z nadzieją
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Oto kolejny rozdział. Czekam na wasze komentarze.
Do następnego ;)
wtorek, 7 listopada 2017
Rozdział 16
Rozdział dedykowany dla Demonica Edomu 😘
Miłego czytania!
~Jace~
Siedziałem otępiały... Magnus wszystko nam opowiedział... w dodatku te listy... Clary nie żyje... Clary nie żyje Clary nie... Clary... Clary... Clary
-JACE!! SŁYSZYSZ CO DO CIEBIE MÓWIĘ??!!! - wrzasnął mi do ucha Alec
-Co? Nie musisz się tak wydzierać, przecież nie jestem głuchy..
-Mowie do ciebie juz od 5 minut a ty nic!!
-Przepraszam. Co mówiłeś?
- Mówie, że jest szansa uratowania Clary -Zerwałem się z miejsca
-Jak?! -powiedziałem ciągnąć za sobą szatyna
-Pamiętasz tą rune którą Clary ożywiła Valentaina? Co gdybyś ty narysował taka rune Clary... -wpadliśmy do pokoju, w którym leżała rudowłosa... Izzy trzymała Jassie na rękach Magnus stał twarzą do okna a Valentain ściągał koszule i nagle...
światło zgasło...
zobaczyłem ciemność...
I tak samo jak nagle nie było nic tak teraz znajdowalem się w białej przestrzeni... dosłownie nie było nic oprócz bieli i złotej skrzydlatej postaci...
-Witaj Jonathanie. Nazywam się Ithuriel. Wiem że chcesz przywrócić życie swojej ukochanej ale to nie będzie takie proste... Jeżeli chcesz to zrobić musisz pamiętać że nie ma nic za darmo.
-Wiem. I jestem gotów ponieść każda cenę. Co mam zrobić?
-Podaruje ci rune. Naucz się jej i stwórz na ciele Clarissy.
-Co chcesz w zamian?
-W zamian stracisz wszystkie wspomnienia o Clarissie... Jednak masz możliwość odzyskania ich...
-Jak?
-Wystarczy ze wybierzesz moment w którym ja odzyskasz..
-Nie rozumiem..
-Badziesz musiał zobaczyć sytuacje która teraz wybierzesz...
-A co z Jessie? Czy ją też zapomnę?
-Będziesz pamiętał że to twoja córka jeśli o to chodzi. Więc jak
-Łzy Clary...
-Dobrze. Oto runa zapamiętaj ją dobrze. Do zobaczenia wkrótce. -uśmiechnął się i znikł.
Obudziłem się. Wszyscy stali nade mną.
-Jace nic ci nie jest? -zapytała Izzy
-wszystko w porządku. -odpowiedziałem podnosząc się.
-Zaczynamy.
Podszedłem do dziewczyny i odpisałem jej delikatnie bluzkę. Tuż pod klatka piersiową przyłożyłem stelle i stworzyłem rune. W ostatniej chwili pocałowałem rudowłosa w usta
-Niedługo się spotkamy -powiedziałem po czym po raz kolejny tego dnia straciłem przytomność...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
W końcu jestem z nowym rozdziałem. Tak średnio mi się podoba... No ale cóż ocenę zostawiam wam.
Miłego czytania!
~Jace~
Siedziałem otępiały... Magnus wszystko nam opowiedział... w dodatku te listy... Clary nie żyje... Clary nie żyje Clary nie... Clary... Clary... Clary
-JACE!! SŁYSZYSZ CO DO CIEBIE MÓWIĘ??!!! - wrzasnął mi do ucha Alec
-Co? Nie musisz się tak wydzierać, przecież nie jestem głuchy..
-Mowie do ciebie juz od 5 minut a ty nic!!
-Przepraszam. Co mówiłeś?
- Mówie, że jest szansa uratowania Clary -Zerwałem się z miejsca
-Jak?! -powiedziałem ciągnąć za sobą szatyna
-Pamiętasz tą rune którą Clary ożywiła Valentaina? Co gdybyś ty narysował taka rune Clary... -wpadliśmy do pokoju, w którym leżała rudowłosa... Izzy trzymała Jassie na rękach Magnus stał twarzą do okna a Valentain ściągał koszule i nagle...
światło zgasło...
zobaczyłem ciemność...
I tak samo jak nagle nie było nic tak teraz znajdowalem się w białej przestrzeni... dosłownie nie było nic oprócz bieli i złotej skrzydlatej postaci...
-Witaj Jonathanie. Nazywam się Ithuriel. Wiem że chcesz przywrócić życie swojej ukochanej ale to nie będzie takie proste... Jeżeli chcesz to zrobić musisz pamiętać że nie ma nic za darmo.
-Wiem. I jestem gotów ponieść każda cenę. Co mam zrobić?
-Podaruje ci rune. Naucz się jej i stwórz na ciele Clarissy.
-Co chcesz w zamian?
-W zamian stracisz wszystkie wspomnienia o Clarissie... Jednak masz możliwość odzyskania ich...
-Jak?
-Wystarczy ze wybierzesz moment w którym ja odzyskasz..
-Nie rozumiem..
-Badziesz musiał zobaczyć sytuacje która teraz wybierzesz...
-A co z Jessie? Czy ją też zapomnę?
-Będziesz pamiętał że to twoja córka jeśli o to chodzi. Więc jak
-Łzy Clary...
-Dobrze. Oto runa zapamiętaj ją dobrze. Do zobaczenia wkrótce. -uśmiechnął się i znikł.
Obudziłem się. Wszyscy stali nade mną.
-Jace nic ci nie jest? -zapytała Izzy
-wszystko w porządku. -odpowiedziałem podnosząc się.
-Zaczynamy.
Podszedłem do dziewczyny i odpisałem jej delikatnie bluzkę. Tuż pod klatka piersiową przyłożyłem stelle i stworzyłem rune. W ostatniej chwili pocałowałem rudowłosa w usta
-Niedługo się spotkamy -powiedziałem po czym po raz kolejny tego dnia straciłem przytomność...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
W końcu jestem z nowym rozdziałem. Tak średnio mi się podoba... No ale cóż ocenę zostawiam wam.
czwartek, 26 października 2017
Jedno małe pytanko...
Chciałam się tylko zapytać czy ktoś cżyta to opowiadanie i czy mam wstawiać kolejne rozdziały?
Przez jakiś czas rozdziały będą pojawiać się częściej. Jeden mam już gotowy do wstawienia jednak decyzja należy do was (o il jest ty jeszcze ktoś).
Czekam na wasze opinie... ;)
Przez jakiś czas rozdziały będą pojawiać się częściej. Jeden mam już gotowy do wstawienia jednak decyzja należy do was (o il jest ty jeszcze ktoś).
Czekam na wasze opinie... ;)
piątek, 7 lipca 2017
Rozdział 15
~Clary~
Magnus potwierdził to iż jestem w ciąży. Jednak nie popierał mojej decyzji co do ucieczki i ukrycia się na jakiś czas.
-pomogę ci tylko dlatego, że jesteśmy jak rodzina. Mam nadzieje, że jesteś pewna swojej decyzji. Tak czy tak będziesz musiała wrócić. Sama dziecka nie obronisz a dobrze wiesz, że Jocelyn będzie na nie polować jak tylko sie o nim dowie...
-Magnus proszę cię... musze pobyć sama przemyśleć wszystko... Błagam obiecaj, że nikomu nie powiesz gdzie jestem i dlaczego. Izabell może się domyślać, wie, że jestem w ciąży musisz z nią porozmawiać żeby nie wygasła nic Jasowi...
-Obiecuje nic im nie powiem i porozmawiam z Izabell..
-W takim razie do zobaczenia
-Do zobaczenia Clary -powiedział czarownik i po chwili znalazłam się w miejscu docelowym. Był to niewielki magiczny domek który oprócz tego że można nim było przemieszczać się z miejsca w miejsce mógł jeszcze powiększać się lub zmniejszać w zależności od liczby osób mieszkających w nim.
Wypakowałam wszystkie rzeczy, zrobiłam sobie jajecznice, wzięłam szybki prysznic i położyłam się do łóżka. Sen przyszedł szybko.
~Jace~
Clary zniknęła nikt nic nie wie, magia Magnusa nie działa a ja też jestem bezsilny... Kocham Clary i martwię się o nią... Co jeżeli coś jej się stało?! Albo Jocelyn ją porwała?! Co jeśli ona... Jace przestań nie możesz tak myśleć!! Clary jest silna i sobie poradzi!!
-Jace? -do pokoju wsuneła się głowa Aleca -Mogę wejść?
-Jasne
-Przeniosłem ci jedzenie...
-Nie chce jeść
-Musisz mieć siły żeby szukać Clary. Nie chciałaby żebyś chodził głodny... -tylko ja wcale nie chodziłem głodny po prostu nie byłem głodny.. nie mogłem jeść kiedy wiedziałem że jej może dziać się teraz krzywda...
-Jace?
-okej -ugryzłem kawałek grzanki -zadowolony?
-Nie. Masz zjeść wszystko!
Niechętnie zacząłem jeść może Alec ma trochę racji...
-Alec? A co jeśli jej coś się stało? - zapytałem po dłuższej chwili
-Znasz Clary lepiej niż ja, a ja nawet wiem ze poradzi sobie...
Zresztą Magnus zdecydowanie odrzucił jakiekolwiek porwanie, atak Jocelyn też...
-Wiesz myślę że on i Izabell coś ukrywają... są zbyt spokojni i pewni...
-Wydaje ci się.. Co by mieli wiedzieć, że Clary się gdzieś ukrywa??
-Co powiedziałeś??
-Nic co ma znaczenie. Powiedziałem to hipotetycznie.
-Alec jeśli coś wiesz to...
-To co? Jeżeli bym coś wiedział a wiem tyle co ty to są sposoby które zmusiły by mnie do milczenia...
-Przepraszam...
-Ni szkodzi. Rozumiem Cię. Ale to nie powód żeby obarcza nas wina czy wyzywać się na nas tym nic nie wskórasz...
~~~
~Cary~
Ukrywam się już cztery miesiące. Zmieniam miejsce pobytu co dwa trzy dni. Ciąża u pół aniołów trwa znacznie szybciej niż u nocnych łowców czy ludzi. Magnus twierdzi, że już niedługo urodze. Tęsknię za Jacem... Czuje się coraz gorzej psychicznie i fizycznie...
-Clary!?
-Tutaj! - Magnus odwiedza mnie codziennie aby mnie zbadać i dotrzymać chociaż trochę towarzystwa...
-Jak się czujesz? -zapytał wchodząc do pokoju
-Źle... -Nagle fala przeszywajacego bólu przeszła moje ciało -Magnus.. chyba... się zaczęło.. -wysyczalam przez zaciśnięte zęby
~Magnus~
Clary dzielnie znosiła kolejne skurcze... Poród był długi i męczący... kiedy dziewczyna zaczęła słabnąć nie potrafiłem nic zrobić...
-Powiedzcie wszystko Jasowi i tacie... -powiedziała z dużym trudem -czy byłaby... czy byłaby możliwość... rozmowy z nimi??
-Dla ciebie wszystko -powiedziałem... wiedziałem o co chodziło.. chciała się pożegnać, przekazać zadanie ochrony dziecka...
Przestałem pomagać na chwile rudowłosej i wysłałem ognista wiadomość do Izabell i Aleca...
Dziewczyna słabła z każdą chwilą jednak ostatnimi siłami urodziła śliczna córeczkę...
Stworzyłem bramę i po chwili do pokoju weszło kilkoro nocnych łowców...
********************************************
Cześć. Czołem. Oto nowy rozdział. Przepraszam że tak długo nic nie dodawałam. Mam nadzieje, że wam się spodobał. ;)
Magnus potwierdził to iż jestem w ciąży. Jednak nie popierał mojej decyzji co do ucieczki i ukrycia się na jakiś czas.
-pomogę ci tylko dlatego, że jesteśmy jak rodzina. Mam nadzieje, że jesteś pewna swojej decyzji. Tak czy tak będziesz musiała wrócić. Sama dziecka nie obronisz a dobrze wiesz, że Jocelyn będzie na nie polować jak tylko sie o nim dowie...
-Magnus proszę cię... musze pobyć sama przemyśleć wszystko... Błagam obiecaj, że nikomu nie powiesz gdzie jestem i dlaczego. Izabell może się domyślać, wie, że jestem w ciąży musisz z nią porozmawiać żeby nie wygasła nic Jasowi...
-Obiecuje nic im nie powiem i porozmawiam z Izabell..
-W takim razie do zobaczenia
-Do zobaczenia Clary -powiedział czarownik i po chwili znalazłam się w miejscu docelowym. Był to niewielki magiczny domek który oprócz tego że można nim było przemieszczać się z miejsca w miejsce mógł jeszcze powiększać się lub zmniejszać w zależności od liczby osób mieszkających w nim.
Wypakowałam wszystkie rzeczy, zrobiłam sobie jajecznice, wzięłam szybki prysznic i położyłam się do łóżka. Sen przyszedł szybko.
~Jace~
Clary zniknęła nikt nic nie wie, magia Magnusa nie działa a ja też jestem bezsilny... Kocham Clary i martwię się o nią... Co jeżeli coś jej się stało?! Albo Jocelyn ją porwała?! Co jeśli ona... Jace przestań nie możesz tak myśleć!! Clary jest silna i sobie poradzi!!
-Jace? -do pokoju wsuneła się głowa Aleca -Mogę wejść?
-Jasne
-Przeniosłem ci jedzenie...
-Nie chce jeść
-Musisz mieć siły żeby szukać Clary. Nie chciałaby żebyś chodził głodny... -tylko ja wcale nie chodziłem głodny po prostu nie byłem głodny.. nie mogłem jeść kiedy wiedziałem że jej może dziać się teraz krzywda...
-Jace?
-okej -ugryzłem kawałek grzanki -zadowolony?
-Nie. Masz zjeść wszystko!
Niechętnie zacząłem jeść może Alec ma trochę racji...
-Alec? A co jeśli jej coś się stało? - zapytałem po dłuższej chwili
-Znasz Clary lepiej niż ja, a ja nawet wiem ze poradzi sobie...
Zresztą Magnus zdecydowanie odrzucił jakiekolwiek porwanie, atak Jocelyn też...
-Wiesz myślę że on i Izabell coś ukrywają... są zbyt spokojni i pewni...
-Wydaje ci się.. Co by mieli wiedzieć, że Clary się gdzieś ukrywa??
-Co powiedziałeś??
-Nic co ma znaczenie. Powiedziałem to hipotetycznie.
-Alec jeśli coś wiesz to...
-To co? Jeżeli bym coś wiedział a wiem tyle co ty to są sposoby które zmusiły by mnie do milczenia...
-Przepraszam...
-Ni szkodzi. Rozumiem Cię. Ale to nie powód żeby obarcza nas wina czy wyzywać się na nas tym nic nie wskórasz...
~~~
~Cary~
Ukrywam się już cztery miesiące. Zmieniam miejsce pobytu co dwa trzy dni. Ciąża u pół aniołów trwa znacznie szybciej niż u nocnych łowców czy ludzi. Magnus twierdzi, że już niedługo urodze. Tęsknię za Jacem... Czuje się coraz gorzej psychicznie i fizycznie...
-Clary!?
-Tutaj! - Magnus odwiedza mnie codziennie aby mnie zbadać i dotrzymać chociaż trochę towarzystwa...
-Jak się czujesz? -zapytał wchodząc do pokoju
-Źle... -Nagle fala przeszywajacego bólu przeszła moje ciało -Magnus.. chyba... się zaczęło.. -wysyczalam przez zaciśnięte zęby
~Magnus~
Clary dzielnie znosiła kolejne skurcze... Poród był długi i męczący... kiedy dziewczyna zaczęła słabnąć nie potrafiłem nic zrobić...
-Powiedzcie wszystko Jasowi i tacie... -powiedziała z dużym trudem -czy byłaby... czy byłaby możliwość... rozmowy z nimi??
-Dla ciebie wszystko -powiedziałem... wiedziałem o co chodziło.. chciała się pożegnać, przekazać zadanie ochrony dziecka...
Przestałem pomagać na chwile rudowłosej i wysłałem ognista wiadomość do Izabell i Aleca...
Dziewczyna słabła z każdą chwilą jednak ostatnimi siłami urodziła śliczna córeczkę...
Stworzyłem bramę i po chwili do pokoju weszło kilkoro nocnych łowców...
********************************************
Cześć. Czołem. Oto nowy rozdział. Przepraszam że tak długo nic nie dodawałam. Mam nadzieje, że wam się spodobał. ;)
wtorek, 18 kwietnia 2017
Rozdział 14
~Clary~
Od tygodnia nie mam koszmarów i wszystko zaczyna się powoli układać. Wiem, że spokój nie potrwa długo i Jocelyn w końcu któregoś dnia zaatakuje. Z Jasem układa mi się coraz lepiej, Izzy z Jonathanem też są na dobrej drodze do bycia w związku, Alec wyprowadził się do Magnusa... Jak zawsze mamy dużo zgłoszeń, raz w tygodniu występuje z chłopakami...
-O tu jesteś! A ja cię wszędzie szukam
-Przepraszam Isabelle zamyśliłam się
-Czyżbyś myślała o pewnym blondynie? -zapytała znacząco poruszając brwiami
-Też. Ale bardziej nad tym, że niepokoi mnie ten pozorny spokój... Zero śladu działalności Jocelyn, musimy ją znaleźć.
-Wiem.. Znajdziemy ją wkrótce.. A teraz chodź bo musze sobie kupić sukienkę na randkę z Jonem.. Mam tylko nadzieję, że nie dostane okresu...
-Czekaj... Co powiedziałaś?
-Clary o co ci chodzi. Jesteśmy z Jonathanem już dorośli zresztą ty z Jasem...
-Nie o to chodzi.. -zniecierpliwiona machnęłam ręką -Spóźnia mi się okres
-Ile?
-Nie wiem powinnam dostać minimum tydzień temu
-Zajdziemy po drodze do apteki
-Izzy a co jeśli jestem w ciąży. Tylko nie teraz. Nie mogę w tym wieku i w takiej sytuacji mieć dziecka
-Clary spokojnie.. Chodź
~Isabelle~
W drodze do galerii zaszłyśmy do apteki po test ciążowy. Clary była strasznie zdenerwowana, rozumiem ją też nie chciałabym zajść w ciąże wiedząc, że w każdej chwili może wybuchnąć wojna.
-Najpierw znajdźmy dla ciebie sukienkę.. okej? -zaproponowała rudowłosa
-Jasne
Chodziłyśmy od sklepu do sklepu jednak dopiero w którymś z kolei i po jakiś dwóch godzinach szukania znalazłam idealną sukienkę.
-Chodź -pociągnęłam dziewczynę za rękę w stronę toalet -Ja tu na ciebie zaczekam. Razem sprawdzimy.
-okej -powiedziała głosem wypranym z emocji
Po pięciu minutach wyszła z testem w ręku.
-Pokaż sprawdzimy. -Spojrzałam na przedmiot znajdujący się w zaciśniętej dłoni Clary, dziewczyna również w końcu spojrzała na test.. Nie mogłam dalej uwierzyć, że będę ciocią...
-Clary jak się z tym czujesz? -zapytałam ostrożnie
-Jest okej. -spojrzała mi w oczy w których widziałam, że podjęła jakąś ważną decyzje -Ale wracajmy już do Instytut
Przez całą drogę rozmawiałyśmy jak Clary przekaże ta wiadomość Jasowi
-Trzymaj za mnie kciuki -powiedziała po czym poszła szukać blondyna.
~Clary~
Szłam właśnie do pokoju mojego chłopaka, żeby mu powiedzieć o tym, że jestem w ciąży...
Usłyszałam głosy dobiegające z pokoju Aleca i zapukałam do drzwi i nie czekając na zaproszenie weszłam. Chłopcy przerwali na chwilę rozmowę
-O cześć -powiedział Alec
-Cześć Isabelle już się szykuje? -Zapytał się mój brat
-Witaj piękna -powiedział blondyn. Podeszłam do niego dałam mu buziaka w policzek i usiadłam obok niego
-Hej wszystkim. O czym rozmawiacie? -zapytałam -A i tak Izzy poszła wziąć prysznic
-O tym, że Jace nie chce mieć dzieci -powiedział Jon a ja poczułam jakby mnie ktoś spoliczkował, moje ciało nagle całe zesztywniało
-Ale tylko przez jakieś pięć najbliższych lat -Objął mnie -Ej co jest jesteś cała spięta
-Nic. Jestem tylko zmęczona. Pójdę zobaczę jak radzi sobie Izzy i się położę.
Gdy wychodziłam przypomniało mi się jeszcze coś
-A Jonathan Isabelle mówiła, żebyś na pewno ubrał się elegancko bo inaczej was nie wpuszczą.....
~Jace~
-Clary? Śpisz? -wszedłem cicho do pokoju rudowłosej. W pokoju panowała zupełna cisza. Zapaliłem światło i zamarłem.... Pokój wyglądał jakby nikt nigdy tu nie był... Gdzie są rzeczy mojej dziewczyny i co najważniejsze Gdzie jest moja Clary??!!
sobota, 18 marca 2017
Rozdział 13
~Clary~
Właśnie rysowałam, gdy do mojego pokoju wpadła uradowana Isabell
-Coś się stało -zapytałam znad bloczku kartek
-Rozmawiałaś z nim? -zapytała wprost jednak ja pomimo tego iż bardzo dobrze wiedziałam o kogo jej chodzi zapytałam się. ..
-Z kim?
-Z Jacem oczywiście -usadowiła się obok mnie na materacu
-Nie dopiero dzisiaj miałam to zrobić -skłamałam. Wiem ze nie powinnam ale miałam w tym swój cel
-Cóż myślałam że tak. Cały chodzi w skowronkach -powiedziała zbita z tropu i jakby zawiedziona?
-Wow szybko się pocieszył... -Co ja mam powiedzieć?? Z jednej strony mogłam powiedzieć prawdę ale z drugiej będzie mi na rękę jeżeli przez jakiś czas będzie zajęta swataniem mnie i Jace'a
-Clary on cię kocha do szaleństwa!! Na pewno nie ma nikogo na boku ani nikim się nie pociesza!! -była tego taka pewna że musiałam się uśmiechnąć.
-A co tam u ciebie i Jonathana? -zapytałam zmieniając temat, jeżeli dalej będziemy rozmawiać o mnie Jasie to wygasa jej wszystko. Izzy zrobiła się cała czerwona na twarzy
-Nie wiem o czym mówisz
-Jeżeli nie wiedzialabym ten rumieńców wydały cie
-Ja nie wiem nawet czy mu się podobam
-Patrzy się za każdym razem na ciebie jak na 8 cud świata
-Nie zmieniaj tematu rozmawialiśmy o tobie i... - w tym momencie cie przeszedł mi sms. Zerknelam na ekran...
-Kto to? -zapytała się Izzy
-Calum z chłopcami chcą się dzisiaj spotkać. -Skłamałam nie chciałam okłamywać Izzy ale póki co nikt nie może dowiedzieć się, że jesteśmy z Jacem razem.
Właśnie rysowałam, gdy do mojego pokoju wpadła uradowana Isabell
-Coś się stało -zapytałam znad bloczku kartek
-Rozmawiałaś z nim? -zapytała wprost jednak ja pomimo tego iż bardzo dobrze wiedziałam o kogo jej chodzi zapytałam się. ..
-Z kim?
-Z Jacem oczywiście -usadowiła się obok mnie na materacu
-Nie dopiero dzisiaj miałam to zrobić -skłamałam. Wiem ze nie powinnam ale miałam w tym swój cel
-Cóż myślałam że tak. Cały chodzi w skowronkach -powiedziała zbita z tropu i jakby zawiedziona?
-Wow szybko się pocieszył... -Co ja mam powiedzieć?? Z jednej strony mogłam powiedzieć prawdę ale z drugiej będzie mi na rękę jeżeli przez jakiś czas będzie zajęta swataniem mnie i Jace'a
-Clary on cię kocha do szaleństwa!! Na pewno nie ma nikogo na boku ani nikim się nie pociesza!! -była tego taka pewna że musiałam się uśmiechnąć.
-A co tam u ciebie i Jonathana? -zapytałam zmieniając temat, jeżeli dalej będziemy rozmawiać o mnie Jasie to wygasa jej wszystko. Izzy zrobiła się cała czerwona na twarzy
-Nie wiem o czym mówisz
-Jeżeli nie wiedzialabym ten rumieńców wydały cie
-Ja nie wiem nawet czy mu się podobam
-Patrzy się za każdym razem na ciebie jak na 8 cud świata
-Nie zmieniaj tematu rozmawialiśmy o tobie i... - w tym momencie cie przeszedł mi sms. Zerknelam na ekran...
Od Jace
Spotkamy się dzisiaj? Tęsknie już za Tobą.
Uśmiechnęłam się mimowolnie do telefonu i szybko odpisałam.
Do Jace
Jasne już nie mogę się doczekać. Też tęsknie :)
-Kto to? -zapytała się Izzy
-Calum z chłopcami chcą się dzisiaj spotkać. -Skłamałam nie chciałam okłamywać Izzy ale póki co nikt nie może dowiedzieć się, że jesteśmy z Jacem razem.
Od Jace
Będę na ciebie czekał w ogrodzie obok fontanny za pół godziny :D
Do Jace
Będę punktualnie
Wstałam z łóżka aby się przebrać, Isabelle przyglądała mi się uważnie jakby wiedziała, że ją okłamuje. Kiedyś by to po mnie spłynęło ale teraz czuje się niezręcznie. Założyłam czarne jeansy i koszule w czerwono-czarną kratę. Przeczesałam włosy i poprawiłam makijaż pod czujnym okiem Izzy. Założyłam do tego moje ukochane czarne trampki..
Spojrzałam na zegarek stojący na stoliku nocnym, miałam jeszcze dwadzieścia minut.
-Mam jeszcze chwile -uśmiechnęłam się do brunetki. -Izzy mogę cię o coś poprosić?
-Zawsze
-Czy......
~Jace~
Czekałem na Clary przy fontannie, wszystko było już przygotowane. Stałem oparty o krawędź fontanny gdy usłyszałem chrząkniecie. Znajoma dłoń spoczęła na moim ramieniu.
-Jace? -Odwróciłem się. Przede mną stała Clary.. -Wszystko w porządku?
-W jak najlepszym. -Uśmiechnąłem się do niej -Przepraszam zamyśliłem się. Długo tu stoisz?
-Stosunkowo krótko -również się do mnie uśmiechnęła po czym pocałowała mnie w policzek -Przejdziemy się czy będziemy tak tu stać? -zapytała -Troszkę okłamałam Isabelle i nie chciałabym żeby to się wydało tak szybko -złapałem ją za rękę
-Chodźmy. Mam dla ciebie niespodziankę
~Clary~
Czas spędzony z Jasem był najlepszym co mnie dzisiaj spotkało. Siedzieliśmy na kocu rozmawiając i jedząc smakołyki które przygotował. Niespodzianka zdecydowanie mu się udała.
Teraz leże i próbuje zasnąć... Jednak gdy mi się to udaje...
Po raz kolejny jestem przykuta do ściany. Znowu spotykam zakapturzoną postać o dziwnie znajomym głosie. Tak samo jak poprzednimi razy znajduję się w ciemnych lochach.
-Witaj ponownie Clarisso
-Czego ode mnie chcesz?
-Mam dla ciebie propozycję nie do odrzucenia -przejeżdża dłonią po mojej twarzy na co wzdrygam się z obrzydzenia
-Po pierwsze nie dotykaj mnie -warknęłam -Po drugie nie będę wchodziła z tobą w żadne układy -splunęłam na niego
-Przegięłaś szmato! I tak będziesz moja! Już niedługo się spotkamy na javie w tedy będziesz moja i tylko moja!
-Pamiętaj, że w prawdziwym życiu nie będę przykuta do ściany... A w tedy to ty pożałujesz, że zadarłeś ze mną!! -warknęłam. Mężczyzna wziął ten sam skalpel co zawsze i przyłożył mi go do twarzy
-Dzisiaj cię oszczędzę. Ale tylko dlatego, że moja przyszła żona nie może mieć całego ciała pokrytego bliznami -Roześmiałam się
-Prędzej umrę niż za ciebie wyjdę za mąż
-Do tego też dojdziemy. Spokojnie. Do zobaczenia kochanie
-Nie masz prawa mnie....
Zerwałam się ze snu cała spocona. Spojrzałam na zegarek. Jest 2:27 ale wiem, że już nie zasnę. Wstaje, zakładam cos wygodnego i idę do sali treningowej przy okazji zahaczając o kuchnie, z której biorę dużą butelkę wody.
Najpierw zaczynam od krótkiej rozgrzewki, później przechodzę do rzucania sztyletami, strzelania z łuku, kilka ćwiczeń na wysokości, walka z manekinami, rozciąganie się i zaczynam cały proces od początku...
***
Nie wiem ile mija czasu, jednak nie mogę przestać ćwiczyć. To mnie odpręża. Po raz kolejny rzucam sztyletami...
-Nie możesz spać -odwracam się w stronę drzwi i odruchowo rzucam sztyletem, który wbija się w drzwi..
-Przepraszam -mówię -Zaskoczyłeś mnie
-Nie szkodzi. Na szczęście nie trafiłaś i nie będę chodził z pokiereszowaną twarzą -mówi po czym uśmiecha się -Długo już tu jesteś?
-Przepraszam. Taki odruch -uśmiecham się nie pewnie -Parę godzin? Która jest? -chłopak odwzajemnia uśmiech i podchodzi do mnie
-Jest parę minut po szóstej -spoważniał -Coś się stało? O tej porze siostrzyczko powinnaś jeszcze spać albo dopiero wstawać -zaśmiałam się gorzko
-Nie. Tylko nie mogłam spać. Tak na prawdę to zazwyczaj wstawałam o piątej i dopiero w instytucie się troszkę rozleniwiłam
-Chodź zjemy coś -wyciągnął do mnie rękę którą ujęłam pewnie i pozwoliłam pociągnąć się w stronę kuchni.
-Ale ty gotujesz.
-Dobra.
-Mam nadzieję, że dobrze gotujesz bo jestem strasznie głodna
-Spokojnie nie otruje cię a to chyba najważniejsze -zażartował
-No ja myślę, że mnie nie otrujesz. Przecież jestem twoją najukochańszą siostrą
-Bo jedyną
~Clary~
Czas spędzony z Jasem był najlepszym co mnie dzisiaj spotkało. Siedzieliśmy na kocu rozmawiając i jedząc smakołyki które przygotował. Niespodzianka zdecydowanie mu się udała.
Teraz leże i próbuje zasnąć... Jednak gdy mi się to udaje...
Po raz kolejny jestem przykuta do ściany. Znowu spotykam zakapturzoną postać o dziwnie znajomym głosie. Tak samo jak poprzednimi razy znajduję się w ciemnych lochach.
-Witaj ponownie Clarisso
-Czego ode mnie chcesz?
-Mam dla ciebie propozycję nie do odrzucenia -przejeżdża dłonią po mojej twarzy na co wzdrygam się z obrzydzenia
-Po pierwsze nie dotykaj mnie -warknęłam -Po drugie nie będę wchodziła z tobą w żadne układy -splunęłam na niego
-Przegięłaś szmato! I tak będziesz moja! Już niedługo się spotkamy na javie w tedy będziesz moja i tylko moja!
-Pamiętaj, że w prawdziwym życiu nie będę przykuta do ściany... A w tedy to ty pożałujesz, że zadarłeś ze mną!! -warknęłam. Mężczyzna wziął ten sam skalpel co zawsze i przyłożył mi go do twarzy
-Dzisiaj cię oszczędzę. Ale tylko dlatego, że moja przyszła żona nie może mieć całego ciała pokrytego bliznami -Roześmiałam się
-Prędzej umrę niż za ciebie wyjdę za mąż
-Do tego też dojdziemy. Spokojnie. Do zobaczenia kochanie
-Nie masz prawa mnie....
Zerwałam się ze snu cała spocona. Spojrzałam na zegarek. Jest 2:27 ale wiem, że już nie zasnę. Wstaje, zakładam cos wygodnego i idę do sali treningowej przy okazji zahaczając o kuchnie, z której biorę dużą butelkę wody.
Najpierw zaczynam od krótkiej rozgrzewki, później przechodzę do rzucania sztyletami, strzelania z łuku, kilka ćwiczeń na wysokości, walka z manekinami, rozciąganie się i zaczynam cały proces od początku...
***
Nie wiem ile mija czasu, jednak nie mogę przestać ćwiczyć. To mnie odpręża. Po raz kolejny rzucam sztyletami...
-Nie możesz spać -odwracam się w stronę drzwi i odruchowo rzucam sztyletem, który wbija się w drzwi..
-Przepraszam -mówię -Zaskoczyłeś mnie
-Nie szkodzi. Na szczęście nie trafiłaś i nie będę chodził z pokiereszowaną twarzą -mówi po czym uśmiecha się -Długo już tu jesteś?
-Przepraszam. Taki odruch -uśmiecham się nie pewnie -Parę godzin? Która jest? -chłopak odwzajemnia uśmiech i podchodzi do mnie
-Jest parę minut po szóstej -spoważniał -Coś się stało? O tej porze siostrzyczko powinnaś jeszcze spać albo dopiero wstawać -zaśmiałam się gorzko
-Nie. Tylko nie mogłam spać. Tak na prawdę to zazwyczaj wstawałam o piątej i dopiero w instytucie się troszkę rozleniwiłam
-Chodź zjemy coś -wyciągnął do mnie rękę którą ujęłam pewnie i pozwoliłam pociągnąć się w stronę kuchni.
-Ale ty gotujesz.
-Dobra.
-Mam nadzieję, że dobrze gotujesz bo jestem strasznie głodna
-Spokojnie nie otruje cię a to chyba najważniejsze -zażartował
-No ja myślę, że mnie nie otrujesz. Przecież jestem twoją najukochańszą siostrą
-Bo jedyną
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
~~~~~~~~~
Miłego czytania, zapraszam do komentowania i do następnego;)
niedziela, 19 lutego 2017
Rozdział 12
~Jace~
-Clary? -Złapałem rudowłosą za nadgarstek -Możemy porozmawiać?
-Rozmawiamy...
-Na osobności. Proszę..
-Dobrze... -powiedziała niepewnie. -Chodźmy gdzieś więc.
-Co proponujesz? -zapytałem
-Ty zapraszasz ty wybierasz lokal. -Nasza rozmowa stała się zupełnie beztroska jakbyśmy nie mieli przeprowadzić jednej z najcięższych rozmów w życiu. -Co powiesz na kawę?
-Niech będzie.
Weszliśmy do jednej z najlepszych kawiarni w mieście. Zajęliśmy miejsca przy jednym z odosobniony stolików. Po chwili podeszła do nas kelnerka.
-Co mogę podać?
-Ja poproszę duża latte. -powiedziałem
-A ja duże mocne espresso
- Coś jeszcze?
-Lody dwie gałki śmietankowy i dwie cytrynowych -Clary uśmiechnęła się do kelnerki i odłożył menu
-Ja poproszę sernik z lodami czekoladowym -powiedziałem patrząc na rudowłosa bawiąc się kosmyk em włosów. Ciekawe czy jest świadoma, że to robi?
-Spodobałeś się jej
-Ja? Komu?
-Tej kelnerce. Nie widziałeś jak się do ciebie silnika? -prychnęła moja towarzyszka
-Wolałbym żeby ktoś inny slinil się na mój widok.
-Tak? Możesz mieć każda a...
-Ale -przerwałem jej -Chce tylko Ciebie! -powiedziałem lekko podnosząc głos i akcentuje ostatnie słowo. Dziewczyna zarumienila się.. Jaka ona jest piękna
-Jace ja nie wiem czy ja potrafię kochać... Ale...
-Proszę daj mi szansę -przerwałem jej
-Ale chciałabym spróbować -Zerwałam się z miejsca, wziąłem dziewczynę w ramiona i obkrecilem się z nią kilka razy. Zaśmiała się i zarzuciła mi ręce na szyje
-Clary. Moja Clary. -wyszeptał jej w szyję - chciałem to powiedzieć juz od dłuższego czasu. Nie wiem jak to zrobiłaś ale zmieniłaś mnie w tak krótkim czasie. Zakochałem się w tobie i zrobię dla ciebie wszystko
-Nie wiem czy nie jest zawczesnie na takie wyznania ale... ale myślę że też się w tobie zakochałam Jace i wiem ze dzięki tobie zaczynam wierzyć że miłość potrafi uczynić nas mocniejszym ze jest czymś pięknym a nie niszczycielskim... Ja jeszcze chciałam cię przeprosić za moje zachowanie -powiedziała niepewnie
-Nie masz za co mnie przepraszać ja też byłem winny
-Ale... - nie dałem jej dokończyć bo zamknąłem jej usta pocałunkiem który odwzajemniła. Oderwał ism się od siebie i lekko spędzenia ale szczęśliwi zajelismy swoje miejsca. Po kilku minutach kelnerka przyniosła nam nasze zamówienie.
Gdy wróciliśmy do Instytutu było już późno.
-Dobranoc Jace -powiedziała rudowłosa i cmoknela mnie w policzek
-Dobranoc piękna
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Oto kolejny rozdział. Przepraszam ze krótki. Mam jednak nadzieję że wam się spodoba. Życzę miłego czytania i mam nadzieje ze wyrazić swoją opinię w komentarzach.
-Clary? -Złapałem rudowłosą za nadgarstek -Możemy porozmawiać?
-Rozmawiamy...
-Na osobności. Proszę..
-Dobrze... -powiedziała niepewnie. -Chodźmy gdzieś więc.
-Co proponujesz? -zapytałem
-Ty zapraszasz ty wybierasz lokal. -Nasza rozmowa stała się zupełnie beztroska jakbyśmy nie mieli przeprowadzić jednej z najcięższych rozmów w życiu. -Co powiesz na kawę?
-Niech będzie.
Weszliśmy do jednej z najlepszych kawiarni w mieście. Zajęliśmy miejsca przy jednym z odosobniony stolików. Po chwili podeszła do nas kelnerka.
-Co mogę podać?
-Ja poproszę duża latte. -powiedziałem
-A ja duże mocne espresso
- Coś jeszcze?
-Lody dwie gałki śmietankowy i dwie cytrynowych -Clary uśmiechnęła się do kelnerki i odłożył menu
-Ja poproszę sernik z lodami czekoladowym -powiedziałem patrząc na rudowłosa bawiąc się kosmyk em włosów. Ciekawe czy jest świadoma, że to robi?
-Spodobałeś się jej
-Ja? Komu?
-Tej kelnerce. Nie widziałeś jak się do ciebie silnika? -prychnęła moja towarzyszka
-Wolałbym żeby ktoś inny slinil się na mój widok.
-Tak? Możesz mieć każda a...
-Ale -przerwałem jej -Chce tylko Ciebie! -powiedziałem lekko podnosząc głos i akcentuje ostatnie słowo. Dziewczyna zarumienila się.. Jaka ona jest piękna
-Jace ja nie wiem czy ja potrafię kochać... Ale...
-Proszę daj mi szansę -przerwałem jej
-Ale chciałabym spróbować -Zerwałam się z miejsca, wziąłem dziewczynę w ramiona i obkrecilem się z nią kilka razy. Zaśmiała się i zarzuciła mi ręce na szyje
-Clary. Moja Clary. -wyszeptał jej w szyję - chciałem to powiedzieć juz od dłuższego czasu. Nie wiem jak to zrobiłaś ale zmieniłaś mnie w tak krótkim czasie. Zakochałem się w tobie i zrobię dla ciebie wszystko
-Nie wiem czy nie jest zawczesnie na takie wyznania ale... ale myślę że też się w tobie zakochałam Jace i wiem ze dzięki tobie zaczynam wierzyć że miłość potrafi uczynić nas mocniejszym ze jest czymś pięknym a nie niszczycielskim... Ja jeszcze chciałam cię przeprosić za moje zachowanie -powiedziała niepewnie
-Nie masz za co mnie przepraszać ja też byłem winny
-Ale... - nie dałem jej dokończyć bo zamknąłem jej usta pocałunkiem który odwzajemniła. Oderwał ism się od siebie i lekko spędzenia ale szczęśliwi zajelismy swoje miejsca. Po kilku minutach kelnerka przyniosła nam nasze zamówienie.
Gdy wróciliśmy do Instytutu było już późno.
-Dobranoc Jace -powiedziała rudowłosa i cmoknela mnie w policzek
-Dobranoc piękna
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Oto kolejny rozdział. Przepraszam ze krótki. Mam jednak nadzieję że wam się spodoba. Życzę miłego czytania i mam nadzieje ze wyrazić swoją opinię w komentarzach.
sobota, 4 lutego 2017
Rozdział 11 cd.
~Alec~
-Alec co ja mam zrobić? -zapytał się blondyn
-Porozmawiaj z nią...
-Pff Alec ona nie będzie chciała ze mną rozmawiać. Co jeśli...
-Co jeśli co?? Nie możesz tego wiedzieć. Ale wiesz co ja wiem?? -pokręcił głową -Wiem ze ty kochasz ja a ona ciebie. Tylko zachowuje jak gowniarze. Dzieci w przedszkolu lepiej by się zachowały i rozegrały ta cała sytuacje...
-Clary mnie kocha?
-Myślałem że widzisz kiedy podobasz się komuś... chociaż nie... Jak mi się podobałeś to tez tego nie widziałeś ale...
-Chwila... Czekaj... PODOBAŁEM CI SIĘ??!!!
-Jace... uspokoj się już mi przeszło i wiedziałem ze to nigdy by się nie udało jesteśmy braćmi i najlepszymi przyjaciółmi
-Dalej nie dociera do mnie ze gdy ja naprzyklad trenowałem ty wyobrażałem sobie że....
-Błagam nie kończ... -czułem się cholernie niezrecznie ale na szczęście uratowalo mnie pukanie do drzwi -Proszę
Drzwi się otworzyły i do mojego pokoju weszła
-Izzy nawet nie wiesz jak ja cie kocham!! -Krzyknąłem niemal rzucając się na nią aby ja przytulic ze uratowała mnie od kontynuowania tej rzenujacej rozmowy.
-Brałeś coś? -zapytała patrząc się na mnie jak na kompletnego debila i odsuwajac się ode mnie -Maryse kazala zawolac was na kolacje. -powiedziała poczym nie czekając na nas odwróciła się i poszła w stronę jadalni. Po chwili szliśmy z Jacem równo z nią.
-Już wrócili? -zapytałem
-Mama przywiozła Maksa
-Na długo zostają?
-Maks zostanie przez jakiś czas pod naszą opieka a mama wraca pojutrze do Idrisu...
-Izzy? -zapytał niepewnie Jace
-Co chcesz?
-Rozmawiałas z Clary?
-Nawet jeśli to i tak... -nie dane było jej dokończyć bo blondyn jej przerwał
-Chce tylko wiedzieć czy opowiedziała ci wszystko?
-Tak. -przerzucila włosy do tylu- Jeśli już musisz wiedzieć to tak.
-Aaaa.. I już wszystko jasne..
-Co? O co ci chodzi? - kompletnie nic z tego nie rozumiałem.
-To dlatego twoja siostra patrzy się mnie jak na debila i wiem ze tak patrzy się na mnie prawie zawsze ake teraz jakbym był jeszcze większym debilem ale jednocześnie mniejszym i mogę się założyć ze teraz właśnie coś knuje jak by tu zeswatac...
-Kto kogo będzie swatał -wtrącił się cienki dziecięcy głos mojego młodszego braciszka
-Maks! - krzyknelismy z Jacem razem radośnie.. Przytuliliśmy młodego na powitanie jakby to Jace powiedział "po męsku"
-Kto kogo chce zeswatac? -ponownie pytanie
-Twoja siostra Jace'a -odpowiedziałem
-Z kim?
-Przekonasz sis niedługo
-A wiesz co?
-Nie ale mam nadzieje ze zaraz mi powiesz...
-Mam dziewczynę
-Tak? Żartujesz? A przestawisz mi ją
-Jasne zrobię to nawet zaraz
Weszliśmy do jadalni w której Maryse z Clary kończyły podawać do stołu. Maks podbiegł do rudowłosej która uśmiechając się do niego pozwoliła przyciągnąć się do nas
-Alec poznaj Clary moja dziewczynę -Dziewczyna roześmiała się i dała buziaka w policzek dla mojego brata
-No pewnie taki chłopak jak ty to skarb -powiedziała do niego
-Nie jest dla ciebie za stara -zapytał się Jace. Czyżby był zazdrosny o małego Maksa
-Nie!! - krzyknął uradowany i niezrazony chłopiec. Clary spojrzała się tyko na niego z dezaprobata
-Kurcze Jace -krzyknął em udając przerażone - Maks odbił ci dziewczynę!! A nie zna jej nawet dnia a ty znasz ja juz tyle czasu i nic...
-Alec co ja mam zrobić? -zapytał się blondyn
-Porozmawiaj z nią...
-Pff Alec ona nie będzie chciała ze mną rozmawiać. Co jeśli...
-Co jeśli co?? Nie możesz tego wiedzieć. Ale wiesz co ja wiem?? -pokręcił głową -Wiem ze ty kochasz ja a ona ciebie. Tylko zachowuje jak gowniarze. Dzieci w przedszkolu lepiej by się zachowały i rozegrały ta cała sytuacje...
-Clary mnie kocha?
-Myślałem że widzisz kiedy podobasz się komuś... chociaż nie... Jak mi się podobałeś to tez tego nie widziałeś ale...
-Chwila... Czekaj... PODOBAŁEM CI SIĘ??!!!
-Jace... uspokoj się już mi przeszło i wiedziałem ze to nigdy by się nie udało jesteśmy braćmi i najlepszymi przyjaciółmi
-Dalej nie dociera do mnie ze gdy ja naprzyklad trenowałem ty wyobrażałem sobie że....
-Błagam nie kończ... -czułem się cholernie niezrecznie ale na szczęście uratowalo mnie pukanie do drzwi -Proszę
Drzwi się otworzyły i do mojego pokoju weszła
-Izzy nawet nie wiesz jak ja cie kocham!! -Krzyknąłem niemal rzucając się na nią aby ja przytulic ze uratowała mnie od kontynuowania tej rzenujacej rozmowy.
-Brałeś coś? -zapytała patrząc się na mnie jak na kompletnego debila i odsuwajac się ode mnie -Maryse kazala zawolac was na kolacje. -powiedziała poczym nie czekając na nas odwróciła się i poszła w stronę jadalni. Po chwili szliśmy z Jacem równo z nią.
-Już wrócili? -zapytałem
-Mama przywiozła Maksa
-Na długo zostają?
-Maks zostanie przez jakiś czas pod naszą opieka a mama wraca pojutrze do Idrisu...
-Izzy? -zapytał niepewnie Jace
-Co chcesz?
-Rozmawiałas z Clary?
-Nawet jeśli to i tak... -nie dane było jej dokończyć bo blondyn jej przerwał
-Chce tylko wiedzieć czy opowiedziała ci wszystko?
-Tak. -przerzucila włosy do tylu- Jeśli już musisz wiedzieć to tak.
-Aaaa.. I już wszystko jasne..
-Co? O co ci chodzi? - kompletnie nic z tego nie rozumiałem.
-To dlatego twoja siostra patrzy się mnie jak na debila i wiem ze tak patrzy się na mnie prawie zawsze ake teraz jakbym był jeszcze większym debilem ale jednocześnie mniejszym i mogę się założyć ze teraz właśnie coś knuje jak by tu zeswatac...
-Kto kogo będzie swatał -wtrącił się cienki dziecięcy głos mojego młodszego braciszka
-Maks! - krzyknelismy z Jacem razem radośnie.. Przytuliliśmy młodego na powitanie jakby to Jace powiedział "po męsku"
-Kto kogo chce zeswatac? -ponownie pytanie
-Twoja siostra Jace'a -odpowiedziałem
-Z kim?
-Przekonasz sis niedługo
-A wiesz co?
-Nie ale mam nadzieje ze zaraz mi powiesz...
-Mam dziewczynę
-Tak? Żartujesz? A przestawisz mi ją
-Jasne zrobię to nawet zaraz
Weszliśmy do jadalni w której Maryse z Clary kończyły podawać do stołu. Maks podbiegł do rudowłosej która uśmiechając się do niego pozwoliła przyciągnąć się do nas
-Alec poznaj Clary moja dziewczynę -Dziewczyna roześmiała się i dała buziaka w policzek dla mojego brata
-No pewnie taki chłopak jak ty to skarb -powiedziała do niego
-Nie jest dla ciebie za stara -zapytał się Jace. Czyżby był zazdrosny o małego Maksa
-Nie!! - krzyknął uradowany i niezrazony chłopiec. Clary spojrzała się tyko na niego z dezaprobata
-Kurcze Jace -krzyknął em udając przerażone - Maks odbił ci dziewczynę!! A nie zna jej nawet dnia a ty znasz ja juz tyle czasu i nic...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Przepraszam za błędy i pomimo nich życzę miłego czytania. Mam nadzieje ze wam się spodoba.
wtorek, 17 stycznia 2017
Rozdział 11
~Clary~
Budzę się wtulona w czyjąś klatkę piersiową. Gdy resztki snu schodzą mi z powiek ktoś ogarnia mi kosmyk włosów z policzka za ucho.
-Widzę, że już się obudziłaś. -słyszę aż nazbyt znajomy głos. Zrywa się do pozycji siedzącej...
-Co... Czemu... Kurwa co jest grane czemu ja spałam z tobą w jednym łóżku czemu jesteśmy nadzy Jacek o co chodzi??? -mowie to wszystko na jednym oddechu. Nagle wspomnienia z wczorajszej nocy wracają... Pocałunki śpiewanie z Jacek i wiele wiele więcej to wszystko jest mile memu sercu... kurwa Clary nie masz prawa tak myśleć! Pamiętasz...
-Kochać to niszczyc a być kochanym to zostać zniszczonym
-Co?
-Nic musze iść
-Możemy chociaż porozmawiać...
-O czym?? -zadaje głupie pytanie chociaż wiem dokładnie o co mu chodzi
-Dobrze wiesz. Nie udawaj głupiej Clary. Oboje wiemy, że dla obojga z nas to coś znaczyło...
-A może właśnie się mylisz -przerywam mu -Może dla mnie to nic nie znaczyło?
-Dobrze. A znaczyło to coś dla ciebie?
-Nie. -odpowiedz jest za szybka żeby mogła być prawdziwa, nawet nie patrzę mu w oczy, a kłamstwo boli, boli tak jak jeszcze żadne kłamstwo mnie nie bolało. Wiem ze blondyn wyczuł, że kłamie.
-Spójrz mi w oczy i powiedz ze to dla ciebie nic nie znaczyło. -powiedział niemal, że blagalnie
-Powiedziałam juz ze to dla mnie nic nie znaczyło! Czy to tak trudno zrozumieć? ! Niepowtarzalny Jacek Herondale dostał kosza od dziewczyny. Za bawiła się nim i rzuciła tak jak on postępował z wieloma innymi dziewczynami! -nawet nie wiem kiedy podniosłam glos- Zadowolony?! -sycze
-A więc o to chodzi. Boisz się ze będziesz jedna z wielu?
-Nie -owinięta w kołdrę zbieram i zakładam swoje ubrania które porozrzucane są po całym pokoju chłopaka
-Clary proszę cię wysłuchaj mnie
-Nie ma takiej potrzeby. A zresztą spieszę się.
-Clary zależy mi na tobie. Wierz mi lub nie ale.. kurwa! Jesteś pierwsza dziewczyna której to mówię. Clarissa Morgenstern kocham cie! -wow tego się nie spodziewałam... na tę słowa moje serce ścisłego się z bólu.. może powinnam mu zaufać może powinnam... chłopak wpatrywał się we mnie oczekując jakiejś reakcji z mojej strony jednak ja woatrywalam się w niego oniemiała.. co ja mam zrobić... powinnaś to zakończyć! Miłość wszystko niszczy!
-Jace ja.. ja nie mogę - dalej owinięta w pościel chłopaka uciekam do siebie do pokoju.. zatrzasowszy za sobą drzwi, przekrecilam klucz i zsunelam się po ścianie tuż obok drzwi aby się skulic i schować twarz w dłoniach... Uczucie beznadziejnosci rozlewa się po moim ciele. Nawet nie wiem kiedy pierwsze łzy zaczęły płynąć po moich policzkach. Nie wiem jak długo tak siedziałam w końcu jednak wzięłam się w garść owinełam z kołdry wzięłam częstą bieliznę i wzięłam długi prysznic. Woda rozluźnia moje mięśnie. Wytarla się i ubrała. Rozczesalam włosy i związałam je w kucyk. Rzęsy lekko pociągnęła tuszem. Podeszłam do szafy i wyjęła czarny top który od razu nałożyłam, do tego czarne leginsy i czarne trampki. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę z tego jak bardzo jestem głodna. Spojrzałam na zegarek który wskazywał godzinę 12:25. Udałam się do jadalni na szybkie spóźnione śniadanie...
-Nareszcie wyszłaś!- wrzasnął uradowany Izz - walił do ciebie a ty nawet się nie odzywalas
-Brałam prysznic
-Godzinę?
-To był długi prysznic.
-Clary napewno wszystko okej
-Jasne. Wpadłam tylko na szybkie śniadanie i idę na zakupy... do księgarni -dodałam szybko widząc minę czarnowłosej
-I tak pójdę z tobą
-Jak dla mnie bomba -uśmiechnęła się. Usmazylam sobie szybko jajecznice i zrobiłam kawę. Po zpozytym śniadaniu poszłam po torebke do której wrzuciłam telefon i portfel. Wzięłam jeszcze skajke i byłam gotowa.
-Izzy już -zapukał do pokoju dziewczyny i weszlam
-Czekaj tylko znajdę buty... -powiedziała i wychylila się z zza łóżka aby po chwili być pod nim - Mam! -Zawołała uradowany wygrzebujac się z pod łóżka i wsuwajac na nogi czarne szpilki. Poprawila się jeszcze zerknąć w lustro i moglysmy juz wyjść.
Po udanych zakupach poszlysmy na kawę do Java Jones. Młoda Lightwood bacznie mi się przyglądała...
-Mam coś na twarzy czy jak? -zapytałam zirytowana
-Nie tylko... -zaczęła niepewnie
-Isabel o co chodzi?
-Co jest między tobą a Jacem? -zaskoczyla mnie tym pytaniem.
-Nic... -odpowiedział wahając się ufalam Izzy jednak...
-Poranne krzyki i zachowanie Jace i twoje związane o czym innym...
-I co ja mam ci powiedzieć? - zapytałam zrezygnowana
-Prawdę - Tak więc opowiedziałam jej o wszystkim....
Budzę się wtulona w czyjąś klatkę piersiową. Gdy resztki snu schodzą mi z powiek ktoś ogarnia mi kosmyk włosów z policzka za ucho.
-Widzę, że już się obudziłaś. -słyszę aż nazbyt znajomy głos. Zrywa się do pozycji siedzącej...
-Co... Czemu... Kurwa co jest grane czemu ja spałam z tobą w jednym łóżku czemu jesteśmy nadzy Jacek o co chodzi??? -mowie to wszystko na jednym oddechu. Nagle wspomnienia z wczorajszej nocy wracają... Pocałunki śpiewanie z Jacek i wiele wiele więcej to wszystko jest mile memu sercu... kurwa Clary nie masz prawa tak myśleć! Pamiętasz...
-Kochać to niszczyc a być kochanym to zostać zniszczonym
-Co?
-Nic musze iść
-Możemy chociaż porozmawiać...
-O czym?? -zadaje głupie pytanie chociaż wiem dokładnie o co mu chodzi
-Dobrze wiesz. Nie udawaj głupiej Clary. Oboje wiemy, że dla obojga z nas to coś znaczyło...
-A może właśnie się mylisz -przerywam mu -Może dla mnie to nic nie znaczyło?
-Dobrze. A znaczyło to coś dla ciebie?
-Nie. -odpowiedz jest za szybka żeby mogła być prawdziwa, nawet nie patrzę mu w oczy, a kłamstwo boli, boli tak jak jeszcze żadne kłamstwo mnie nie bolało. Wiem ze blondyn wyczuł, że kłamie.
-Spójrz mi w oczy i powiedz ze to dla ciebie nic nie znaczyło. -powiedział niemal, że blagalnie
-Powiedziałam juz ze to dla mnie nic nie znaczyło! Czy to tak trudno zrozumieć? ! Niepowtarzalny Jacek Herondale dostał kosza od dziewczyny. Za bawiła się nim i rzuciła tak jak on postępował z wieloma innymi dziewczynami! -nawet nie wiem kiedy podniosłam glos- Zadowolony?! -sycze
-A więc o to chodzi. Boisz się ze będziesz jedna z wielu?
-Nie -owinięta w kołdrę zbieram i zakładam swoje ubrania które porozrzucane są po całym pokoju chłopaka
-Clary proszę cię wysłuchaj mnie
-Nie ma takiej potrzeby. A zresztą spieszę się.
-Clary zależy mi na tobie. Wierz mi lub nie ale.. kurwa! Jesteś pierwsza dziewczyna której to mówię. Clarissa Morgenstern kocham cie! -wow tego się nie spodziewałam... na tę słowa moje serce ścisłego się z bólu.. może powinnam mu zaufać może powinnam... chłopak wpatrywał się we mnie oczekując jakiejś reakcji z mojej strony jednak ja woatrywalam się w niego oniemiała.. co ja mam zrobić... powinnaś to zakończyć! Miłość wszystko niszczy!
-Jace ja.. ja nie mogę - dalej owinięta w pościel chłopaka uciekam do siebie do pokoju.. zatrzasowszy za sobą drzwi, przekrecilam klucz i zsunelam się po ścianie tuż obok drzwi aby się skulic i schować twarz w dłoniach... Uczucie beznadziejnosci rozlewa się po moim ciele. Nawet nie wiem kiedy pierwsze łzy zaczęły płynąć po moich policzkach. Nie wiem jak długo tak siedziałam w końcu jednak wzięłam się w garść owinełam z kołdry wzięłam częstą bieliznę i wzięłam długi prysznic. Woda rozluźnia moje mięśnie. Wytarla się i ubrała. Rozczesalam włosy i związałam je w kucyk. Rzęsy lekko pociągnęła tuszem. Podeszłam do szafy i wyjęła czarny top który od razu nałożyłam, do tego czarne leginsy i czarne trampki. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę z tego jak bardzo jestem głodna. Spojrzałam na zegarek który wskazywał godzinę 12:25. Udałam się do jadalni na szybkie spóźnione śniadanie...
-Nareszcie wyszłaś!- wrzasnął uradowany Izz - walił do ciebie a ty nawet się nie odzywalas
-Brałam prysznic
-Godzinę?
-To był długi prysznic.
-Clary napewno wszystko okej
-Jasne. Wpadłam tylko na szybkie śniadanie i idę na zakupy... do księgarni -dodałam szybko widząc minę czarnowłosej
-I tak pójdę z tobą
-Jak dla mnie bomba -uśmiechnęła się. Usmazylam sobie szybko jajecznice i zrobiłam kawę. Po zpozytym śniadaniu poszłam po torebke do której wrzuciłam telefon i portfel. Wzięłam jeszcze skajke i byłam gotowa.
-Izzy już -zapukał do pokoju dziewczyny i weszlam
-Czekaj tylko znajdę buty... -powiedziała i wychylila się z zza łóżka aby po chwili być pod nim - Mam! -Zawołała uradowany wygrzebujac się z pod łóżka i wsuwajac na nogi czarne szpilki. Poprawila się jeszcze zerknąć w lustro i moglysmy juz wyjść.
Po udanych zakupach poszlysmy na kawę do Java Jones. Młoda Lightwood bacznie mi się przyglądała...
-Mam coś na twarzy czy jak? -zapytałam zirytowana
-Nie tylko... -zaczęła niepewnie
-Isabel o co chodzi?
-Co jest między tobą a Jacem? -zaskoczyla mnie tym pytaniem.
-Nic... -odpowiedział wahając się ufalam Izzy jednak...
-Poranne krzyki i zachowanie Jace i twoje związane o czym innym...
-I co ja mam ci powiedzieć? - zapytałam zrezygnowana
-Prawdę - Tak więc opowiedziałam jej o wszystkim....
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
O to nowy rozdział. Przepraszam za błędy i za nieobecność.
sobota, 24 września 2016
Rozdział 10
~Clary~
Dzisiaj ślub Mai i Jordana. Nie wiedziałam, że przygotowania do ślubu to takie piekło. Naprawdę. Izzy co chwila zmieniała zdanie. Może to jej wina? Hmm..? To całkiem możliwe...
-Boje się dnia w którym Izabell postanowi wyjść za mąż... -czy ja to powiedziałam to na głos?! Przy wszystkich mieszkańcach Instytutu?! To mam przerąbane...
-Co was tak śmieszy?! -czarnowłosa warknęła na roześmianych chłopców -nie rozumiem czemu Clary...
-Izzy ty przy ślubie Jordana i Mai miliard razy zmieniałaś zdanie co do serwetek już nie mówiąc o reszcie... nigdy tyle razy nie przestawiałam jednej i tej samej rzeczy w całym swoim życiu... a co dopiero będzie jak będziemy pomagać ci przy twoim ślubie...
-Spokojnie Clary schowamy się gdzieś i powiemy, że nas porwali.. -zażartował Jace
-Tylko czemu zdradzasz jej taki genialny plan -odpowiedziałam śmiejąc się
-Wiesz zanim ktoś się zgodzi z nią ożenić to zdąży o tym zapomnieć -Wtrącił się Alec
-Zapomnijcie, że pomogę wam się przygotować..!! Jesteście siebie warci!! -wrzasnęła wściekła Izabel na co my roześmialiśmy się co ja jeszcze bardziej wkurzyło
-Nawet nie wiesz jak się cieszę z twojej decyzji -położyłam jej rękę na ramieniu i powiedziałam najpoważniej jak mogłam -Będę mogła iść w spodniach!!!! -krzyknęłam radośnie rozłożyłam ramiona na boki i rzuciłam się na fotel
-ANI MI SIĘ WAŻ!!! SKORO TAK TO IDZIESZ ZE MNĄ!!! -młoda Lightwood i brutalnie ściągnęła mnie z fotela po czym mocna trzymając moją rękę pociągnęła nie w stronę wyjścia
-Chłopcy ratujcie!!
-Chcesz żebyśmy zginęli?? -odezwali się chórem
-Tak życzę wam jak najbardziej bolesnej i długiej śmierci... -nie skończyłam swojej groźby ponieważ Izabel pociągnęła mnie w stronę swojego pokoju.
-Chodź bo mamy tylko 8 godzin
-Tylko..?? Chyba aż... -jęknęłam
-A myślisz, że po co tak wcześnie was obudziłam?
-Kiedy ja nawet nie zdążyłam zjeść...
-To przynieś sobie coś i mi a ja w tym czasie pójdę się wykąpać zjemy i ty pójdziesz...
~Jace~
Właśnie Maryse zawołała nas na śniadanie kiedy do jadalni weszła Clary
-Błagam schowajcie mnie -Spojrzała się na każdego z nas po kolei
-W sumie u mnie...
-Ja znam świetne miejsce gdzie możesz się schować -przerwałem Jonathanowi jak najszybciej. Nie wiem czemu to zrobiłem...
-Dobra tylko wezmę sobie coś do jedzenia -Nałożyłem sobie i patrzyłem jak Clary nakłada sobie jedzenie na dwa talerze...
-Zjesz to wszystko -zapytałem
-Nie to jest dla Izzy... -spojrzałem na nią pytająco -To, że nie chce zakładać sukienki i malować się to nie znaczy, że nie będę o nią dbała..
-Wiesz ja chyba wole jednak żebyś założyła tą sukienkę..
-Nawet w dresie będę wyglądała lepiej niż ty z tymi włosami..
-Jak dla mnie możesz iść bez niczego..
-Twoje marzenia nie zostaną spełnione blondasku -szepnęła mi do ucha po czy wymaszerowała z kuchni z taca ze śniadaniem.. jej glos i oddech na moim policzku... to było takie... jeszcze jej ręka muskająca mój kark...
-Ziemia do Jace'a...
-Co?
-Jedz i idziemy odpocząć póki Izzy zajmuję się Clary i Maią
***
-Zostaw już te włosy rozumiem, że cieszysz się, że są już normalne ale bez przesady nic nie robisz tylko stoisz przed lustrem... -odezwał się poirytowany Alec
-Chodźcie bo się spóźnimy i Izzy nas wypatroszy...
Ślub odbywał się w altance w Instytuckim ogrodzie.
Stałem teraz za Jordanem obok mnie stał Alec a na przeciwko Maia, Clary i Izzy. Wszystkie panie prezentowały się świetnie, chociaż i tak nikt nie mógł przebić mnie boga seksu.. chociaż... chyba powinienem powiedzieć anioła...
-Możecie się pocałować -powiedział Luke a ja oderwałem wzrok od Clary... Para pocałowała się na co wszyscy zareagowaliśmy oklaskami. Nawet nie zauważyłem kiedy minęła cała ceremonia...
Po skończonej ceremonii i złożeniu życzeń młodej parze wszyscy zebrani udaliśmy się do sali balowej. Koło godziny 19 na scenę wyszła Izabell... Muzyka ustała..
-Teraz chciałabym zaprosić na scenę Jace Herondale który zagra na pianinie i zaśpiewa w duecie... -Dziewczyna zrobiła pauzę po czym dodała -z Clarissą Morgenstern -Usiadłem przy pianinie i spojrzałem na rudowłosą która nie ruszyła się nawet ze swojego miejsca. Wszyscy odwrócili się w jej stronę. Jednak po chwili ciszy dziewczyna dopiła wino z kieliszka i przeszła przez rozstępujący się przed nią tłum, weszła po schodach i odebrała od Izzy mikrofon.
-Znasz As long as it's not about love? -zapytała
-Znam. Tylko trochę zmieniłbym podkład. -odpowiedziałem
-Na to liczyłam -uśmiechnęła się do mnie -dajesz
Stanęła na środku sceny, a ja zacząłem grać... Na początku spokojnie...
-Teraz zapraszamy młodą parę na środek parkietu -powiedziała do mikrofonu, odwróciła się w moją stronę i zaczęła śpiewać...
From the first time we touched with our eyes
Only magic could take away my heart
I am always afraid for my heart
So lay beside me now and tell me lies - sweet lies
As long as it's not about love
Shall we sail off the edge of the world
Fall forever and never look behind
But I must keep my heart from my mind
Lay beside me now and tell me lies
As long as it's not about love -zaśpiewałem
Oh the last time we touched with our eyes
And the magic was stronger than the heart
Oh, I can't run away with my heart
So, lay beside me now and tell me lies
As long as it's not about love
Tą zwrotkę odśpiewaliśmy razem. Patrzyliśmy sobie przez cały czas w oczy, robiliśmy tylko krótkie przerwy by spojrzeć tańczące na parkiecie pary...
Shall we sail off the edge of the world
Fall forever
Take my heart away but no
You can't say words about love
Ooh
If the magic comes between us
And we never meet again
Take a part of me away
'Cause maybe it's all about love
Love, ooh
Skończyłem śpiewać i chwilkę później zakończyłem grać...
-Teraz może coś weselszego? Też tak myślałam -zapytała się zebranych wyrywając ich z nastroju i od razu odpowiedziała na własne pytanie szeroko się uśmiechając -Teraz twoja kolej -szepnęła do mnie
Zagrałem początek piosenki i spojrzałem pytająco na dziewczynę, na co ona kiwnęła tylko głową, na znak, że zna ją.
Hej, hej! Hej, hej!
Hej, hej! Hej, hej! -razem
Chyba jeszcze nikt, Nie miał tak jak my...
Powiedz jak Ci minął dzień? O czym był wczorajszy sen?
Mów mi o czym tylko chcesz, Ja słucham, Czytam z Twoich ust. -ja
Powiedz mi czy wszystko gra? Co Ci jeszcze mogę dać?
Opowiadaj mamy czas, Ja słucham, A Ty szukaj słów. -Clary
Hej, hej! Jeszcze raz!
Hej, hej! Zaczaruj czas !
Niech biegnie, niech biegnie, niech biegnie wolniej.
Hej, hej! Jeszcze raz!
Hej, hej! Niech życie nam...
Zawróci, zawróci, zawróci w głowie. -razem
Chyba jeszcze nikt Nie miał tak jak my... -Clary
Czasem chciałbym w gorsze dni Uciec stąd nie mówiąc nic...
Tam, gdzie jeszcze nie był nikt Poszukać paru lepszych chwil -ja
Nie wiem co planuje los... Czy mu o nas mówił ktoś?
Poczekajmy jedną noc Do jutra Potem chodźmy -Clary
Hej, hej! Jeszcze raz!
Hej, hej! Zaczaruj czas!
Niech biegnie, niech biegnie, niech biegnie wolniej.
Hej, hej! Jeszcze raz!
Hej, hej! Niech życie nam
Zawróci, zawróci, zawróci w głowie. -razem
Chyba jeszcze nikt nie miał tak jak my... -Clary
Ukradniemy co się da, Z ludzi się będziemy śmiać,
Podasz rękę mi a ja Do ucha będę kłamać i zmyślać -Clary
Po zaśpiewaniu jeszcze kilku piosenek, w końcu zeszliśmy ze sceny i usiedliśmy przy stoliku...
Siedzieliśmy, piliśmy i rozmawialiśmy w pewnym momencie zaczęliśmy się kłócić kto więcej wypije... Byliśmy już naprawdę pijani, kiedy po północy para młoda udała się na tradycyjne dla wilkołaków obrzędy związane ze ślubem...
-My też moglibyśmy się stąd.. -zaproponowała rudowłosa podając mi jedną butelkę wódki i drugą biorąc dla siebie.. -Chodź... -wybełkotała pociągając mnie za rękę
-Musimy pożegnać się z...
-Zamknij się właśnie to idziemy zrobić...
W końcu dopchaliśmy się do młodej pary...
-Chciałabym... ślicznie razem wyglądacie... -wybełkotała -A ty... -zwróciła się do Jordana -uważaj na nią... jeśli zranisz ją... ja się dowiem! -Uśmiechnęła się i przytuliła ich -Bawcie się dobrze.. -poruszała zabawnie brwiami -A ty pamiętaj... -wskazała na Jordana palcem
-Jaa... tego... -zacząłem się plątać na co Clary zachichotała -Po prostu cieszę się waszym szczęściem i obyście byli zawsze szczęśliwi i bawcie się tam dobrze... tylko bez małych wilczków -rudowłosa chichotała w najlepsze, a Jordan i Maia śmiali się otwarcie...
-A wam co? -Zapytała się Izzy
-Ale kto? -zapytała się ruda ledwie powstrzymując śmiech
-Wy.. -wskazała na nią i na mnie
-My? -Zapytała zaskoczona -Nic idziemy do niego dalej pić i... hmm.... nie zrozumcie mnie źle... ale idziemy w ciszy dobrze się bawić... -czarnowłosa wybałuszyła na nas oczy... a para wilkołaków zaczęła się głośno śmiać.. ja zaś hmm... ja byłem miło zaskoczony i na tyle pijany, że nie docierał do mnie do końca sens jej słów... po prostu chciałem już z nią stąd iść. -oj wcale nie o to mi chodziło... -machnęła na nich ręką i powiedziała zirytowana -Dobra jedzcie już bo się spóźnicie...
-Ale... ale wy.. -dukała Izzy -wy... razem... tak... bez mojej pomocy...
-Pa Izz -powiedziała po czym pociągnęła mnie w stronę naszych pokoi
Clary usiadła opierając się plecami o ścianę w moim pokoju. Usiadłem obok niej.
-Co teraz robimy? -zapytałem. Dziewczyna pociągnęła długi łyk z butelki
-Pijemy... -Wzruszyła ramionami i podała mi butelkę. Napiłem się -I możemy pograć.... chociaż... -czknęła
-Ty pierwsza...
-Pytanie czy wyzwanie -napiła się
-Pytanie -pociągnąłem dłuższy łyk
-Czemu masz takiego... bzika na punkcie,,, swoich włosów?
-Po prostu lubię idealnie wyglądać i tyle. -powiedziałem hardo a ona zaśmiała się, również zaśmiałem się. -Pytanie czy wyzwanie?
-Pytanie?
-Czemu siedzisz teraz ze mną i rozmawiasz skoro mnie nienawidzisz? -spojrzała na mnie poważnie
-Bo kocham cię.. znaczy się... ja... nie.. chciałam... powiedzieć, że... nie.. że nie niena..widzę cię -zaczęła się plątać -Dobra nie ważne. Koniec tematu...
Siedzieliśmy i patrzeliśmy sobie w oczy. Spojrzałem na jej oczy i nagle nie wiem jak to się stało...
po prostu... nasze usta złączyły się... Na początku pocałunek był spokojny i namiętny jednak po chwili przerodził się w pełen pożądania i podniecenia...
Oderwaliśmy się od siebie aby złapać...
-Ja też cię kocham -powiedziałem po czym znowu złączyłem nasze usta...
Nawet nie wiem kiedy znaleźliśmy się na łóżku... i kiedy nasze ubrania znalazły się porozrzucane na podłodze.......
Dzisiaj ślub Mai i Jordana. Nie wiedziałam, że przygotowania do ślubu to takie piekło. Naprawdę. Izzy co chwila zmieniała zdanie. Może to jej wina? Hmm..? To całkiem możliwe...
-Boje się dnia w którym Izabell postanowi wyjść za mąż... -czy ja to powiedziałam to na głos?! Przy wszystkich mieszkańcach Instytutu?! To mam przerąbane...
-Co was tak śmieszy?! -czarnowłosa warknęła na roześmianych chłopców -nie rozumiem czemu Clary...
-Izzy ty przy ślubie Jordana i Mai miliard razy zmieniałaś zdanie co do serwetek już nie mówiąc o reszcie... nigdy tyle razy nie przestawiałam jednej i tej samej rzeczy w całym swoim życiu... a co dopiero będzie jak będziemy pomagać ci przy twoim ślubie...
-Spokojnie Clary schowamy się gdzieś i powiemy, że nas porwali.. -zażartował Jace
-Tylko czemu zdradzasz jej taki genialny plan -odpowiedziałam śmiejąc się
-Wiesz zanim ktoś się zgodzi z nią ożenić to zdąży o tym zapomnieć -Wtrącił się Alec
-Zapomnijcie, że pomogę wam się przygotować..!! Jesteście siebie warci!! -wrzasnęła wściekła Izabel na co my roześmialiśmy się co ja jeszcze bardziej wkurzyło
-Nawet nie wiesz jak się cieszę z twojej decyzji -położyłam jej rękę na ramieniu i powiedziałam najpoważniej jak mogłam -Będę mogła iść w spodniach!!!! -krzyknęłam radośnie rozłożyłam ramiona na boki i rzuciłam się na fotel
-ANI MI SIĘ WAŻ!!! SKORO TAK TO IDZIESZ ZE MNĄ!!! -młoda Lightwood i brutalnie ściągnęła mnie z fotela po czym mocna trzymając moją rękę pociągnęła nie w stronę wyjścia
-Chłopcy ratujcie!!
-Chcesz żebyśmy zginęli?? -odezwali się chórem
-Tak życzę wam jak najbardziej bolesnej i długiej śmierci... -nie skończyłam swojej groźby ponieważ Izabel pociągnęła mnie w stronę swojego pokoju.
-Chodź bo mamy tylko 8 godzin
-Tylko..?? Chyba aż... -jęknęłam
-A myślisz, że po co tak wcześnie was obudziłam?
-Kiedy ja nawet nie zdążyłam zjeść...
-To przynieś sobie coś i mi a ja w tym czasie pójdę się wykąpać zjemy i ty pójdziesz...
~Jace~
Właśnie Maryse zawołała nas na śniadanie kiedy do jadalni weszła Clary
-Błagam schowajcie mnie -Spojrzała się na każdego z nas po kolei
-W sumie u mnie...
-Ja znam świetne miejsce gdzie możesz się schować -przerwałem Jonathanowi jak najszybciej. Nie wiem czemu to zrobiłem...
-Dobra tylko wezmę sobie coś do jedzenia -Nałożyłem sobie i patrzyłem jak Clary nakłada sobie jedzenie na dwa talerze...
-Zjesz to wszystko -zapytałem
-Nie to jest dla Izzy... -spojrzałem na nią pytająco -To, że nie chce zakładać sukienki i malować się to nie znaczy, że nie będę o nią dbała..
-Wiesz ja chyba wole jednak żebyś założyła tą sukienkę..
-Nawet w dresie będę wyglądała lepiej niż ty z tymi włosami..
-Jak dla mnie możesz iść bez niczego..
-Twoje marzenia nie zostaną spełnione blondasku -szepnęła mi do ucha po czy wymaszerowała z kuchni z taca ze śniadaniem.. jej glos i oddech na moim policzku... to było takie... jeszcze jej ręka muskająca mój kark...
-Ziemia do Jace'a...
-Co?
-Jedz i idziemy odpocząć póki Izzy zajmuję się Clary i Maią
***
-Zostaw już te włosy rozumiem, że cieszysz się, że są już normalne ale bez przesady nic nie robisz tylko stoisz przed lustrem... -odezwał się poirytowany Alec
-Chodźcie bo się spóźnimy i Izzy nas wypatroszy...
Ślub odbywał się w altance w Instytuckim ogrodzie.
Stałem teraz za Jordanem obok mnie stał Alec a na przeciwko Maia, Clary i Izzy. Wszystkie panie prezentowały się świetnie, chociaż i tak nikt nie mógł przebić mnie boga seksu.. chociaż... chyba powinienem powiedzieć anioła...
-Możecie się pocałować -powiedział Luke a ja oderwałem wzrok od Clary... Para pocałowała się na co wszyscy zareagowaliśmy oklaskami. Nawet nie zauważyłem kiedy minęła cała ceremonia...
Po skończonej ceremonii i złożeniu życzeń młodej parze wszyscy zebrani udaliśmy się do sali balowej. Koło godziny 19 na scenę wyszła Izabell... Muzyka ustała..
-Teraz chciałabym zaprosić na scenę Jace Herondale który zagra na pianinie i zaśpiewa w duecie... -Dziewczyna zrobiła pauzę po czym dodała -z Clarissą Morgenstern -Usiadłem przy pianinie i spojrzałem na rudowłosą która nie ruszyła się nawet ze swojego miejsca. Wszyscy odwrócili się w jej stronę. Jednak po chwili ciszy dziewczyna dopiła wino z kieliszka i przeszła przez rozstępujący się przed nią tłum, weszła po schodach i odebrała od Izzy mikrofon.
-Znasz As long as it's not about love? -zapytała
-Znam. Tylko trochę zmieniłbym podkład. -odpowiedziałem
-Na to liczyłam -uśmiechnęła się do mnie -dajesz
Stanęła na środku sceny, a ja zacząłem grać... Na początku spokojnie...
-Teraz zapraszamy młodą parę na środek parkietu -powiedziała do mikrofonu, odwróciła się w moją stronę i zaczęła śpiewać...
From the first time we touched with our eyes
Only magic could take away my heart
I am always afraid for my heart
So lay beside me now and tell me lies - sweet lies
As long as it's not about love
Shall we sail off the edge of the world
Fall forever and never look behind
But I must keep my heart from my mind
Lay beside me now and tell me lies
As long as it's not about love -zaśpiewałem
Oh the last time we touched with our eyes
And the magic was stronger than the heart
Oh, I can't run away with my heart
So, lay beside me now and tell me lies
As long as it's not about love
Tą zwrotkę odśpiewaliśmy razem. Patrzyliśmy sobie przez cały czas w oczy, robiliśmy tylko krótkie przerwy by spojrzeć tańczące na parkiecie pary...
Shall we sail off the edge of the world
Fall forever
Take my heart away but no
You can't say words about love
Ooh
If the magic comes between us
And we never meet again
Take a part of me away
'Cause maybe it's all about love
Love, ooh
Skończyłem śpiewać i chwilkę później zakończyłem grać...
-Teraz może coś weselszego? Też tak myślałam -zapytała się zebranych wyrywając ich z nastroju i od razu odpowiedziała na własne pytanie szeroko się uśmiechając -Teraz twoja kolej -szepnęła do mnie
Zagrałem początek piosenki i spojrzałem pytająco na dziewczynę, na co ona kiwnęła tylko głową, na znak, że zna ją.
Hej, hej! Hej, hej!
Hej, hej! Hej, hej! -razem
Chyba jeszcze nikt, Nie miał tak jak my...
Powiedz jak Ci minął dzień? O czym był wczorajszy sen?
Mów mi o czym tylko chcesz, Ja słucham, Czytam z Twoich ust. -ja
Powiedz mi czy wszystko gra? Co Ci jeszcze mogę dać?
Opowiadaj mamy czas, Ja słucham, A Ty szukaj słów. -Clary
Hej, hej! Jeszcze raz!
Hej, hej! Zaczaruj czas !
Niech biegnie, niech biegnie, niech biegnie wolniej.
Hej, hej! Jeszcze raz!
Hej, hej! Niech życie nam...
Zawróci, zawróci, zawróci w głowie. -razem
Chyba jeszcze nikt Nie miał tak jak my... -Clary
Czasem chciałbym w gorsze dni Uciec stąd nie mówiąc nic...
Tam, gdzie jeszcze nie był nikt Poszukać paru lepszych chwil -ja
Nie wiem co planuje los... Czy mu o nas mówił ktoś?
Poczekajmy jedną noc Do jutra Potem chodźmy -Clary
Hej, hej! Jeszcze raz!
Hej, hej! Zaczaruj czas!
Niech biegnie, niech biegnie, niech biegnie wolniej.
Hej, hej! Jeszcze raz!
Hej, hej! Niech życie nam
Zawróci, zawróci, zawróci w głowie. -razem
Chyba jeszcze nikt nie miał tak jak my... -Clary
Ukradniemy co się da, Z ludzi się będziemy śmiać,
Podasz rękę mi a ja Do ucha będę kłamać i zmyślać -Clary
Po zaśpiewaniu jeszcze kilku piosenek, w końcu zeszliśmy ze sceny i usiedliśmy przy stoliku...
Siedzieliśmy, piliśmy i rozmawialiśmy w pewnym momencie zaczęliśmy się kłócić kto więcej wypije... Byliśmy już naprawdę pijani, kiedy po północy para młoda udała się na tradycyjne dla wilkołaków obrzędy związane ze ślubem...
-My też moglibyśmy się stąd.. -zaproponowała rudowłosa podając mi jedną butelkę wódki i drugą biorąc dla siebie.. -Chodź... -wybełkotała pociągając mnie za rękę
-Musimy pożegnać się z...
-Zamknij się właśnie to idziemy zrobić...
W końcu dopchaliśmy się do młodej pary...
-Chciałabym... ślicznie razem wyglądacie... -wybełkotała -A ty... -zwróciła się do Jordana -uważaj na nią... jeśli zranisz ją... ja się dowiem! -Uśmiechnęła się i przytuliła ich -Bawcie się dobrze.. -poruszała zabawnie brwiami -A ty pamiętaj... -wskazała na Jordana palcem
-Jaa... tego... -zacząłem się plątać na co Clary zachichotała -Po prostu cieszę się waszym szczęściem i obyście byli zawsze szczęśliwi i bawcie się tam dobrze... tylko bez małych wilczków -rudowłosa chichotała w najlepsze, a Jordan i Maia śmiali się otwarcie...
-A wam co? -Zapytała się Izzy
-Ale kto? -zapytała się ruda ledwie powstrzymując śmiech
-Wy.. -wskazała na nią i na mnie
-My? -Zapytała zaskoczona -Nic idziemy do niego dalej pić i... hmm.... nie zrozumcie mnie źle... ale idziemy w ciszy dobrze się bawić... -czarnowłosa wybałuszyła na nas oczy... a para wilkołaków zaczęła się głośno śmiać.. ja zaś hmm... ja byłem miło zaskoczony i na tyle pijany, że nie docierał do mnie do końca sens jej słów... po prostu chciałem już z nią stąd iść. -oj wcale nie o to mi chodziło... -machnęła na nich ręką i powiedziała zirytowana -Dobra jedzcie już bo się spóźnicie...
-Ale... ale wy.. -dukała Izzy -wy... razem... tak... bez mojej pomocy...
-Pa Izz -powiedziała po czym pociągnęła mnie w stronę naszych pokoi
Clary usiadła opierając się plecami o ścianę w moim pokoju. Usiadłem obok niej.
-Co teraz robimy? -zapytałem. Dziewczyna pociągnęła długi łyk z butelki
-Pijemy... -Wzruszyła ramionami i podała mi butelkę. Napiłem się -I możemy pograć.... chociaż... -czknęła
-Ty pierwsza...
-Pytanie czy wyzwanie -napiła się
-Pytanie -pociągnąłem dłuższy łyk
-Czemu masz takiego... bzika na punkcie,,, swoich włosów?
-Po prostu lubię idealnie wyglądać i tyle. -powiedziałem hardo a ona zaśmiała się, również zaśmiałem się. -Pytanie czy wyzwanie?
-Pytanie?
-Czemu siedzisz teraz ze mną i rozmawiasz skoro mnie nienawidzisz? -spojrzała na mnie poważnie
-Bo kocham cię.. znaczy się... ja... nie.. chciałam... powiedzieć, że... nie.. że nie niena..widzę cię -zaczęła się plątać -Dobra nie ważne. Koniec tematu...
Siedzieliśmy i patrzeliśmy sobie w oczy. Spojrzałem na jej oczy i nagle nie wiem jak to się stało...
po prostu... nasze usta złączyły się... Na początku pocałunek był spokojny i namiętny jednak po chwili przerodził się w pełen pożądania i podniecenia...
Oderwaliśmy się od siebie aby złapać...
-Ja też cię kocham -powiedziałem po czym znowu złączyłem nasze usta...
Nawet nie wiem kiedy znaleźliśmy się na łóżku... i kiedy nasze ubrania znalazły się porozrzucane na podłodze.......
************************************************
Przepraszam, że tyle mnie nie było... O to rozdział 10 mam nadzieję, że spodoba się chociaż wam...
Życzę miłego czytania!! :*
niedziela, 5 czerwca 2016
Rozdział 9
Miłego czytania!!
~Jace~Dzisiaj miał odbyć się pogrzeb Valentina. Clary prawie całkowicie odzyskała już siły i pomagała Jonathanowi w przygotowaniach. Teraz jednak oboje siedzieli w ciszy, ubrani w białe stroje pokryte złotymi runami.
-Już czas. Clary stworzysz portal? Czy Magnus ma ... -nie skończyła mówić Maryse ponieważ dziewczyna podniosła się z kanapy
-Dam radę. Chodźmy.
Po chwili byliśmy w Idrysie. Najbliżej stosu pogrzebowego stał Jonathan i przyjaciele Morgensterna w tym moi rodzice i Lighwoodowie, Clary stanęła trochę dalej.
-Dzisiaj chcielibyśmy pożegnać jednego z najlepszych Nocnych Łowców w historii... -zaczął przemawiać brat Zachariasz... Nigdy nie lubiłem mów pogrzebowych wiec po chwili przestałem słuchać Cichego Brata i skupiłem się na stojącej obok mnie pięknej rudowłosej dziewczynie...
Na jej hipnotyzujących zielonych oczach...
Dziewczyna nagle i kurczowo złapała moje ramię..
-Clary co się.. -nie dokończyłem zdania bo dziewczyna zemdlała. Złapałem ją w ostatniej chwili.
-Clary! Clary obudź się!! -zacząłem ją delikatnie klepać po policzku...
dziewczyna jednak jak szybko zemdlała tak szybko odzyskała przytomność... Pomogłem jej wstać.
-Jace puść mnie...
~Clary~
Straciłam przytomność.
-Clarisso -odwróciłam się w stronę głosu ale nikogo nie ujrzałam
-Gdzie i kim jesteś?
-Jestem Ithuriel i jestem w twojej głowie. Nie musisz się mnie obawiać nic ci nie zrobię. Chcę ci tylko przekazać bardzo ważną wiadomość. Mamy jednak bardzo mało czasu...
-Słucham więc...
-Zaraz się obudzisz i zobaczysz runę która ożywi twojego ojca.
-Ale jak? Powiedz mi coś więcej!
-Nie mogę. Do zobaczenia Clarisso!
Obudziłam się. W mojej głowię kłębiło mi się tysiąc pytań ale teraz nie czas na nie. Jace pomógł mi wstać i wciąż mocno trzymał mnie za rękę.
-Jace puść mnie... -chłopak zrobił to automatycznie a ja szybko podeszłam do stosu pogrzebowego. Wszyscy zebrani patrzyli się na mnie jak na kosmitkę ale teraz to było nie ważne. Wyjęłam stelę i zamknęłam oczy, po chwili na powiekach pojawił się skomplikowany znak. Gdy zapamiętałam go zniknął a ja otworzyłam oczy i zaczęłam rozpinać ojcu koszule tuż przy sercu..
-Clary co ty robisz? -zapytał zdezorientowany Jonathan. Zignorowałam go i zaczęłam rysować runę, gdy skończyłam wpatrywałam się w ojca w napięciu. Po kilku minutach nic się nie działo...
-Przepraszam... -Bąknęłam zrezygnowana i już odwracałam się na pięcie by wrócić na swoje miejsce
-T... T... Tata?
-Jonathan. Co się dzieje? -odwróciłam się.
Ojciec siedział w trumnie i przytulał do siebie mojego brata tak bardzo podobnego do siebie
-Clarisso? Czy to ty?! Tak bardzo cię przepraszam! Czy jesteś w stanie mi wybaczyć?
-Tak tatusiu.. -całe odrętwienie które przed chwilą mną owładnęło prysło, a ja rzuciłam się w rozpostarte ramiona ojca. W tym momencie czuła się jak mała dziewczynka. Odsunęłam się...
odwróciłam się do wszystkich zebranych, którzy byli zszokowani sceną jaka się tu przed chwilą rozegrała.
-Jak ty to zrobiłaś -Wyrzuciła w końcu z siebie Maryse
-Aniołowie zesłali na ciebie potężną runę -usłyszałam w głowie głos brata Zachariasza -Masz wielką moc, która wiąże się z wielką odpowiedzialnością.. Pamiętaj o tym! -Rozejrzałam się dookoła i już wiedziałam, że wszyscy to słyszeli...
***********************************************8
Tak więc mamy pogrzeb i zmartwychwstanie Valentina...
Spodziewaliście się? Tylko szczerze. :)
A teraz przepraszam za to opóźnienie, za wszystkie błędy i za to, że ten rozdział jest średniej jakości i za to, że jest zdecydowanie za krótki jak na tak długą przerwę...
No to do następnego!!!
PS: W następnym rozdziale ślub Mai i Jordana i więcej Clace!
PS: W następnym rozdziale ślub Mai i Jordana i więcej Clace!
wtorek, 12 kwietnia 2016
Rozdział 8
Magnus opowiadał młodym nocnym łowcą historię Clarissy, która aktualnie leżała w skrzydle szpitalnym. Wszyscy byli zszokowani ile dziewczyna przeszła, jednak najgorzej czuł się z tym Jonathan, brat dziewczyny. Czuł się winny, że podczas gdy jego wychowywał ojciec, na którego często narzekał podczas treningów, a teraz nie żyje, ona musiała tyle wycierpieć...
-Clary się obudziła -zakomunikowała Maryse wchodząc do biblioteki. -Chciała z tobą porozmawiać Jonathanie
-Ze mną? -zapytał się zdziwiony chłopak
Clary leżała na łóżku dookoła panowała cisza, którą przerwało pukanie do drzwi. Do pomieszczenia wszedł prawie biało włosy chłopak strasznie podobny do ojca.
-Clary? -odezwał się zmieszany
-Jonathan ja chciałam cię bardzo przeprosić za moje zachowanie...
-Clary nie musisz po tym co ona ci robiła... rozumiem twoje zachowanie
-Ale mogłam cię chociaż wysłuchać... wiedziałam jaka ona jest... że jest zdolna do wszystkiego...
-Magnus opowiedział nam... przepraszam
-Nie masz za co mnie przepraszać to nie twoja wina.. nie mam ci tego za złe... przeczytałam listy od ciebie i ojca... ona przez te wszystkie lata ukrywała je przede mną
-Clary bo co do ojca... -zaczął ostrożnie chłopak. Dziewczyna jakby wyczuła napięcie w jego głosie...
-Co z nim?
-On nie żyje... Został zamordowany... -samotna łza spłynęła mu po policzku, ale nie otarł jej
-Nawet nie zdążyłam go poznać... nie dałam wam szansy... -głos dziewczyny się załamał. Jednak po chwili otrząsnęła się -Kto?
-Podobno to Jocelyn z Linusem i z garstką demonów... ale pewności nie ma
-Kim jest ten Linus? -głos dziewczyny był stanowczy, w tym momencie nie była dziewczyną, nie zatapiała się we własnych uczuciach, teraz była przywódczynią, nocną łowczynią, stanowczą i bezwzględną skupiła się na tymczasowo tylko jej znanym celu...
-To nasz wuj, brat Valentina, ale nigdy się nie lubili, wręcz byli wrogami...
-Pomóż mi wstać...
-Clary co ty kombinujesz? Nie możesz jeszcze wstawać!
-Magnus potrafi zdziałać cuda a ja nie mam czasu. Nic mi już nie jest.
-Nic ci nie jest?! Dziewczyno twoje plecy wyglądają jakby wszystkie krwawe akcje z filmu "Teksańska masakra piłą mechaniczną" odrywali na twoich plecach!! Wszystkie odcinki!!! -krzyknął chłopak
-Nie przesadzaj było gorzej...
-Co ty masz zamiar zrobić??
-Podnieść się i odegrać się na matce... -powiedziała rudowłosa jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie
-Tak bez planu?
-Nie marnuje czasu na planowanie
-Nie jesteś w pełni sił
-Dam radę
-Clary ja też chcę się zemścić! Ale nie chcę stracić siostry, którą dopiero co odzyskałem!! Proszę zrobimy to razem. Okey? -spojrzał jej prosto w oczy
-Dobrze. Razem.
-Ale dopiero jak dojdziesz do siebie... i po ślubie Jordana i Mai
-No dobrze. -westchnęła -Kiedy pogrzeb? -zapytała po chwili
-Za dwa dni. -pokiwała głową -Wiesz powinnaś porozmawiać z kimś jeszcze... -spojrzała na niego pytająco
-Chodzi ci o Jace prawda?-zapytała. Pokiwał twierdząco
-Ale ja nie mogę
-Clary on cię kocha
-Wszystkie osoby na których mi zależy cierpią...
-To nie twoja wina, że twoja matka...
-Kochać to niszczyć a być kochanym to zostać zniszczonym... tego mnie nauczyła i tego się trzymam.. odsunęłam wszystkich od siebie bo w tedy cierpię tylko ja. Zero osób trzecich.
-Zależy ci na innych tak bardzo, że wolisz sama cierpieć niż żeby inni cierpieli...
-Dość! Skończ! -łzy zaczęły spływać jej po policzkach. Dziewczyna wtuliła twarz w poduszkę. -Ja nie zasługuje..
-Clary to ty powinnaś skończyć. Zasługujesz na szczęście jak nikt inny!! Tyle wycierpiałaś i zasługujesz na kogoś kto będzie cię wspierał i kochał.. Znam cię krótko i dużo jeszcze o tobie nie wiem tak samo o Jacie ale wiem, że on cię kocha. Wiesz ile siedział pod drzwiami sali i czekał aż Magnus skończy... Nie chciał się stąd ruszyć na krok
-Ja nie mogę... Ja nie wiem co czuje.. potrzebuje czasu
-Dobrze ale porozmawiaj z nim teraz proszę.
-Dobrze. Powiedz mu żeby przyszedł.. tylko przynieście mi najpierw coś do jedzenia bo zaraz padne tu z głodu i nici z naszej zemsty -uśmiechnęła się
Chłopak pokiwał głową i wyszedł. Po dziesięciu, piętnastu minutach ktoś wszedł do pomieszczenia. Clary podniosła głowę i odwróciła w stronę drzwi.
Jace niósł tacę pełna jeszcze parującego jedzenia. Dziewczynie aż zaburczało w brzuchu na woń jedzenia. Chłopak uśmiechnął się i postawił tacę na stoliku obok po czym na drugim łóżku ułożył wielką górę poduszek i przeniósł rudowłosą tak aby mogła usiąść i oprzeć się delikatnie o nie tak aby nie sprawiało jej to bólu. Położył jej tace na nogach i posłał jej uśmiech, który odwzajemniła
-Dziękuję
-Widzę, że naprawdę byłaś głodna. -powiedział chłopak patrząc jak dziewczyna odstawia tace
-Dziękuję -posłała mu uśmiech -Jace czy mógłbyś się do mnie przybliżyć? -zapytała dziewczyna. Chłopak spełnił prośbę, a nocna łowczyni przejechała dłonią mu po karku po czym cofnęła rękę i uśmiechnęła się
-Od razu lepiej -chłopak wysłał jej pytające spojrzenie -włosy -chłopak przejechał dłonią po włosach i rozpromienił się
-A jednak mnie lubisz
-Pff wmawiaj sobie
-Czyli bardzo mnie lubisz! -wyszczerzył się
-Marzenia -prychnęła
-Clary czemu nic nie powiedziałaś byśmy ci pomogli -chłopak nagle spoważniał
-Jestem nauczona radzić sobie sama
-Tam nad jeziorem chciałaś mi to powiedzieć -bardziej stwierdził niż zapytał. Pokiwała tylko głową.
-Jace naprawdę cię lubię i ci ufam ale ja nie jestem przyzwyczajona do dzielenia się moimi problemami z innymi
-Ty wiesz o mnie prawie
wszystko więc to nie fair, że ty przede mną tyle ukrywasz...
-Właśnie wiem prawie wszystko
-No to ty powiesz mi wszystko o sobie a ja o sobie
-No to czego nie wiem o Wielkim Jacie Herondale -dziewczyna teatralnie podkreśliła ostatnie słowa....
-Ile on będzie tam siedział?! -kolejny raz pytała zniecierpliwiona Isabell krążąc po pokoju
-Daj im trochę czasu Izzy -powiedział czarnowłosy chłopak -Myślałem, że sama chcesz ich zeswatać..
-Ale też chce porozmawiać z moją przyjaciółką!! Idę do nich
-I ostatnie pytanie. Co do mnie czujesz? -dziewczyna zarumieniła się lekko i spuściła głowę
-Nie wiem. -spojrzała mu prosto w oczy -ja naprawdę nie wiem...
-Spokojnie mamy czas
W tym momencie drzwi do sali wpadła czarnowłosa dziewczyna
-Jace wynocha teraz moja kolej! Ja też chcę nią porozmawiać! -tupnęła nogą jak mała dziewczynka
Białowłosy chłopak który opierał się o framugę drzwi zaśmiał się za co został spiorunowany przez dziewczynę wzrokiem
-Ich chyba się tak szybko nie pozbędziesz siostrzyczko -wyszczerzył się
-Obawiam się, że masz racje -oboje się zaśmiali
Po chwili przeszedł Magnus z Aleckiem
-Teraz to ja muszę naszą przyjaciółkę zbadać -powiedział czarownik
-A zaraz potem wszyscy zjemy kolacje -w drzwiach pojawiła się Maryse -Clarissa będzie mogła zjeść z nami? -skierowała pytanie do czarownika, który właśnie badał rudowłosą. Wielki Czarownik Brooklynu oderwał się na chwilę od swojego zajęcia i wyczarował wielki stół na środku sali
-Myślę, że tak -odpowiedział z wielkim przysłowiowym bananem na twarzy i wrócił do poprzedniej czynności -Już lepiej jednak szybko nie zejdziesz z łóżka, już nie mówiąc nic o treningach..
-Maaaagnuuus -przeciągnęła dziewczyna -naprawdę nie da się nic zrobić?
-Przykro mi Clary ale rany są zbyt poważne, a miałaś jeszcze stare nie zagojone.. po kolacji będziesz mogła się umyć.. tylko nie wiem czy dasz rade sama...
-Ja jej pomogę -odezwała się Izzy
-Dam radę sama -odpowiedziała ruda
-Clary nie przesadzaj
-No ale wracając do tematu po tym jak się już ogarniesz zmienię ci opatrunki a teraz pomóżmy Maryse i siadajmy do jedzenia -czarownik klasnął w dłonie
Wszyscy zajadali się ze smakiem, rozmawiali i śmiali się. Wszystkim potrzebna była ta sielanka, wspólny posiłek, żarty i zabawa.
-A Clary się we mnie zakochała -krzyknął Jace
-W twoich snach -zaśmiała się dziewczyna i rzuciła w niego niedojedzonymi ziemniakami. Na chłopaka nieszczęście zorientował się w nie wczas i jedzenie rozpadło się na jego twarzy. Wszyscy wybuchli śmiechem
-Oooo nie... oooo nie tak to bawić się kochanie nie będziemy!!
-Clary się obudziła -zakomunikowała Maryse wchodząc do biblioteki. -Chciała z tobą porozmawiać Jonathanie
-Ze mną? -zapytał się zdziwiony chłopak
Clary leżała na łóżku dookoła panowała cisza, którą przerwało pukanie do drzwi. Do pomieszczenia wszedł prawie biało włosy chłopak strasznie podobny do ojca.
-Clary? -odezwał się zmieszany
-Jonathan ja chciałam cię bardzo przeprosić za moje zachowanie...
-Clary nie musisz po tym co ona ci robiła... rozumiem twoje zachowanie
-Ale mogłam cię chociaż wysłuchać... wiedziałam jaka ona jest... że jest zdolna do wszystkiego...
-Magnus opowiedział nam... przepraszam
-Nie masz za co mnie przepraszać to nie twoja wina.. nie mam ci tego za złe... przeczytałam listy od ciebie i ojca... ona przez te wszystkie lata ukrywała je przede mną
-Clary bo co do ojca... -zaczął ostrożnie chłopak. Dziewczyna jakby wyczuła napięcie w jego głosie...
-Co z nim?
-On nie żyje... Został zamordowany... -samotna łza spłynęła mu po policzku, ale nie otarł jej
-Nawet nie zdążyłam go poznać... nie dałam wam szansy... -głos dziewczyny się załamał. Jednak po chwili otrząsnęła się -Kto?
-Podobno to Jocelyn z Linusem i z garstką demonów... ale pewności nie ma
-Kim jest ten Linus? -głos dziewczyny był stanowczy, w tym momencie nie była dziewczyną, nie zatapiała się we własnych uczuciach, teraz była przywódczynią, nocną łowczynią, stanowczą i bezwzględną skupiła się na tymczasowo tylko jej znanym celu...
-To nasz wuj, brat Valentina, ale nigdy się nie lubili, wręcz byli wrogami...
-Pomóż mi wstać...
-Clary co ty kombinujesz? Nie możesz jeszcze wstawać!
-Magnus potrafi zdziałać cuda a ja nie mam czasu. Nic mi już nie jest.
-Nic ci nie jest?! Dziewczyno twoje plecy wyglądają jakby wszystkie krwawe akcje z filmu "Teksańska masakra piłą mechaniczną" odrywali na twoich plecach!! Wszystkie odcinki!!! -krzyknął chłopak
-Nie przesadzaj było gorzej...
-Co ty masz zamiar zrobić??
-Podnieść się i odegrać się na matce... -powiedziała rudowłosa jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie
-Tak bez planu?
-Nie marnuje czasu na planowanie
-Nie jesteś w pełni sił
-Dam radę
-Clary ja też chcę się zemścić! Ale nie chcę stracić siostry, którą dopiero co odzyskałem!! Proszę zrobimy to razem. Okey? -spojrzał jej prosto w oczy
-Dobrze. Razem.
-Ale dopiero jak dojdziesz do siebie... i po ślubie Jordana i Mai
-No dobrze. -westchnęła -Kiedy pogrzeb? -zapytała po chwili
-Za dwa dni. -pokiwała głową -Wiesz powinnaś porozmawiać z kimś jeszcze... -spojrzała na niego pytająco
-Chodzi ci o Jace prawda?-zapytała. Pokiwał twierdząco
-Ale ja nie mogę
-Clary on cię kocha
-Wszystkie osoby na których mi zależy cierpią...
-To nie twoja wina, że twoja matka...
-Kochać to niszczyć a być kochanym to zostać zniszczonym... tego mnie nauczyła i tego się trzymam.. odsunęłam wszystkich od siebie bo w tedy cierpię tylko ja. Zero osób trzecich.
-Zależy ci na innych tak bardzo, że wolisz sama cierpieć niż żeby inni cierpieli...
-Dość! Skończ! -łzy zaczęły spływać jej po policzkach. Dziewczyna wtuliła twarz w poduszkę. -Ja nie zasługuje..
-Clary to ty powinnaś skończyć. Zasługujesz na szczęście jak nikt inny!! Tyle wycierpiałaś i zasługujesz na kogoś kto będzie cię wspierał i kochał.. Znam cię krótko i dużo jeszcze o tobie nie wiem tak samo o Jacie ale wiem, że on cię kocha. Wiesz ile siedział pod drzwiami sali i czekał aż Magnus skończy... Nie chciał się stąd ruszyć na krok
-Ja nie mogę... Ja nie wiem co czuje.. potrzebuje czasu
-Dobrze ale porozmawiaj z nim teraz proszę.
-Dobrze. Powiedz mu żeby przyszedł.. tylko przynieście mi najpierw coś do jedzenia bo zaraz padne tu z głodu i nici z naszej zemsty -uśmiechnęła się
Chłopak pokiwał głową i wyszedł. Po dziesięciu, piętnastu minutach ktoś wszedł do pomieszczenia. Clary podniosła głowę i odwróciła w stronę drzwi.
Jace niósł tacę pełna jeszcze parującego jedzenia. Dziewczynie aż zaburczało w brzuchu na woń jedzenia. Chłopak uśmiechnął się i postawił tacę na stoliku obok po czym na drugim łóżku ułożył wielką górę poduszek i przeniósł rudowłosą tak aby mogła usiąść i oprzeć się delikatnie o nie tak aby nie sprawiało jej to bólu. Położył jej tace na nogach i posłał jej uśmiech, który odwzajemniła
-Dziękuję
-Widzę, że naprawdę byłaś głodna. -powiedział chłopak patrząc jak dziewczyna odstawia tace
-Dziękuję -posłała mu uśmiech -Jace czy mógłbyś się do mnie przybliżyć? -zapytała dziewczyna. Chłopak spełnił prośbę, a nocna łowczyni przejechała dłonią mu po karku po czym cofnęła rękę i uśmiechnęła się
-Od razu lepiej -chłopak wysłał jej pytające spojrzenie -włosy -chłopak przejechał dłonią po włosach i rozpromienił się
-A jednak mnie lubisz
-Pff wmawiaj sobie
-Czyli bardzo mnie lubisz! -wyszczerzył się
-Marzenia -prychnęła
-Clary czemu nic nie powiedziałaś byśmy ci pomogli -chłopak nagle spoważniał
-Jestem nauczona radzić sobie sama
-Tam nad jeziorem chciałaś mi to powiedzieć -bardziej stwierdził niż zapytał. Pokiwała tylko głową.
-Jace naprawdę cię lubię i ci ufam ale ja nie jestem przyzwyczajona do dzielenia się moimi problemami z innymi
-Ty wiesz o mnie prawie
wszystko więc to nie fair, że ty przede mną tyle ukrywasz...
-Właśnie wiem prawie wszystko
-No to ty powiesz mi wszystko o sobie a ja o sobie
-No to czego nie wiem o Wielkim Jacie Herondale -dziewczyna teatralnie podkreśliła ostatnie słowa....
-Ile on będzie tam siedział?! -kolejny raz pytała zniecierpliwiona Isabell krążąc po pokoju
-Daj im trochę czasu Izzy -powiedział czarnowłosy chłopak -Myślałem, że sama chcesz ich zeswatać..
-Ale też chce porozmawiać z moją przyjaciółką!! Idę do nich
-I ostatnie pytanie. Co do mnie czujesz? -dziewczyna zarumieniła się lekko i spuściła głowę
-Nie wiem. -spojrzała mu prosto w oczy -ja naprawdę nie wiem...
-Spokojnie mamy czas
W tym momencie drzwi do sali wpadła czarnowłosa dziewczyna
-Jace wynocha teraz moja kolej! Ja też chcę nią porozmawiać! -tupnęła nogą jak mała dziewczynka
Białowłosy chłopak który opierał się o framugę drzwi zaśmiał się za co został spiorunowany przez dziewczynę wzrokiem
-Ich chyba się tak szybko nie pozbędziesz siostrzyczko -wyszczerzył się
-Obawiam się, że masz racje -oboje się zaśmiali
Po chwili przeszedł Magnus z Aleckiem
-Teraz to ja muszę naszą przyjaciółkę zbadać -powiedział czarownik
-A zaraz potem wszyscy zjemy kolacje -w drzwiach pojawiła się Maryse -Clarissa będzie mogła zjeść z nami? -skierowała pytanie do czarownika, który właśnie badał rudowłosą. Wielki Czarownik Brooklynu oderwał się na chwilę od swojego zajęcia i wyczarował wielki stół na środku sali
-Myślę, że tak -odpowiedział z wielkim przysłowiowym bananem na twarzy i wrócił do poprzedniej czynności -Już lepiej jednak szybko nie zejdziesz z łóżka, już nie mówiąc nic o treningach..
-Maaaagnuuus -przeciągnęła dziewczyna -naprawdę nie da się nic zrobić?
-Przykro mi Clary ale rany są zbyt poważne, a miałaś jeszcze stare nie zagojone.. po kolacji będziesz mogła się umyć.. tylko nie wiem czy dasz rade sama...
-Ja jej pomogę -odezwała się Izzy
-Dam radę sama -odpowiedziała ruda
-Clary nie przesadzaj
-No ale wracając do tematu po tym jak się już ogarniesz zmienię ci opatrunki a teraz pomóżmy Maryse i siadajmy do jedzenia -czarownik klasnął w dłonie
Wszyscy zajadali się ze smakiem, rozmawiali i śmiali się. Wszystkim potrzebna była ta sielanka, wspólny posiłek, żarty i zabawa.
-A Clary się we mnie zakochała -krzyknął Jace
-W twoich snach -zaśmiała się dziewczyna i rzuciła w niego niedojedzonymi ziemniakami. Na chłopaka nieszczęście zorientował się w nie wczas i jedzenie rozpadło się na jego twarzy. Wszyscy wybuchli śmiechem
-Oooo nie... oooo nie tak to bawić się kochanie nie będziemy!!
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Wow! W miarę szybko się uwinęłam z tym rozdziałem. Miałam wenę chociaż rozdział miał wyglądać zupełnie inaczej...
I znowu w rozdziale się w sumie nic nie dzieje...
Nuda, nuda i jeszcze raz nuda...
Mam jednak nadzieję, że komuś się spodoba. Co sądzicie o tym rozdziale? I o całym opowiadaniu?Życzę miłego czytania i do następnego rozdziału!
Ps:Ten rozdział jest napisany w narracji trzecio osobowej i chciałam się zapytać co o tym sądzicie? Wolicie taką narracje czy może jednak z perspektyw?
Ps:Ten rozdział jest napisany w narracji trzecio osobowej i chciałam się zapytać co o tym sądzicie? Wolicie taką narracje czy może jednak z perspektyw?
piątek, 8 kwietnia 2016
Rozdział 7
~Jocelyn~
Dzwonie do mojej niewdzięcznej córki..
-Jestem w domu i ty też masz tu być za 10 minut!... Co mnie to obchodzi chyba ci coś powiedziałam?!!... Pamiętaj, że wiem gdzie są twoi przyjaciele!... Ja ci nie grożę ja cię tylko ostrzegam.... No grzeczna dziewczynka! -Rozłączyłam się. Gówniara powinna się cieszyć, że ma tą swoja moc bo inaczej już dawno by nie żyła.
-Już nie długo nie będziesz musiała się z nią użerać! -Odwróciłam się. -Seksownie wyglądasz w mojej koszuli. -Mężczyzna podszedł do mnie. Założyłam mu ręce na szyje i wpiłam się w jego usta.
...
-Co tak długo!
-Cóż za opiekuńczość. Jesteśmy w domu. Nie musisz grać dobrej mamusi. -ta smarkula prychnęła na mnie. Podeszłam do niej i szarpnęłam ją za włosy.
-Pamiętaj do kogo mówisz...
-Dla mnie jesteś nikim!
-Zła odpowiedź -powiedziałam i uśmiechnęłam się kpiąco.
-I co znowu mnie zlejesz do nieprzytomności? Wymyśliła byś coś nowego.
-Dzisiaj będzie gorzej niż ostatnio -zerwałam z niej bluzkę -Widzę, że się nie zagoiło do końca.. no cóż i się szybko nie zagoi.
~Clary~
-Kochanie chodź. -Krzyknęła moja matka szarpiąc mnie w stronę piwnicy. Po chwili dołączył do niej jakiś mężczyzna strasznie do kogoś podobny...
Przykuli moje nadgarstki do ściany.
-No córeczko teraz się zabawimy tylko chciała bym ci coś dać.. Nazbierało się tego przez te wszystkie lata... -wyjęła coś zza pleców -te listy dostawałaś od brata i ojca -rzuciła mi w twarz pokaźnym pliczkiem kopert. Jedna z gumek trzymających je razem pękła i kilka wyleciało oddzielnie. A jednak pisali.. nie zapomnieli o mnie.. Jonathan.. powinnam była go wysłuchać.. przecież wiedziałam, że matka jest zdolna do wszystkiego.. Poczułam pierwsze uderzenia pejcza na plecach... Syknęłam z bólu...
Byłam dalej przykuta do ściany, czułam jakby płomienie na plecach tak cholernie bolało nie wiem czym ta su*a mi je posypała...
Pomyślałam o Jacie nie wiem czemu ale czułam się dziwnie w jego obecności, dziwnie mnie do niego ciągnęło... zaraz pojawił się w moich myślach Jonathan, mój brat, którego potraktowałam okropnie... Izzy, Alec, Magnus czuje się za nich wszystkich w pewnym stopniu odpowiedzialna....
Byłam coraz bardziej senna... ale nie mogę zasnąć..... muszę być silna....
po chwili jednak zobaczyłam już tylko ciemność..
~Jonathan~
-Co jest? -zapytał się Jace
-Mój ojciec nie żyje. Został zamordowany. -dalej w to nie mogłem uwierzyć. Wszyscy mówili, że ona jest do wszystkiego zdolna... nie wierzyłem w to do teraz...
-Clary wie? -pokręciłem głową
-Nawet jej dzisiaj nie widziałem... zresztą i tak pewnie nie będzie chciała mnie wysłuchać
-Ale trzeba jej powiedzieć...
-Wiem..
-A tak właściwie to gdzie ona jest?
-Wróciła do domu. Jocelyn do niej dzwoniła, że zaraz ma być w domu bo pożałuje -wtrąciła się Izzy
-To chyba ją odwiedzimy co? Trzeba jej powiedzieć jak najszybciej. -odezwał się Jace
-Najważniejsze żeby zabrać moją siostrę z rąk tej su*i
-Co?! -krzyknęli razem
-Jonathan o co ci chodzi?- dodał blondyn
-Bo Jocelyn z Linusem są podejrzani o zamordowanie mojego ojca -zrobiłem chwile przerwy -i nie tylko -dodałem po chwili.
-Kim jest Linus? -zapytała ciemnowłosa
-Moim i Clary wujem
-Ale żeby tak własną rodzinę -zapytał niedowierzając Jace
-Później wam to wytłumaczę teraz musimy zabrać z ich łapsk Clary! -ruszyliśmy do swoich pokoi
-Izzy zadzwoń po Magnusa może się przydać i za dziesięć minut w holu. -zarządził Jace -wiecie gdzie Alec? -zapytał. Pokręciliśmy głowami. -Nie ważne napisze do niego. -powiedział po czym zniknął za drzwiami swojego pokoju.
~Jace~
Byliśmy już pod domem Clary. Ktoś właśnie z niego wychodził wiec schowaliśmy się szybko za najbliższym samochodem. Była to kobieta bardzo podobna do mojej Clary i jakiś mężczyzna. Na szczęście nas nie zauważyli. Otworzyłem drzwi runą.
-Rozdzielmy się -powiedziałem i ruszyłem po schodach na górę. Wchodziłem do każdego pokoju aż dotarłem do pokoju rudowłosej
-Clary? Clary jesteś tu?
-Masz coś? -odwróciłem się
-Nie. Izzy a co jeśli ona jej coś zrobiła?
-Chodź szukamy dalej.
-Jace!! Izzy!! Chodźcie tu!! Znalazłem ją!! -puściliśmy się biegiem za przerażonym głosem Jonathana. Wpadliśmy do pokoju i nie wierzyłem własnym oczom.. Jonathan klęczał przy całej zakrwawionej nieprzytomnej dziewczynie, przykutej do ściany dookoła niej leżały zaplamione krwią listy. Podbiegłem do chłopaka i razem uwolniliśmy Clary, która od razu opadła mi w ramiona.
-Jace? -usłyszałem cichy szept i spojrzałem na dziewczynę -listy. proszę. -powiedziała po czym ponownie straciła przytomność
-Pozbieraj listy -powiedziałem do Jonathana i wyszedłem na korytarz. Stała tam roztrzęsiona Izzy.
-Izzy zadzwoń do Magnusa.
Siedziałem już pod salą chorych od dwóch godzin, Magnus zamknął się tam i nie pozwolił wchodzić. W tym czasie Alec z Izzy i Jonathanem przywieźli rzeczy dziewczyny, a ja... siedzę tu i myślę, że nie chce jej stracić... jeszcze nie powiedziałem jej co do niej czuje... to prawda, że krótko się znamy ale naprawdę się w niej zakochałem... i z każdym dniem to uczucie staję się silniejsze... nigdy nie sądziłem, że ja Jace Herondale zakocham się...
-Jace obudź się! -Ktoś potrząsał moje ramie, otworzyłem oczy przede mną stał czarownik jak zwykle cały w brokacie
-Co z nią?
-Obudziła się... najgorsze jest to, że miała starsze rany, które źle się goiły..
-Jak to starsze rany?! Czyli to nie był pierwszy raz?!!
-To wy nic nie wiecie???
Dzwonie do mojej niewdzięcznej córki..
-Jestem w domu i ty też masz tu być za 10 minut!... Co mnie to obchodzi chyba ci coś powiedziałam?!!... Pamiętaj, że wiem gdzie są twoi przyjaciele!... Ja ci nie grożę ja cię tylko ostrzegam.... No grzeczna dziewczynka! -Rozłączyłam się. Gówniara powinna się cieszyć, że ma tą swoja moc bo inaczej już dawno by nie żyła.
-Już nie długo nie będziesz musiała się z nią użerać! -Odwróciłam się. -Seksownie wyglądasz w mojej koszuli. -Mężczyzna podszedł do mnie. Założyłam mu ręce na szyje i wpiłam się w jego usta.
...
-Co tak długo!
-Cóż za opiekuńczość. Jesteśmy w domu. Nie musisz grać dobrej mamusi. -ta smarkula prychnęła na mnie. Podeszłam do niej i szarpnęłam ją za włosy.
-Pamiętaj do kogo mówisz...
-Dla mnie jesteś nikim!
-Zła odpowiedź -powiedziałam i uśmiechnęłam się kpiąco.
-I co znowu mnie zlejesz do nieprzytomności? Wymyśliła byś coś nowego.
-Dzisiaj będzie gorzej niż ostatnio -zerwałam z niej bluzkę -Widzę, że się nie zagoiło do końca.. no cóż i się szybko nie zagoi.
~Clary~
-Kochanie chodź. -Krzyknęła moja matka szarpiąc mnie w stronę piwnicy. Po chwili dołączył do niej jakiś mężczyzna strasznie do kogoś podobny...
Przykuli moje nadgarstki do ściany.
-No córeczko teraz się zabawimy tylko chciała bym ci coś dać.. Nazbierało się tego przez te wszystkie lata... -wyjęła coś zza pleców -te listy dostawałaś od brata i ojca -rzuciła mi w twarz pokaźnym pliczkiem kopert. Jedna z gumek trzymających je razem pękła i kilka wyleciało oddzielnie. A jednak pisali.. nie zapomnieli o mnie.. Jonathan.. powinnam była go wysłuchać.. przecież wiedziałam, że matka jest zdolna do wszystkiego.. Poczułam pierwsze uderzenia pejcza na plecach... Syknęłam z bólu...
Byłam dalej przykuta do ściany, czułam jakby płomienie na plecach tak cholernie bolało nie wiem czym ta su*a mi je posypała...
Pomyślałam o Jacie nie wiem czemu ale czułam się dziwnie w jego obecności, dziwnie mnie do niego ciągnęło... zaraz pojawił się w moich myślach Jonathan, mój brat, którego potraktowałam okropnie... Izzy, Alec, Magnus czuje się za nich wszystkich w pewnym stopniu odpowiedzialna....
Byłam coraz bardziej senna... ale nie mogę zasnąć..... muszę być silna....
po chwili jednak zobaczyłam już tylko ciemność..
~Jonathan~
-Co jest? -zapytał się Jace
-Mój ojciec nie żyje. Został zamordowany. -dalej w to nie mogłem uwierzyć. Wszyscy mówili, że ona jest do wszystkiego zdolna... nie wierzyłem w to do teraz...
-Clary wie? -pokręciłem głową
-Nawet jej dzisiaj nie widziałem... zresztą i tak pewnie nie będzie chciała mnie wysłuchać
-Ale trzeba jej powiedzieć...
-Wiem..
-A tak właściwie to gdzie ona jest?
-Wróciła do domu. Jocelyn do niej dzwoniła, że zaraz ma być w domu bo pożałuje -wtrąciła się Izzy
-To chyba ją odwiedzimy co? Trzeba jej powiedzieć jak najszybciej. -odezwał się Jace
-Najważniejsze żeby zabrać moją siostrę z rąk tej su*i
-Co?! -krzyknęli razem
-Jonathan o co ci chodzi?- dodał blondyn
-Bo Jocelyn z Linusem są podejrzani o zamordowanie mojego ojca -zrobiłem chwile przerwy -i nie tylko -dodałem po chwili.
-Kim jest Linus? -zapytała ciemnowłosa
-Moim i Clary wujem
-Ale żeby tak własną rodzinę -zapytał niedowierzając Jace
-Później wam to wytłumaczę teraz musimy zabrać z ich łapsk Clary! -ruszyliśmy do swoich pokoi
-Izzy zadzwoń po Magnusa może się przydać i za dziesięć minut w holu. -zarządził Jace -wiecie gdzie Alec? -zapytał. Pokręciliśmy głowami. -Nie ważne napisze do niego. -powiedział po czym zniknął za drzwiami swojego pokoju.
~Jace~
Byliśmy już pod domem Clary. Ktoś właśnie z niego wychodził wiec schowaliśmy się szybko za najbliższym samochodem. Była to kobieta bardzo podobna do mojej Clary i jakiś mężczyzna. Na szczęście nas nie zauważyli. Otworzyłem drzwi runą.
-Rozdzielmy się -powiedziałem i ruszyłem po schodach na górę. Wchodziłem do każdego pokoju aż dotarłem do pokoju rudowłosej
-Clary? Clary jesteś tu?
-Masz coś? -odwróciłem się
-Nie. Izzy a co jeśli ona jej coś zrobiła?
-Chodź szukamy dalej.
-Jace!! Izzy!! Chodźcie tu!! Znalazłem ją!! -puściliśmy się biegiem za przerażonym głosem Jonathana. Wpadliśmy do pokoju i nie wierzyłem własnym oczom.. Jonathan klęczał przy całej zakrwawionej nieprzytomnej dziewczynie, przykutej do ściany dookoła niej leżały zaplamione krwią listy. Podbiegłem do chłopaka i razem uwolniliśmy Clary, która od razu opadła mi w ramiona.
-Jace? -usłyszałem cichy szept i spojrzałem na dziewczynę -listy. proszę. -powiedziała po czym ponownie straciła przytomność
-Pozbieraj listy -powiedziałem do Jonathana i wyszedłem na korytarz. Stała tam roztrzęsiona Izzy.
-Izzy zadzwoń do Magnusa.
Siedziałem już pod salą chorych od dwóch godzin, Magnus zamknął się tam i nie pozwolił wchodzić. W tym czasie Alec z Izzy i Jonathanem przywieźli rzeczy dziewczyny, a ja... siedzę tu i myślę, że nie chce jej stracić... jeszcze nie powiedziałem jej co do niej czuje... to prawda, że krótko się znamy ale naprawdę się w niej zakochałem... i z każdym dniem to uczucie staję się silniejsze... nigdy nie sądziłem, że ja Jace Herondale zakocham się...
-Jace obudź się! -Ktoś potrząsał moje ramie, otworzyłem oczy przede mną stał czarownik jak zwykle cały w brokacie
-Co z nią?
-Obudziła się... najgorsze jest to, że miała starsze rany, które źle się goiły..
-Jak to starsze rany?! Czyli to nie był pierwszy raz?!!
-To wy nic nie wiecie???
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Przepraszam, że długo nie było rozdziału i jak już się pojawił to jest krótki.
Rozdział mi nie wyszedł, jest okropny ale raczej nic lepszego nie stworze. Wiem, że nic się nie dzieje i wieje nudą. I to chyba wszystko za co chciałam was bardzo przeprosić.
Życzę miłego czytania.
środa, 6 kwietnia 2016
Liebster Blog Award!!!
1.Czy jest coś co sprawia, że drżysz?
Huh nie wiem...
2.Masz zamiłowanie do jakiejś konkretnej dziedziny sztuki?
Muzyka i poezja
3.Co w książkach cenisz najbardziej?
To, że mogę się w nich zatracić... że mogę oderwać się od rzeczywistego świata i zatopić w świecie bohaterów... że mogę cieszyć się, płakać razem z nimi..
4.Masz rodzeństwo?
Tak aż czwórkę
5.Czy uprawiasz jakieś sporty? Jakie?
Biegam i zanim zepsuł mi się rower dużo jeździłam
6.Co ci się kojarzy z wiosną? Jedno słowo.
Rozkwitanie
7.Jakie skojarzenia i odczucia wzbudza w tobie powiedzenie: kto się lubi ten się czubi?
Mam mieszane uczucia co do tego powiedzenia... ale chyba trochę prawdy w tym jest :)
8.Jaki jest twój ulubiony zapach i z czym ci się kojarzy?
Świeżo skoszonej trawy, który kojarzy mi się z latem, słońcem, z dzieciństwem i przyszłością. Ale uwielbiam również powietrze po burzy ta świeżość, czystość tego powietrza, i zapach nowych książek który kojarzy mi się z nową historią, przygodą...
9.Co w życiu codziennym uważasz za magię?
Czasem są to najdrobniejsze czynności, a czasem zwykła rozmowa... ale za najbardziej magiczne uważam chwile w których mogę obserwować otoczenie, jakieś ciche spokojne miejsce w których mogę się wyłączyć i pomyśleć, pomarzyć
10.Próbowałaś/eś kiedyś wzywać demony?
Nie. Jeszcze mi się nie zdarzyło ;)
11.Czego się boisz i dlaczego?
Boje się bardziej zaangażować w jakąś głębszą relację, boje się, że jak zaczyna mi za bardzo zależeć ale to zależne jest od tego że boje się stracić te osoby... Mam tak od kiedy straciłam jedną z najważniejszych osób w moim życiu...
Ja nominuje:
Więcej już raczej nie wymyśle...
A oto moje pytania:
1.Jak to się stało, że zaczęłaś/eś pisać?
2.Co najbardziej motywuję cię do pisania?
3.Brzydzisz się czegoś? Czego?
4.Twój ulubiony przedmiot w szkole?
5.Jak długo już piszesz?
6.Czy jesteś dumny/na z tego co udało ci się stworzyć, napisać?
7.Rzecz lub czynność której szczerze nienawidzisz?
8.Jak lubisz spędzać wolny czas?
9.Ulubiona książka/ki oraz te które twoim zdaniem nie są godne polecenia?
10.Umiesz mówić w obcym języku? W jakim? A w jakim byś chciał/ła?
11.Czy wiążesz swoją przyszłość z pisaniem? Czy to raczej taka odskocznia?
Jeszcze raz bardzo dziękuje za nominacje!
I przepraszam za brak rozdziału ale nie mogę sklecić zdania. Niby wiem co ma być w tym rozdziale ale ciągle mi coś w nim nie pasuje i zaczynam go od nowa... Jednak jestem coraz bliżej ukończenia go i powinien pojawić się już niedługo.. jeżeli mi się uda postaram się go dodać jeszcze dzisiaj albo jutro.
1.Jak to się stało, że zaczęłaś/eś pisać?
2.Co najbardziej motywuję cię do pisania?
3.Brzydzisz się czegoś? Czego?
4.Twój ulubiony przedmiot w szkole?
5.Jak długo już piszesz?
6.Czy jesteś dumny/na z tego co udało ci się stworzyć, napisać?
7.Rzecz lub czynność której szczerze nienawidzisz?
8.Jak lubisz spędzać wolny czas?
9.Ulubiona książka/ki oraz te które twoim zdaniem nie są godne polecenia?
10.Umiesz mówić w obcym języku? W jakim? A w jakim byś chciał/ła?
11.Czy wiążesz swoją przyszłość z pisaniem? Czy to raczej taka odskocznia?
Jeszcze raz bardzo dziękuje za nominacje!
I przepraszam za brak rozdziału ale nie mogę sklecić zdania. Niby wiem co ma być w tym rozdziale ale ciągle mi coś w nim nie pasuje i zaczynam go od nowa... Jednak jestem coraz bliżej ukończenia go i powinien pojawić się już niedługo.. jeżeli mi się uda postaram się go dodać jeszcze dzisiaj albo jutro.
środa, 9 marca 2016
Rozdział 6
~Clary~~
Siedziałam i rysowałam w swoim pokoju. Nie patrzyłam co to jest, pozwoliłam ręce samej kreślić po kartce. Usłyszałam pukanie do drzwi
-Proszę -Do pokoju weszła Izzy
-Maryse chciała, żebyśmy przywitali nowego...
-Już idę -westchnęłam i zatrzasnęłam szkicownik -gdzie on jest?
-W kuchni z Aleciem. -Szłyśmy w ciszy. Izzy pierwsza weszła do pomieszczenia, a ja zaraz za nią...
-Jonathan to jest właśnie moja siostra Izabel i Clary -Odezwał się Alec. Blondyn odwrócił się w naszą stronę, a ja poczułam jak schodzi ze mnie całe powietrze... To niemożliwe!! To nie może być prawda!! Powiedzcie, że to nie prawda, że to nie on..!! Czułam się jakbym wrosła w ziemię..
-Wyrosłaś na piękną dziewczynę odkąd cię ostatni raz widziałem -powiedział łagodnie, tak jakby nic się nie stało. A we mnie aż się zagotowało. Jednak nic nie mówiąc odwróciłam się na pięcie i wyszłam...
-Clary proszę poczekaj!! Porozmawiaj ze mną!! -Na początku szłam spokojnie, jednak po chwili rzuciłam się biegiem do swojego pokoju, ale nie było dane mi dotrzeć do niego bo wpadłam na kogoś i przewróciliśmy się z impetem na podłogę. Nie widziałam dobrze na kogo wpadłam bo przez łzy miałam rozmazany obraz... Właśnie zdałam sobie sprawę, że płacze...
Dalej leżałam na Jacie. Jego silne ramiona owinęły się wokół mojej tali i podniosły mnie do pozycji siedzącej.
-Clary co się stało?? -Chciałam jak najszybciej iść do siebie ale chłopak wciąż trzymał mnie mocno.
-Puść mnie.
-Nie puszcze cię póki nie powiesz mi co się stało.
-Clary proszę wysłuchaj mnie -Usłyszałam za sobą głos mojego brata...
-Jace puść mnie! -chciała uciec ale Jace ciągle mnie trzymał -Jace proszę.
-Clary błagam wysłuchaj mnie -czemu on nie może dać mi spokoju? Odwróciłam się na tyle ile pozwalał mi trzymający mnie Jace.
-My nie mamy o czym rozmawiać Jonathanie. I to już od kilku lat.
-Clary o co chodzi kto to jest -zapytał zmieszany i jakby rozżalony Jace
-Jace puść mnie!! -nakrzyczałam na chłopaka. Tym razem nie protestował
-Daj mi chociaż pięć minut. Chcę naprawić wszystko co było miedzy nami... Clary proszę... Chciałbym...
-Ale miedzy nami nie ma co już naprawiać... Przez te wszystkie lata musiałam radzić sobie sama, przez te wszystkie lata musiałam z nią mieszkać, musiałam... wiesz ile wycierpiałam? wiesz jak bardzo bolało gdy za każdym razem gdy wracałam ze szkoły i zaglądałam do skrzynki nie było żadnego listu od was? A przecież obiecaliście! Obiecaliście, że będziecie pisać, że mnie nie zostawicie... Miałam w tedy pięć lat. Teraz mam szesnaście i nie jestem naiwną dziewczynką.
~Izzy~
-Czego chcesz od Clary?! -warknął Jace
-Nie twój interes! -odpowiedział równie wrogo Jonathan
-Jeżeli ktoś doprowadza ją do takiego stanu to mój
-Zajmij się swoim życiem a nie wpieprzasz się do cudzego! -słuchałam kłótni tej dwójki. Kompletnie nie wiedziałam o co chodzi oprócz tego, że Jace się zakochał w rudej... Bosko.. tak ślicznie razem wyglądają...
-A może to moje życie
-Nie wyglądało na to żeby ona odwzajemniała twoje uczucia
-Co ty możesz o niej wiedzieć?! -Wiem, że powinnam im przeszkodzić zanim Jace zrobi coś głupiego ale też chciałam się dowiedzieć skąd ten nowy przystojniak znał naszą małą rudowłosą przyjaciółkę...
~Clary~
Wbiegłam do swojego pokoju i szybko przebrałam się w czarne, krótkie spodenki i czarną koszulkę z czaszką. Złapałam telefon i wybrałam numer do Luka, odebrał po drugim sygnale...
-Noo heej maleńka!! -usłyszałam znajomy głos -Co tam u ciebie dołączasz dzisiaj do nas?
-Właśnie miałam się pytać o to samo -musiałam się odstresować a chłopcy to doskonałe towarzystwo -CHŁOPACY CLARY IDZIE!!! -krzyknął Luke do reszty chłopców, a ja uśmiechnęłam się pod nosem..
-Dobra zaraz będę! -rozłączyłam się. Poszłam do łazienki i doprowadziłam twarz do porządku. Po chwili nie było śladu po tym że płakałam. Wyszłam z łazienki, wzięłam pieniądze, telefon kilka sztyletów, bicz i stelę. przyłożyłam stelę do ściany i stworzyłam bramę przez którą przeszłam bez wahania.
Znalazłam się na tyłach Pandemonium. Weszłam do środka i skierowałam się do baru.
-Hej Rick! To co zwykle! -krzyknęłam do dobrze znanego mi chłopaka.
-Już się robi! -Po chwili ruszyłam z moim drinkiem do "garderoby" chłopców. Weszłam do środka bez pukania. Był to średniej wielkości pokój z dwiema kanapami, sporym stołem i rzeczami chłopców.
-Hejo laski! -cztery pary oczu od razu skierowały się w moją stronę, a po chwili zostałam wyściskana przez cztery pary dobrze znanych mi osób. -Ja wiem, że dawno się nie widzieliśmy ale nie myślałam, że aż tak się za mną stęskniliście -uśmiechnęłam się
-Moja Clarisska nareszcie zawitała w naszych progach!
-Calum ja wiem, że mnie kochasz ale jeszcze raz mnie tak nazwiesz a twoje włoski będąwygładały drastycznie i będziesz z Herondalem mógł za rączkę chodzić jak bliźniaczki..
-Dobra maleńka dopijaj drinka bo już kolejna kolejka idzie. -odezwał się zniecierpliwiony Michael...
-Występujesz z nami ma się rozumieć
-Dobra pijemy i idziemy się bawić! -krzyknęłam radośnie zupełnie zapominając o problemach
-Trzymaj -Calum podał mi skręta z jednej a Ash butelkę z wódka z drugiej strony..
-Dobra koniec przerwy - do pokoju wszedł Rick
-Okey -wrzasnęliśmy chórem i ruszyliśmy w stronę sceny
-Witajcie ludziska mam nadzieję, że pamiętacie Clary?! -krzyknął Luke do mikrofonu -Dzisiaj będzie wspierała mnie w śpiewaniu! Albo w sumie ja się poopierdzielam a ona niech śpiewa! -wszyscy zaśmiali się
-Dzisiaj zaczniemy spokojnie... -Chłopcy zaczęli grać a ja zamknęłam oczy i skupiłam się na tak dobrze znanej mi melodii
Siedziałam i rysowałam w swoim pokoju. Nie patrzyłam co to jest, pozwoliłam ręce samej kreślić po kartce. Usłyszałam pukanie do drzwi
-Proszę -Do pokoju weszła Izzy
-Maryse chciała, żebyśmy przywitali nowego...
-Już idę -westchnęłam i zatrzasnęłam szkicownik -gdzie on jest?
-W kuchni z Aleciem. -Szłyśmy w ciszy. Izzy pierwsza weszła do pomieszczenia, a ja zaraz za nią...
-Jonathan to jest właśnie moja siostra Izabel i Clary -Odezwał się Alec. Blondyn odwrócił się w naszą stronę, a ja poczułam jak schodzi ze mnie całe powietrze... To niemożliwe!! To nie może być prawda!! Powiedzcie, że to nie prawda, że to nie on..!! Czułam się jakbym wrosła w ziemię..
-Wyrosłaś na piękną dziewczynę odkąd cię ostatni raz widziałem -powiedział łagodnie, tak jakby nic się nie stało. A we mnie aż się zagotowało. Jednak nic nie mówiąc odwróciłam się na pięcie i wyszłam...
-Clary proszę poczekaj!! Porozmawiaj ze mną!! -Na początku szłam spokojnie, jednak po chwili rzuciłam się biegiem do swojego pokoju, ale nie było dane mi dotrzeć do niego bo wpadłam na kogoś i przewróciliśmy się z impetem na podłogę. Nie widziałam dobrze na kogo wpadłam bo przez łzy miałam rozmazany obraz... Właśnie zdałam sobie sprawę, że płacze...
Dalej leżałam na Jacie. Jego silne ramiona owinęły się wokół mojej tali i podniosły mnie do pozycji siedzącej.
-Clary co się stało?? -Chciałam jak najszybciej iść do siebie ale chłopak wciąż trzymał mnie mocno.
-Puść mnie.
-Nie puszcze cię póki nie powiesz mi co się stało.
-Clary proszę wysłuchaj mnie -Usłyszałam za sobą głos mojego brata...
-Jace puść mnie! -chciała uciec ale Jace ciągle mnie trzymał -Jace proszę.
-Clary błagam wysłuchaj mnie -czemu on nie może dać mi spokoju? Odwróciłam się na tyle ile pozwalał mi trzymający mnie Jace.
-My nie mamy o czym rozmawiać Jonathanie. I to już od kilku lat.
-Clary o co chodzi kto to jest -zapytał zmieszany i jakby rozżalony Jace
-Jace puść mnie!! -nakrzyczałam na chłopaka. Tym razem nie protestował
-Daj mi chociaż pięć minut. Chcę naprawić wszystko co było miedzy nami... Clary proszę... Chciałbym...
-Ale miedzy nami nie ma co już naprawiać... Przez te wszystkie lata musiałam radzić sobie sama, przez te wszystkie lata musiałam z nią mieszkać, musiałam... wiesz ile wycierpiałam? wiesz jak bardzo bolało gdy za każdym razem gdy wracałam ze szkoły i zaglądałam do skrzynki nie było żadnego listu od was? A przecież obiecaliście! Obiecaliście, że będziecie pisać, że mnie nie zostawicie... Miałam w tedy pięć lat. Teraz mam szesnaście i nie jestem naiwną dziewczynką.
~Izzy~
-Czego chcesz od Clary?! -warknął Jace
-Nie twój interes! -odpowiedział równie wrogo Jonathan
-Jeżeli ktoś doprowadza ją do takiego stanu to mój
-Zajmij się swoim życiem a nie wpieprzasz się do cudzego! -słuchałam kłótni tej dwójki. Kompletnie nie wiedziałam o co chodzi oprócz tego, że Jace się zakochał w rudej... Bosko.. tak ślicznie razem wyglądają...
-A może to moje życie
-Nie wyglądało na to żeby ona odwzajemniała twoje uczucia
-Co ty możesz o niej wiedzieć?! -Wiem, że powinnam im przeszkodzić zanim Jace zrobi coś głupiego ale też chciałam się dowiedzieć skąd ten nowy przystojniak znał naszą małą rudowłosą przyjaciółkę...
~Clary~
Wbiegłam do swojego pokoju i szybko przebrałam się w czarne, krótkie spodenki i czarną koszulkę z czaszką. Złapałam telefon i wybrałam numer do Luka, odebrał po drugim sygnale...
-Noo heej maleńka!! -usłyszałam znajomy głos -Co tam u ciebie dołączasz dzisiaj do nas?
-Właśnie miałam się pytać o to samo -musiałam się odstresować a chłopcy to doskonałe towarzystwo -CHŁOPACY CLARY IDZIE!!! -krzyknął Luke do reszty chłopców, a ja uśmiechnęłam się pod nosem..
-Dobra zaraz będę! -rozłączyłam się. Poszłam do łazienki i doprowadziłam twarz do porządku. Po chwili nie było śladu po tym że płakałam. Wyszłam z łazienki, wzięłam pieniądze, telefon kilka sztyletów, bicz i stelę. przyłożyłam stelę do ściany i stworzyłam bramę przez którą przeszłam bez wahania.
Znalazłam się na tyłach Pandemonium. Weszłam do środka i skierowałam się do baru.
-Hej Rick! To co zwykle! -krzyknęłam do dobrze znanego mi chłopaka.
-Już się robi! -Po chwili ruszyłam z moim drinkiem do "garderoby" chłopców. Weszłam do środka bez pukania. Był to średniej wielkości pokój z dwiema kanapami, sporym stołem i rzeczami chłopców.
-Hejo laski! -cztery pary oczu od razu skierowały się w moją stronę, a po chwili zostałam wyściskana przez cztery pary dobrze znanych mi osób. -Ja wiem, że dawno się nie widzieliśmy ale nie myślałam, że aż tak się za mną stęskniliście -uśmiechnęłam się
-Moja Clarisska nareszcie zawitała w naszych progach!
-Calum ja wiem, że mnie kochasz ale jeszcze raz mnie tak nazwiesz a twoje włoski będąwygładały drastycznie i będziesz z Herondalem mógł za rączkę chodzić jak bliźniaczki..
-Dobra maleńka dopijaj drinka bo już kolejna kolejka idzie. -odezwał się zniecierpliwiony Michael...
-Występujesz z nami ma się rozumieć
-Dobra pijemy i idziemy się bawić! -krzyknęłam radośnie zupełnie zapominając o problemach
-Trzymaj -Calum podał mi skręta z jednej a Ash butelkę z wódka z drugiej strony..
-Dobra koniec przerwy - do pokoju wszedł Rick
-Okey -wrzasnęliśmy chórem i ruszyliśmy w stronę sceny
-Witajcie ludziska mam nadzieję, że pamiętacie Clary?! -krzyknął Luke do mikrofonu -Dzisiaj będzie wspierała mnie w śpiewaniu! Albo w sumie ja się poopierdzielam a ona niech śpiewa! -wszyscy zaśmiali się
-Dzisiaj zaczniemy spokojnie... -Chłopcy zaczęli grać a ja zamknęłam oczy i skupiłam się na tak dobrze znanej mi melodii
~I drove by all the places
We used to hang out getting wasted
I thought about our last kiss
How it felt, the way you tasted
And even though your friends
Tell me you’re doing fine
Are you somewhere feeling lonely
Even though he’s right beside you
When he says those words that hurt you,
Do you read the ones I wrote you?
Sometimes I start to wonder,
Was it just a lie?
If what we had was real,
How could you be fine?
'Cause I’m not fine at all
We used to hang out getting wasted
I thought about our last kiss
How it felt, the way you tasted
And even though your friends
Tell me you’re doing fine
Are you somewhere feeling lonely
Even though he’s right beside you
When he says those words that hurt you,
Do you read the ones I wrote you?
Sometimes I start to wonder,
Was it just a lie?
If what we had was real,
How could you be fine?
'Cause I’m not fine at all
...
Calum zaczął śpiewać refren
...
I remember the day you told me you were leaving
I remember the makeup running down your face
And the dreams you left behind you didn’t need them
Like every single wish we ever made
I wish that I could wake up with amnesia
And forget about the stupid little things
Like the way it felt to fall asleep next to you
And the memories I never can escape
'Cause I’m not fine at all .. .*~
I remember the makeup running down your face
And the dreams you left behind you didn’t need them
Like every single wish we ever made
I wish that I could wake up with amnesia
And forget about the stupid little things
Like the way it felt to fall asleep next to you
And the memories I never can escape
'Cause I’m not fine at all .. .*~
Śpiewaliśmy piosenka po piosence i popijaliśmy co chwila alkohol donoszony przez Ricka...
Po zaśpiewaniu Just Saying** zeszłam ze sceny aby odebrać wciąż wibrujący telefon...Odeszłam kawałek i odebrałam...
-Czego chcesz Jace?! -warknęłam
-Nareszcie! Tak ciężko jest ci odebrać ten pieprzony telefon?!
-Nie jestem dzieckiem! Umiem o siebie zadbać i nie potrzebuje niańki! -Zaśmiałam się.. Chyba już za dużo wypiłam...
-Gdzie jesteś?
-W klubie! -krzyknęłam uradowana
-W jakim klubie?
-Pa pa Jace -rozłączyłam się. co on sobie wyobraża?! Myśli, że jak jest przystojny i inne laski zrobią dla niego wszystko tylko żeby chociaż na nie spojrzał to ja też będę się go słuchać?? To się grubo mylił! Co on w ogóle sobie wyobraża? Schowałam telefon i wyciągnęłam papierosy. Oparłam się o ścianę i zaciągnęłam się.
Po chwili przerwy wróciłam do chłopców na scenę.. Rick dał mi dwa drinki, jednego wypiłam jednym haustem a drugiego wzięłam na scenę. Luke podał mi mikrofon a chłopcy zagrali Money** później była Mrs All American**.
Zaczęliśmy śpiewać ostatnią piosenkę...
~Woah oh, woah ohhh, woah oh
Here's to teenage memories
Woah oh, woah ohhh, woah oh
Here's to teenage
Here's to teenage memories
Woah oh, woah ohhh, woah oh
Here's to teenage
...
W tym momencie zobaczyłam dziwnie znajome kolorowe włosy
...
Can I call, wake you up on a Sunday?
Late night, I think we need a getaway
Headlights, hold tight, turn the radio loud (turn the radio loud)
Let me know where to go and I'll get you there
Tell the truth and I'll show you how to dare
Flashlights, held tight, we can own this town
Late night, I think we need a getaway
Headlights, hold tight, turn the radio loud (turn the radio loud)
Let me know where to go and I'll get you there
Tell the truth and I'll show you how to dare
Flashlights, held tight, we can own this town
...
Zaśpiewał Luke
...
Never say goodbye
...
Zaśpiewał Ash a po chwili ja zaczęłam refren
...
So kiss me, kiss me, kiss me
And tell me that I'll see you again
Cause I don't know
If I can let you go
So kiss me, kiss me, kiss me
I'm dying just to see you again
Let's make tonight the best of our lives, yeah
Here's to teenage memories***~
And tell me that I'll see you again
Cause I don't know
If I can let you go
So kiss me, kiss me, kiss me
I'm dying just to see you again
Let's make tonight the best of our lives, yeah
Here's to teenage memories***~
...
Gdy kończyłam ostatnie słowa czyjeś ręce złapały mnie...
-Clary idziemy...
-Kiss me Jace - powiedziałam i wpiłam się chłopakowi w usta...
*Amnesia (fragment) 5 Seconds of Summer
**5 Seconds of Summer
*** Kiss me kiss me (fragment) również 5 Seconds of Summer
********************************************************************
Oto nadchodzę z nowym rozdziałem. Przepraszam, że taki chujowy...
Mam nadzieję, że mi to jednak wybaczycie i spojrzycie na mnie łaskawym okiem... :*
Życzę miłego czytania!!!
czwartek, 18 lutego 2016
Rozdział 5
Dwa tygodnie później...
~Clary~
-Izzy długo jeszcze??!! -jęknęłam. Czarnowłosa wyciągnęła a raczej zmusiła do wyjścia z nią na zakupy.
-Czy ty musisz tak jęczeć? Dobra już kupiłam to co chciałam. Możemy iść już do chłopaków.
-Nareszcie!!! -krzyknęłam i wyszczerzyłam się do niej na co dziewczyna tylko teatralnie westchnęła.
Weszłyśmy do kawiarenki a ja od razu skierowałam się do stolika zajętego przez Aleca i Jace`a i usiadłam ciężko na kanapę obok tęczowowłosego, który zaśmiał się tylko
-I czego się tak szczerzysz?! - warknęłam zła i zmęczona
-B myślałem, że wszystkie dziewczyny lubią zakupy ale po twojej minie widzę, że zakupy z Izz nie należą do twoich ulubionych zajęć. -zaśmiał się jeszcze głośniej, chciałam być na niego zła ale nie potrafiłam jeszcze ten jego śmiech... Clary kurwa ogarnij się on jest dupkiem... ale jakim przystojnym dupkiem
-Och zamknij się -warknęła czarnowłosa. Chłopak chciał jej coś odpyskować ale w tym momencie podeszła kelnerka...
-Co podać? - zapytała z uśmiechem
-Ja poproszę duża porcje lodów cytrynowo-śmietankowych z polewą porzeczkową i do tego dużego szejka czekoladowego - powiedziałam a oczy trójki nefilim spoczęły na mnie -No co muszę odreagować po tych torturach które zafundowała mi Izzy.
-A dla państwa -zapytała kelnerka i zawiesiła swój wzrok na Waylandzie
-Ja poproszę szejka truskawkowego i sernik śmietankowy -powiedziała Izzy
-Ja wielkiego hamburgera i szejka czekoladowego powiedział Jace a kelnerka wszystko grzecznie notowała
-Ja też chcę hamburgera ale do tego szejka waniliowego i jeszcze sałatkę grecką i szejka truskawkowego -złożył zamówienie Alec -Magnus zaraz przyjdzie -odpowiedział na nasze pytające spojrzenia a my tylko pokiwaliśmy głowami. A tak na marginesie to Magnus i Alec byli już oficjalnie parą. Osobiście uważam, że uroczo razem wyglądają.
-Witam was groszki pachnące -Magnus przywitał się ze wszystkimi i usiadł obok swojego chłopaka. Po chwili przyszła kelnerka z zamówieniem.
-Słyszeliście, że do instytutu ma przyjechać jakiś nowy -odezwał się Alec
-Wiem tylko, że nazywa się Jonathan. Clary czy ty serio masz zamiar to zjeść??
-Oczywiście -odpowiedziałam wpychając do ust wielką łyżkę lodów na co chłopcy tylko zaśmiali się -Clary słyszałem, że twoja matka już wróciła -odezwał się czarownik
-Tsa też o tym słyszałam ale nie kontaktowała się ze mną na szczęście.
-Dla twojego zdrowia fizycznego tym lepiej im dłużej jest od ciebie z dala -wysłałam mu spojrzenie pełne wyrzutu
-O co chodzi? - zapytała Izzy z Jacem jednocześnie
-O to, że...
-O nic! -przerwałam czarownikowi, rzuciłam banknot na stół i wściekła wybiegłam
-Clary poczekaj!! -ale ja już biegłam w stronę parku.
~Magnus~
-O nic! -krzyknęła wkurzona rudowłosa. Chyba nie powinienem poruszać tego tematu... ona nawet nie chciała rozmawiać o tym jak przychodziła po jakąś maść na rany bo runy nie działały...
-Clary poczekaj! -zawołał rudą Jace i wybiegł zaraz za nią. Zostałem z moim chłopakiem i Izzy...
-Magnus o co chodzi z Clary? zapytał mój chłopak
-O nic. Przegiąłem! Jasne! Nie powinienem był się w ogóle odzywać... -byłem zły a siebie i nie powinienem wyżywać się na Alecu, ale nie chciałem żeby Clary była na mnie zła znałem ją od dziecka i była dla mnie jak córka-przepraszam nie powinienem na was podnosić głosu...
Po pół godzinie Alec dostał smsa, żebyśmy przyszli do parku.
~Izzy~
Po smsie od Jace poszliśmy do parku i po dwudziestu minutach znaleźliśmy nasze gołąbeczki siedzące nad stawem. Naprawdę do siebie pasowali i wiedziałam, że Jace chciałby być z Clary ale ona tego nie chciała szczerze to nie wiem czemu przecież widać, że czuje coś do blondyna ale zawsze gdy o tym wspominam mówi, że ona nie wie co to miłość.
Jak już mówiłam znaleźliśmy ich w parku nad stawem karmiących kaczki. Co było najlepsze Jace boi się kaczek i rzucał kawałki jak najdalej a kiedy któraś była za blisko niego odsuwał się rudowłosa śmiała się co chwila z niego a o patrzył się na nią obrażony ale za chwile śmiał się razem z nią.
-Ale wy pasujecie do siebie -usłyszałam za plecami dziwnie znajomy głos.
-Maia! Jordan! -Clary wstała z miejsca i podbiegła do pary. Odwróciłam się...
-Oczom nie wierze! Co wy tu robicie?! - powiedziałam i również podeszłam się z nimi przywitać.
-Przyjechaliśmy się z wami spotkać i zaprosić was na nasz ślub.
-Gratulacje! -powiedzieliśmy w piątkę naraz i znowu zaczęliśmy się wszyscy obejmować.
-Kiedy ślub? -zapytałam
-Planowaliśmy za miesiąc i właśnie przyjechaliśmy się również zapytać czy nie chcielibyście nam pomóc przy zorganizowaniu całej uroczystości?
-Pewne, że pomożemy -powiedzieli równo Jace i Clary i spojrzeli się po sobie...
-A właśnie co do waszej czwórki -wskazała na mnie, Aleca, Jaca i Clary -czy zgodzilibyście się zostać nasza drużba?
-No pewnie!! -krzyknęłam uradowana
-Jace bo dwie rzeczy nie dają mi sprawy -odezwała się Maia
-Po pierwsze... Coś ty zrobił z włosami??!!
-Ja nic -powiedział i ostentacyjnie przejechał ręką po włosach -a ta druga rzecz to...
-Od kiedy jesteś z Clary?! I czemu nic nie mówicie, że jesteście razem?!! Czekam aż któreś z was się odezwie na ten temat ale nic cisza wiec sama musze go poruszyć...
-Ale my nie jesteśmy razem -powiedział chłopak
-Co? Jak to? Myślałam, że... dobra nie ważne. -powiedziała zmieszana
-Ja też uważam, że powinni być razem - odezwałam się
-Ale nie jesteśmy ok?! A teraz koniec tematu. -powiedziała rudowłosa po czym zadzwonił jej telefon. Odebrała go i odeszła kawałek dalej..
-Za miesiąc będzie czerwiec wiec jeżeli będzie ładna pogoda można przyjęcie urządzić na dworze. -zaczęłam rozmowę o ślubie -Masz już suknie?
-Nie jeszcze nic nie mamy oprócz listy gości, daty i drużby -powiedziała Maia i uśmiechnęła się.
-Wybraliście już kogoś kto udzieli wam ślubu? -kontynuowałam przecież mamy mało czasu...
-U wilkołaków przywódca stada udziela ślubu więc będzie to pewnie Luke. -odezwał się Jordan
-Jordan masz garnitur?
-Jeszcze nie...
-więc jutro z Jacem i Alekiem kupicie a ja z Maią i z Clary pójdziemy po suknie. Co nie Clary? -zapytałam się dziewczyny, która właśnie skończyła rozmawiać przez telefon.
-Tak. Wszystko co tylko chcesz tylko jutro bo ja muszę już lecieć -pożegnała się ze wszystkimi i poszła. Zaraz po Clary zniknął też Jace, później Alec z Magnusem gdzieś poszli i zostałam sama z Maią i Jordanem. Odprowadziłam parę i wróciłam do domu przygotować się na imprezę u wampirów...
~Jace~
-Zatrzymasz się wreszcie czy nie? -Złapałem dziewczynę za rękę i odwróciłem w swoją stronę
-Czego chcesz?! -warknęła na mnie
-Chce tylko porozmawiać. Nic więcej
-Ale może ja nie chce
-Clary proszę cię powiedz mi co się dzieje? O co chodzi?
-O nic. A teraz puść mnie!
-Spokojnie. Wiesz, że mi możesz powiedzieć wszystko...
-Nie, nie wiem. Nikomu nie mogę ufać całkowicie.
-Mi możesz...
-Nie. Moja matka nie wie o mnie prawie nic. Nienawidzi mnie i zresztą ja też jej nienawidzę. Magnus jest jedyną osobą której ufam całkowicie, chociaż chyba źle zrobiłam...
-Ku**a dziewczyno zależy mu na tobie i martwi się o ciebie!
-Ale to nie znaczy, że może mówić wam o czymś o czym wie tylko on, moja matka i Luke. A zresztą co cię to w ogóle obchodzi?!
-Bo mi też na tobie zależy. Clary ja naprawdę chcę żebyś była szczęśliwa i żebyś mi zaufała...
-Czemu mam zaufać tobie skoro w pełni nie ufam Vanessie i Simonowi, czemu mam komukolwiek zaufać skoro nie wiem czy mogę zaufać samej sobie...
-Jesteś wspaniałą dziewczyną i nie możesz w to wątpić Clary ja tobie ufam powierzył bym tobie własne życie... Ostatnio jak rozmawialiśmy...
-Ostatnio mówiłam ci tyle ile wiedziałam, że mogę ci powiedzieć. Nie wiem czemu od początku czuje, że mogę ci zaufać i dlatego tak wyszło... ale nie wiem czy mogę ufać własnym uczuciom...
-Chodź tu do mnie -powiedziałem i wyciągnąłem ramiona aby przytulić o dziwo wtuliła się we mnie. Po kilku minutach dziewczyna odsunęła się ode mnie i usiadła po turecku na trawie, a.. ja usiadłem obok niej.
-Nie będę teraz naciskał powiesz mi jak będziesz gotowa ok? -dziewczyna pokiwała tylko głową i oparła ją na moim ramieniu. Siedzieliśmy tak kilka minut...
-Pójdźmy kupić coś do jedzenia dla kaczek...
-Wiesz przecież, że
-Tak wiem, że boisz się ich ale proszę patrz takie malutkie i głodne. Proszę. -co miałem zrobić zgodziłem się.
-No dobra dla ciebie wszystko. -uśmiechnęła się do mnie i poszliśmy kupić chleb dla tych małych bestii...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Przepraszam. Znowu zawaliłam. Ten rozdział jest dłuższy i mam nadzieje, że chociaż trochę spojrzycie na mnie łaskawszym okiem...
Mam nadzieję, że wam się spodoba.
Życzę miłego czytania. I liczę na jakieś komentarze z waszymi opiniami... :*
Subskrybuj:
Posty (Atom)