wtorek, 18 kwietnia 2017

Rozdział 14

~Clary~
Od tygodnia nie mam koszmarów i wszystko zaczyna się powoli układać. Wiem, że spokój nie potrwa długo i Jocelyn w końcu któregoś dnia zaatakuje. Z Jasem układa mi się coraz lepiej, Izzy z Jonathanem też są  na dobrej drodze do bycia w związku, Alec wyprowadził się do Magnusa... Jak zawsze mamy dużo zgłoszeń, raz w tygodniu występuje z chłopakami...
-O tu jesteś! A ja cię wszędzie szukam
-Przepraszam Isabelle zamyśliłam się
-Czyżbyś myślała o pewnym blondynie? -zapytała znacząco poruszając brwiami
-Też. Ale bardziej nad tym, że niepokoi mnie ten pozorny spokój... Zero śladu działalności Jocelyn, musimy ją znaleźć.
-Wiem.. Znajdziemy ją wkrótce.. A teraz chodź bo musze sobie kupić sukienkę na randkę z Jonem.. Mam tylko nadzieję, że nie dostane okresu...
-Czekaj... Co powiedziałaś?
-Clary o co ci chodzi. Jesteśmy z Jonathanem już dorośli zresztą ty z Jasem...
-Nie o to chodzi.. -zniecierpliwiona machnęłam ręką -Spóźnia mi się okres
-Ile?
-Nie wiem powinnam dostać minimum tydzień temu
-Zajdziemy po drodze do apteki
-Izzy a co jeśli jestem w ciąży. Tylko nie teraz. Nie mogę w tym wieku i w takiej sytuacji mieć dziecka
-Clary spokojnie.. Chodź


~Isabelle~
W drodze do galerii zaszłyśmy do apteki po test ciążowy. Clary była strasznie zdenerwowana, rozumiem ją też nie chciałabym zajść w ciąże wiedząc, że w każdej chwili może wybuchnąć wojna.
-Najpierw znajdźmy dla ciebie sukienkę.. okej? -zaproponowała rudowłosa
-Jasne
Chodziłyśmy od sklepu do sklepu jednak dopiero w którymś z kolei i po jakiś dwóch godzinach szukania znalazłam idealną sukienkę.
-Chodź -pociągnęłam dziewczynę za rękę w stronę toalet -Ja tu na ciebie zaczekam. Razem sprawdzimy.
-okej -powiedziała głosem wypranym z emocji
Po pięciu minutach wyszła z testem w ręku.
-Pokaż sprawdzimy. -Spojrzałam na przedmiot znajdujący się w zaciśniętej dłoni Clary, dziewczyna również w końcu spojrzała na test.. Nie mogłam dalej uwierzyć, że będę ciocią...
-Clary jak się z tym czujesz? -zapytałam ostrożnie
-Jest okej. -spojrzała mi w oczy w których widziałam, że podjęła jakąś ważną decyzje -Ale wracajmy już do Instytut
Przez całą drogę rozmawiałyśmy jak Clary przekaże ta wiadomość Jasowi
-Trzymaj za mnie kciuki -powiedziała po czym poszła szukać blondyna.

~Clary~
Szłam właśnie do pokoju mojego chłopaka, żeby mu powiedzieć o tym, że jestem w ciąży...
Usłyszałam głosy dobiegające z pokoju Aleca i zapukałam do drzwi i nie czekając na zaproszenie weszłam. Chłopcy przerwali na chwilę rozmowę
-O cześć -powiedział Alec
-Cześć Isabelle już się szykuje? -Zapytał się mój brat
-Witaj piękna -powiedział blondyn. Podeszłam do niego dałam mu buziaka w policzek i usiadłam obok niego
-Hej wszystkim. O czym rozmawiacie? -zapytałam -A i tak Izzy poszła wziąć prysznic 
-O tym, że Jace nie chce mieć dzieci -powiedział Jon a ja poczułam jakby mnie ktoś spoliczkował, moje ciało nagle całe zesztywniało
-Ale tylko przez jakieś pięć najbliższych lat -Objął mnie -Ej co jest jesteś cała spięta
-Nic. Jestem tylko zmęczona. Pójdę zobaczę jak radzi sobie Izzy i się położę. 
Gdy wychodziłam przypomniało mi się jeszcze coś
-A Jonathan Isabelle mówiła, żebyś na pewno ubrał się elegancko bo inaczej was nie wpuszczą.....

~Jace~
-Clary? Śpisz? -wszedłem cicho do pokoju rudowłosej. W pokoju panowała zupełna cisza. Zapaliłem światło i zamarłem.... Pokój wyglądał jakby nikt nigdy tu nie był... Gdzie są rzeczy mojej dziewczyny i co najważniejsze Gdzie jest moja Clary??!!

sobota, 18 marca 2017

Rozdział 13

~Clary~
Właśnie rysowałam, gdy do mojego pokoju wpadła uradowana Isabell
-Coś się stało -zapytałam znad bloczku kartek
-Rozmawiałaś z nim? -zapytała wprost jednak ja pomimo tego iż bardzo dobrze wiedziałam o kogo jej chodzi zapytałam się. ..
-Z kim?
-Z Jacem oczywiście -usadowiła się obok mnie na materacu
-Nie dopiero dzisiaj miałam to zrobić  -skłamałam. Wiem ze nie powinnam ale miałam w tym swój cel
-Cóż myślałam że tak. Cały chodzi w skowronkach -powiedziała zbita z tropu i jakby zawiedziona?
-Wow szybko się pocieszył... -Co ja mam powiedzieć?? Z jednej strony mogłam powiedzieć prawdę ale z drugiej będzie mi na rękę jeżeli przez jakiś czas będzie zajęta swataniem mnie i Jace'a
-Clary on cię kocha do szaleństwa!! Na pewno nie ma nikogo na boku ani nikim się nie pociesza!! -była tego taka pewna że musiałam się uśmiechnąć.
-A co tam u ciebie i Jonathana? -zapytałam zmieniając temat, jeżeli dalej będziemy rozmawiać o mnie Jasie to wygasa jej wszystko. Izzy zrobiła się cała czerwona na twarzy
-Nie wiem o czym mówisz
-Jeżeli nie wiedzialabym ten rumieńców wydały cie
-Ja nie wiem nawet czy mu się podobam
-Patrzy się za każdym razem na ciebie jak na 8 cud świata
-Nie zmieniaj tematu rozmawialiśmy o tobie i... - w tym momencie cie przeszedł mi sms. Zerknelam na ekran... 

 Od Jace
Spotkamy się dzisiaj? Tęsknie już za Tobą.
Uśmiechnęłam się mimowolnie do telefonu i szybko odpisałam.
Do Jace
Jasne już nie mogę się doczekać. Też tęsknie :)



-Kto to? -zapytała się Izzy
-Calum z chłopcami chcą się dzisiaj spotkać. -Skłamałam nie chciałam okłamywać Izzy ale póki co nikt nie może dowiedzieć się, że jesteśmy z Jacem razem.


Od Jace
Będę na ciebie czekał w ogrodzie obok fontanny za pół godziny :D
Do Jace
Będę punktualnie
Wstałam z łóżka aby się przebrać, Isabelle przyglądała mi się uważnie jakby wiedziała, że ją okłamuje. Kiedyś by to po mnie spłynęło ale teraz czuje się niezręcznie. Założyłam czarne jeansy i koszule w czerwono-czarną kratę. Przeczesałam włosy i poprawiłam makijaż pod czujnym okiem Izzy. Założyłam do tego moje ukochane czarne trampki..
Spojrzałam na zegarek stojący na stoliku nocnym, miałam jeszcze dwadzieścia minut.
-Mam jeszcze chwile -uśmiechnęłam się do brunetki. -Izzy mogę cię o coś poprosić?
-Zawsze
-Czy......
~Jace~
Czekałem na Clary przy fontannie, wszystko było już przygotowane. Stałem oparty o krawędź fontanny gdy usłyszałem chrząkniecie. Znajoma dłoń spoczęła na moim ramieniu.
-Jace? -Odwróciłem się. Przede mną stała Clary.. -Wszystko w porządku?
-W jak najlepszym. -Uśmiechnąłem się do niej -Przepraszam zamyśliłem się. Długo tu stoisz?
-Stosunkowo krótko -również się do mnie uśmiechnęła po czym pocałowała mnie w policzek -Przejdziemy się czy będziemy tak tu stać? -zapytała -Troszkę okłamałam Isabelle i nie chciałabym żeby to się wydało tak szybko -złapałem ją za rękę
-Chodźmy. Mam dla ciebie niespodziankę



~Clary~
Czas spędzony z Jasem był najlepszym co mnie dzisiaj spotkało. Siedzieliśmy na kocu rozmawiając i jedząc smakołyki które przygotował. Niespodzianka zdecydowanie mu się udała.
Teraz leże i próbuje zasnąć... Jednak gdy mi się to udaje...

Po raz kolejny jestem przykuta do ściany. Znowu spotykam zakapturzoną postać o dziwnie znajomym głosie. Tak samo jak poprzednimi razy znajduję się w ciemnych lochach.
-Witaj ponownie Clarisso
-Czego ode mnie chcesz?
-Mam dla ciebie propozycję nie do odrzucenia -przejeżdża dłonią po mojej twarzy na co wzdrygam się z obrzydzenia
-Po pierwsze nie dotykaj mnie -warknęłam -Po drugie nie będę wchodziła  z tobą w żadne układy -splunęłam na niego
-Przegięłaś szmato! I tak będziesz moja! Już niedługo się spotkamy na javie w tedy będziesz moja i tylko moja!
-Pamiętaj, że w prawdziwym życiu nie będę przykuta do ściany... A w tedy to ty pożałujesz, że zadarłeś ze mną!! -warknęłam. Mężczyzna wziął ten sam skalpel co zawsze i przyłożył mi go do twarzy
-Dzisiaj cię oszczędzę. Ale tylko dlatego, że moja przyszła żona nie może mieć całego ciała pokrytego bliznami -Roześmiałam się 
-Prędzej umrę niż za ciebie wyjdę za mąż
-Do tego też dojdziemy. Spokojnie. Do zobaczenia kochanie
-Nie masz prawa mnie....

Zerwałam się ze snu cała spocona. Spojrzałam na zegarek. Jest 2:27 ale wiem, że już nie zasnę. Wstaje, zakładam cos wygodnego i idę do sali treningowej przy okazji zahaczając o kuchnie, z której biorę dużą butelkę wody.
Najpierw zaczynam od krótkiej rozgrzewki, później przechodzę do rzucania sztyletami, strzelania z łuku, kilka ćwiczeń na wysokości, walka z manekinami, rozciąganie się i zaczynam cały proces od początku...

***
Nie wiem ile mija czasu, jednak nie mogę przestać ćwiczyć. To mnie odpręża. Po raz kolejny rzucam sztyletami...
-Nie możesz spać -odwracam się w stronę drzwi i odruchowo rzucam sztyletem, który wbija się w drzwi..
-Przepraszam -mówię -Zaskoczyłeś mnie
-Nie szkodzi. Na szczęście nie trafiłaś i nie będę chodził z pokiereszowaną twarzą -mówi po czym uśmiecha się -Długo już tu jesteś?
-Przepraszam. Taki odruch -uśmiecham się nie pewnie -Parę godzin? Która jest? -chłopak odwzajemnia uśmiech i podchodzi do mnie
-Jest parę minut po szóstej -spoważniał -Coś się stało? O tej porze siostrzyczko powinnaś jeszcze spać albo dopiero wstawać -zaśmiałam się gorzko
-Nie. Tylko nie mogłam  spać. Tak na prawdę to zazwyczaj wstawałam o piątej i dopiero w instytucie się troszkę rozleniwiłam
-Chodź zjemy coś -wyciągnął do mnie rękę którą ujęłam pewnie i pozwoliłam pociągnąć się w stronę kuchni.
-Ale ty gotujesz.
-Dobra.
-Mam nadzieję, że dobrze gotujesz bo jestem strasznie głodna
-Spokojnie nie otruje cię a to chyba najważniejsze -zażartował
-No ja myślę, że mnie nie otrujesz. Przecież jestem twoją najukochańszą siostrą
-Bo jedyną


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
~~~~~~~~~
Miłego czytania, zapraszam do komentowania i do następnego;)


niedziela, 19 lutego 2017

Rozdział 12

~Jace~
-Clary? -Złapałem rudowłosą za nadgarstek -Możemy porozmawiać?
-Rozmawiamy...
-Na osobności. Proszę..
-Dobrze... -powiedziała niepewnie. -Chodźmy gdzieś więc. 
-Co proponujesz? -zapytałem 
-Ty zapraszasz ty wybierasz lokal. -Nasza rozmowa stała się zupełnie beztroska jakbyśmy nie mieli przeprowadzić jednej z najcięższych rozmów w życiu. -Co powiesz na kawę?
-Niech będzie. 

Weszliśmy do jednej z najlepszych kawiarni w mieście. Zajęliśmy miejsca przy jednym z odosobniony stolików. Po chwili podeszła do nas kelnerka. 
-Co mogę podać? 
-Ja poproszę duża latte. -powiedziałem 
-A ja duże mocne espresso 
- Coś jeszcze?
-Lody dwie gałki śmietankowy i dwie cytrynowych -Clary uśmiechnęła się do kelnerki i odłożył menu
-Ja poproszę sernik z lodami czekoladowym -powiedziałem patrząc na rudowłosa bawiąc się kosmyk em włosów. Ciekawe czy jest świadoma, że to robi? 
-Spodobałeś się jej
-Ja? Komu?
-Tej kelnerce. Nie widziałeś jak się do ciebie silnika? -prychnęła moja towarzyszka
-Wolałbym żeby ktoś inny slinil się na mój widok. 
-Tak? Możesz mieć każda a... 
-Ale -przerwałem jej -Chce tylko Ciebie! -powiedziałem lekko podnosząc głos i akcentuje ostatnie słowo. Dziewczyna zarumienila się.. Jaka ona jest piękna 
-Jace ja nie wiem czy ja potrafię kochać... Ale...
-Proszę daj mi szansę -przerwałem jej 
-Ale chciałabym spróbować  -Zerwałam się z miejsca, wziąłem dziewczynę w ramiona i obkrecilem się z nią kilka razy. Zaśmiała się i zarzuciła mi ręce na szyje
-Clary. Moja Clary. -wyszeptał jej w szyję - chciałem to powiedzieć juz od dłuższego czasu. Nie wiem jak to zrobiłaś ale zmieniłaś mnie w tak krótkim czasie. Zakochałem się w tobie i zrobię dla ciebie wszystko
-Nie wiem czy nie jest zawczesnie na takie wyznania ale... ale  myślę że też się w tobie zakochałam Jace i wiem ze dzięki tobie zaczynam wierzyć że miłość potrafi uczynić nas mocniejszym ze jest czymś pięknym a nie niszczycielskim...  Ja jeszcze chciałam cię przeprosić za moje zachowanie -powiedziała niepewnie
-Nie masz za co mnie przepraszać ja też byłem winny
-Ale... - nie dałem jej dokończyć bo zamknąłem jej usta pocałunkiem który odwzajemniła. Oderwał ism się od siebie i lekko spędzenia ale szczęśliwi zajelismy swoje miejsca. Po kilku minutach kelnerka przyniosła nam nasze zamówienie. 

Gdy wróciliśmy do Instytutu było już późno. 
-Dobranoc Jace -powiedziała rudowłosa i cmoknela mnie w policzek 
-Dobranoc piękna 




~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Oto kolejny rozdział. Przepraszam ze krótki.  Mam jednak nadzieję że wam się spodoba. Życzę miłego czytania i mam nadzieje ze wyrazić swoją opinię w komentarzach.

sobota, 4 lutego 2017

Rozdział 11 cd.

~Alec~
-Alec co ja mam zrobić? -zapytał się blondyn
-Porozmawiaj z nią...
-Pff Alec ona nie będzie chciała ze mną rozmawiać. Co jeśli...
-Co jeśli co?? Nie możesz tego wiedzieć. Ale wiesz co ja wiem?? -pokręcił głową -Wiem ze ty kochasz ja a ona ciebie. Tylko zachowuje jak gowniarze. Dzieci w przedszkolu lepiej by się zachowały i rozegrały ta cała sytuacje...
-Clary mnie kocha?
-Myślałem że widzisz kiedy podobasz się komuś... chociaż nie... Jak mi się podobałeś to tez tego nie widziałeś ale...
-Chwila... Czekaj... PODOBAŁEM CI SIĘ??!!!
-Jace... uspokoj się już mi przeszło i wiedziałem ze to nigdy by się nie udało jesteśmy braćmi i najlepszymi przyjaciółmi
-Dalej nie dociera do mnie ze gdy ja naprzyklad trenowałem ty wyobrażałem sobie że....
-Błagam nie kończ... -czułem się cholernie niezrecznie ale na szczęście uratowalo mnie pukanie do drzwi -Proszę
Drzwi się otworzyły i do mojego pokoju weszła
-Izzy nawet nie wiesz jak ja cie kocham!! -Krzyknąłem niemal rzucając się na nią aby ja przytulic ze uratowała mnie od kontynuowania tej rzenujacej rozmowy.
-Brałeś coś? -zapytała patrząc się na mnie jak na kompletnego debila i odsuwajac się ode mnie -Maryse kazala zawolac was na kolacje. -powiedziała poczym nie czekając na nas odwróciła się i poszła w stronę jadalni. Po chwili szliśmy z Jacem równo z nią.
-Już wrócili? -zapytałem
-Mama przywiozła Maksa
-Na długo zostają?
-Maks zostanie przez jakiś czas pod naszą opieka a mama wraca pojutrze do Idrisu...
-Izzy? -zapytał niepewnie Jace
-Co chcesz?
-Rozmawiałas z Clary?
-Nawet jeśli to i tak... -nie dane było jej dokończyć bo blondyn jej przerwał
-Chce tylko wiedzieć czy opowiedziała ci wszystko?
-Tak. -przerzucila włosy do tylu- Jeśli już musisz wiedzieć to tak.
-Aaaa.. I już wszystko jasne..
-Co? O co ci chodzi? - kompletnie nic z tego nie rozumiałem.
-To dlatego twoja siostra patrzy się mnie jak na debila i wiem ze tak patrzy się na mnie prawie zawsze ake teraz jakbym był jeszcze większym debilem ale jednocześnie mniejszym i mogę się założyć ze teraz właśnie coś knuje jak by tu zeswatac...
-Kto kogo będzie swatał -wtrącił się cienki dziecięcy głos mojego młodszego braciszka
-Maks! - krzyknelismy z Jacem razem radośnie.. Przytuliliśmy młodego na powitanie jakby to Jace powiedział "po męsku"
-Kto kogo chce zeswatac? -ponownie pytanie
-Twoja siostra Jace'a -odpowiedziałem
-Z kim?
-Przekonasz sis niedługo
-A wiesz co?
-Nie ale mam nadzieje ze zaraz mi powiesz...
-Mam dziewczynę
-Tak? Żartujesz? A przestawisz mi ją
-Jasne zrobię to nawet zaraz
Weszliśmy do jadalni w której Maryse z Clary kończyły podawać do stołu. Maks podbiegł do rudowłosej która uśmiechając się do niego pozwoliła przyciągnąć się do nas
-Alec poznaj Clary moja dziewczynę -Dziewczyna roześmiała się i dała buziaka w policzek dla mojego brata
-No pewnie taki chłopak jak ty to skarb -powiedziała do niego
-Nie jest dla ciebie za stara -zapytał się Jace. Czyżby był zazdrosny o małego Maksa
-Nie!! - krzyknął uradowany i niezrazony chłopiec. Clary spojrzała się tyko na niego z dezaprobata
-Kurcze Jace -krzyknął em udając przerażone - Maks odbił ci dziewczynę!! A nie zna jej nawet dnia a ty znasz ja juz tyle czasu i nic...

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~ 
Przepraszam za błędy i pomimo nich życzę miłego czytania. Mam nadzieje ze wam się spodoba.



wtorek, 17 stycznia 2017

Rozdział 11

~Clary~
Budzę się wtulona w czyjąś klatkę piersiową. Gdy resztki snu schodzą mi z powiek ktoś ogarnia mi kosmyk włosów z policzka za ucho.
-Widzę, że już się obudziłaś. -słyszę aż nazbyt znajomy głos. Zrywa się do pozycji siedzącej...
-Co... Czemu... Kurwa co jest grane czemu ja spałam z tobą w jednym łóżku czemu jesteśmy nadzy Jacek o co chodzi??? -mowie to wszystko na jednym oddechu. Nagle wspomnienia z wczorajszej nocy wracają... Pocałunki śpiewanie z Jacek i wiele wiele więcej to wszystko jest mile memu sercu... kurwa Clary nie masz prawa tak myśleć! Pamiętasz...
-Kochać to niszczyc a być kochanym to zostać zniszczonym
-Co?
-Nic musze iść
-Możemy chociaż porozmawiać...
-O czym?? -zadaje głupie pytanie chociaż wiem dokładnie o co mu chodzi
-Dobrze wiesz. Nie udawaj głupiej Clary. Oboje wiemy, że dla obojga z nas to coś znaczyło...
-A może właśnie się mylisz -przerywam mu -Może dla mnie to nic nie znaczyło?
-Dobrze. A znaczyło to coś dla ciebie?
-Nie. -odpowiedz jest za szybka żeby mogła być prawdziwa, nawet nie patrzę mu w oczy, a kłamstwo boli, boli tak jak jeszcze żadne kłamstwo mnie nie bolało. Wiem ze blondyn wyczuł, że kłamie.
-Spójrz mi w oczy i powiedz ze to dla ciebie nic nie znaczyło. -powiedział niemal, że blagalnie
-Powiedziałam juz ze to dla mnie nic nie znaczyło! Czy to tak trudno zrozumieć? ! Niepowtarzalny Jacek Herondale dostał kosza od dziewczyny. Za bawiła się nim i rzuciła tak jak on postępował z wieloma innymi dziewczynami! -nawet nie wiem kiedy podniosłam glos- Zadowolony?! -sycze
-A więc o to chodzi. Boisz się ze będziesz jedna z wielu?
-Nie -owinięta w kołdrę zbieram i zakładam swoje ubrania które porozrzucane są po całym pokoju chłopaka
-Clary proszę cię wysłuchaj mnie
-Nie ma takiej potrzeby. A zresztą spieszę się.
-Clary zależy mi na tobie. Wierz mi lub nie ale.. kurwa! Jesteś pierwsza dziewczyna której to mówię. Clarissa Morgenstern kocham cie! -wow tego się nie spodziewałam... na tę słowa moje serce ścisłego się z bólu.. może powinnam mu zaufać może powinnam... chłopak wpatrywał się we mnie oczekując jakiejś reakcji z mojej strony jednak ja woatrywalam się w niego oniemiała.. co ja mam zrobić... powinnaś to zakończyć! Miłość wszystko niszczy!
-Jace ja.. ja nie mogę - dalej owinięta w pościel chłopaka uciekam do siebie do pokoju.. zatrzasowszy za sobą drzwi, przekrecilam klucz i zsunelam się po ścianie tuż obok drzwi aby się skulic i schować twarz w dłoniach... Uczucie beznadziejnosci rozlewa się po moim ciele. Nawet nie wiem kiedy pierwsze łzy zaczęły płynąć po moich policzkach. Nie wiem jak długo tak siedziałam w końcu jednak wzięłam się w garść owinełam z kołdry wzięłam częstą bieliznę i wzięłam długi prysznic. Woda rozluźnia moje mięśnie. Wytarla się i ubrała.  Rozczesalam włosy i związałam je w kucyk. Rzęsy lekko pociągnęła tuszem. Podeszłam do szafy i wyjęła czarny top który od razu nałożyłam, do tego czarne leginsy i czarne trampki. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę z tego jak bardzo jestem głodna.  Spojrzałam na zegarek który wskazywał godzinę 12:25. Udałam się do jadalni na szybkie spóźnione śniadanie...
-Nareszcie wyszłaś!- wrzasnął uradowany Izz - walił do ciebie a ty nawet się nie odzywalas
-Brałam prysznic
-Godzinę?
-To był długi prysznic.
-Clary napewno wszystko okej
-Jasne. Wpadłam tylko na szybkie śniadanie i idę na zakupy... do księgarni -dodałam szybko widząc minę czarnowłosej
-I tak pójdę z tobą
-Jak dla mnie bomba -uśmiechnęła się.  Usmazylam sobie szybko jajecznice i zrobiłam kawę. Po zpozytym śniadaniu poszłam po torebke do której wrzuciłam telefon i portfel. Wzięłam jeszcze skajke i byłam gotowa.
-Izzy już -zapukał do pokoju dziewczyny i weszlam
-Czekaj tylko znajdę buty... -powiedziała i wychylila się z zza łóżka aby po chwili być pod nim - Mam! -Zawołała uradowany wygrzebujac się z pod łóżka i wsuwajac na nogi czarne szpilki. Poprawila się jeszcze zerknąć w lustro i moglysmy juz wyjść.

Po udanych zakupach poszlysmy na kawę do Java Jones. Młoda Lightwood bacznie mi się przyglądała...
-Mam coś na twarzy czy jak? -zapytałam zirytowana
-Nie tylko... -zaczęła niepewnie
-Isabel o co chodzi?
-Co jest między tobą a Jacem? -zaskoczyla mnie tym pytaniem.
-Nic... -odpowiedział wahając się ufalam Izzy jednak...
-Poranne krzyki i zachowanie Jace i twoje związane o czym innym...
-I co ja mam ci powiedzieć? - zapytałam zrezygnowana
-Prawdę - Tak więc opowiedziałam jej o wszystkim....


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
O to nowy rozdział. Przepraszam za błędy i za nieobecność. 

sobota, 24 września 2016

Rozdział 10

~Clary~
Dzisiaj ślub Mai i Jordana. Nie wiedziałam, że przygotowania do ślubu to takie piekło. Naprawdę. Izzy co chwila zmieniała zdanie. Może to jej wina? Hmm..? To całkiem możliwe...
-Boje się dnia w którym Izabell postanowi wyjść za mąż... -czy ja to powiedziałam to na głos?! Przy wszystkich mieszkańcach Instytutu?! To mam przerąbane...
-Co was tak śmieszy?! -czarnowłosa warknęła na roześmianych chłopców -nie rozumiem czemu Clary...
-Izzy ty przy ślubie Jordana i Mai miliard razy zmieniałaś zdanie co do serwetek już nie mówiąc o reszcie... nigdy tyle razy nie przestawiałam jednej i tej samej rzeczy w całym swoim życiu... a co dopiero będzie jak będziemy pomagać ci przy twoim ślubie...
-Spokojnie Clary schowamy się gdzieś i powiemy, że nas porwali.. -zażartował Jace
-Tylko czemu zdradzasz jej taki genialny plan -odpowiedziałam śmiejąc się
-Wiesz zanim ktoś się zgodzi z nią ożenić to zdąży o tym zapomnieć -Wtrącił się Alec
-Zapomnijcie, że pomogę wam się przygotować..!! Jesteście siebie warci!! -wrzasnęła wściekła Izabel na co my roześmialiśmy się co ja jeszcze bardziej wkurzyło
-Nawet nie wiesz jak się cieszę z twojej decyzji -położyłam jej rękę na ramieniu i powiedziałam najpoważniej jak mogłam -Będę mogła iść w spodniach!!!! -krzyknęłam radośnie rozłożyłam ramiona na boki i rzuciłam się na fotel
-ANI MI SIĘ WAŻ!!! SKORO TAK TO IDZIESZ ZE MNĄ!!! -młoda Lightwood i brutalnie ściągnęła mnie z fotela po czym mocna trzymając moją rękę pociągnęła nie w stronę wyjścia
-Chłopcy ratujcie!!
-Chcesz żebyśmy zginęli?? -odezwali się chórem
-Tak życzę wam jak najbardziej bolesnej i długiej śmierci... -nie skończyłam swojej groźby ponieważ Izabel pociągnęła mnie w stronę swojego pokoju.
-Chodź bo mamy tylko 8 godzin
-Tylko..?? Chyba aż... -jęknęłam
-A myślisz, że po co tak wcześnie was obudziłam?
-Kiedy ja nawet nie zdążyłam zjeść...
-To przynieś sobie coś i mi a ja w tym czasie pójdę się wykąpać zjemy i ty pójdziesz...


~Jace~
Właśnie Maryse zawołała nas na śniadanie kiedy do jadalni weszła Clary
-Błagam schowajcie mnie -Spojrzała się na każdego z nas po kolei
-W sumie u mnie...
-Ja znam świetne miejsce gdzie możesz się schować -przerwałem Jonathanowi jak najszybciej. Nie wiem czemu to zrobiłem...
-Dobra tylko wezmę sobie coś do jedzenia -Nałożyłem sobie i patrzyłem jak Clary nakłada sobie jedzenie na dwa talerze...
-Zjesz to wszystko -zapytałem
-Nie to jest dla Izzy... -spojrzałem na nią pytająco -To, że nie chce zakładać sukienki i malować się to nie znaczy, że nie będę o nią dbała..
-Wiesz ja chyba wole jednak żebyś założyła tą sukienkę..
-Nawet w dresie będę wyglądała lepiej niż ty z tymi włosami..
-Jak dla mnie możesz iść bez niczego..
-Twoje marzenia nie zostaną spełnione blondasku -szepnęła mi do ucha po czy wymaszerowała z  kuchni z taca ze śniadaniem.. jej glos i oddech na moim policzku... to było takie... jeszcze jej ręka muskająca mój kark...
-Ziemia do Jace'a...
-Co?
-Jedz i idziemy odpocząć póki Izzy zajmuję się Clary i Maią

***

-Zostaw już te włosy rozumiem, że cieszysz się, że są już normalne ale bez przesady nic nie robisz tylko stoisz przed lustrem... -odezwał się poirytowany Alec
-Chodźcie bo się spóźnimy i Izzy nas wypatroszy...

Ślub odbywał się w altance w Instytuckim ogrodzie.
Stałem teraz za Jordanem obok mnie stał Alec a na przeciwko Maia, Clary i Izzy. Wszystkie panie prezentowały się świetnie, chociaż i tak nikt nie mógł przebić mnie boga seksu.. chociaż... chyba powinienem powiedzieć anioła...
-Możecie się pocałować -powiedział Luke a ja oderwałem wzrok od Clary... Para pocałowała się na co wszyscy zareagowaliśmy oklaskami. Nawet nie zauważyłem kiedy minęła cała ceremonia...
Po skończonej ceremonii i złożeniu życzeń młodej parze wszyscy zebrani udaliśmy się do sali balowej. Koło godziny 19 na scenę wyszła Izabell... Muzyka ustała..
-Teraz chciałabym zaprosić na scenę Jace Herondale który zagra na pianinie i zaśpiewa w duecie... -Dziewczyna zrobiła pauzę po czym dodała -z Clarissą Morgenstern -Usiadłem przy pianinie i spojrzałem na rudowłosą która nie ruszyła się nawet ze swojego miejsca. Wszyscy odwrócili się w jej stronę. Jednak po chwili ciszy dziewczyna dopiła wino z kieliszka i przeszła przez rozstępujący się przed nią tłum, weszła po schodach i odebrała od Izzy mikrofon.
-Znasz As long as it's not about love? -zapytała
-Znam. Tylko trochę zmieniłbym podkład. -odpowiedziałem
-Na to liczyłam -uśmiechnęła się do mnie -dajesz
Stanęła na środku sceny, a ja zacząłem grać... Na początku spokojnie...
-Teraz zapraszamy młodą parę na środek parkietu -powiedziała do mikrofonu, odwróciła się w moją stronę i zaczęła śpiewać...

From the first time we touched with our eyes
Only magic could take away my heart
I am always afraid for my heart
So lay beside me now and tell me lies - sweet lies
As long as it's not about love

Shall we sail off the edge of the world
Fall forever and never look behind
But I must keep my heart from my mind
Lay beside me now and tell me lies
As long as it's not about love -zaśpiewałem

Oh the last time we touched with our eyes
And the magic was stronger than the heart
Oh, I can't run away with my heart
So, lay beside me now and tell me lies
As long as it's not about love

Tą zwrotkę odśpiewaliśmy razem. Patrzyliśmy sobie przez cały czas w oczy, robiliśmy tylko krótkie przerwy by spojrzeć tańczące na parkiecie pary...

Shall we sail off the edge of the world
Fall forever
Take my heart away but no
You can't say words about love
Ooh

If the magic comes between us
And we never meet again
Take a part of me away
'Cause maybe it's all about love
Love, ooh

Skończyłem śpiewać i chwilkę później zakończyłem grać...

-Teraz może coś weselszego? Też tak myślałam -zapytała się zebranych wyrywając ich z nastroju i od razu odpowiedziała na własne pytanie szeroko się uśmiechając -Teraz twoja kolej -szepnęła do mnie
Zagrałem początek piosenki i spojrzałem pytająco na dziewczynę, na co ona kiwnęła tylko głową, na znak, że zna ją.


Hej, hej! Hej, hej!
Hej, hej! Hej, hej! -razem

Chyba jeszcze nikt, Nie miał tak jak my...
Powiedz jak Ci minął dzień? O czym był wczorajszy sen?
Mów mi o czym tylko chcesz, Ja słucham, Czytam z Twoich ust. -ja
Powiedz mi czy wszystko gra? Co Ci jeszcze mogę dać?
Opowiadaj mamy czas, Ja słucham, A Ty szukaj słów. -Clary

 Hej, hej! Jeszcze raz!
Hej, hej! Zaczaruj czas !
Niech biegnie, niech biegnie, niech biegnie wolniej.
Hej, hej! Jeszcze raz!
Hej, hej! Niech życie nam...
Zawróci, zawróci, zawróci w głowie. -razem
Chyba jeszcze nikt Nie miał tak jak my... -Clary

Czasem chciałbym w gorsze dni Uciec stąd nie mówiąc nic...
Tam, gdzie jeszcze nie był nikt Poszukać paru lepszych chwil -ja
Nie wiem co planuje los... Czy mu o nas mówił ktoś?
Poczekajmy jedną noc Do jutra Potem chodźmy -Clary

Hej, hej! Jeszcze raz!
Hej, hej! Zaczaruj czas!
Niech biegnie, niech biegnie, niech biegnie wolniej.
Hej, hej! Jeszcze raz!
Hej, hej! Niech życie nam
Zawróci, zawróci, zawróci w głowie. -razem
Chyba jeszcze nikt nie miał tak jak my... -Clary

Ukradniemy co się da, Z ludzi się będziemy śmiać,
Podasz rękę mi a ja Do ucha będę kłamać i zmyślać -Clary

Po zaśpiewaniu jeszcze kilku piosenek, w końcu zeszliśmy ze sceny i usiedliśmy przy stoliku...
Siedzieliśmy, piliśmy i rozmawialiśmy w pewnym momencie zaczęliśmy się kłócić kto więcej wypije... Byliśmy już naprawdę pijani, kiedy po północy para młoda udała się na tradycyjne dla wilkołaków obrzędy związane ze ślubem...
-My też moglibyśmy się stąd.. -zaproponowała rudowłosa podając mi jedną butelkę wódki i drugą biorąc dla siebie.. -Chodź... -wybełkotała pociągając mnie za rękę
-Musimy pożegnać się z...
-Zamknij się właśnie to idziemy zrobić...

W końcu dopchaliśmy się do młodej pary...
-Chciałabym... ślicznie razem wyglądacie... -wybełkotała -A ty... -zwróciła się do Jordana -uważaj na nią... jeśli zranisz ją... ja się dowiem! -Uśmiechnęła się i przytuliła ich -Bawcie się dobrze.. -poruszała zabawnie brwiami -A ty pamiętaj... -wskazała na Jordana palcem
-Jaa... tego... -zacząłem się plątać na co Clary zachichotała -Po prostu cieszę się waszym szczęściem i obyście byli zawsze szczęśliwi i bawcie się tam dobrze... tylko bez małych wilczków -rudowłosa chichotała w najlepsze, a Jordan i Maia śmiali się otwarcie...
-A wam co? -Zapytała się Izzy
-Ale kto? -zapytała się ruda ledwie powstrzymując śmiech
-Wy.. -wskazała na nią i na mnie
-My? -Zapytała zaskoczona -Nic idziemy do niego dalej pić i... hmm.... nie zrozumcie mnie źle... ale idziemy w ciszy dobrze się bawić... -czarnowłosa wybałuszyła na nas oczy... a para wilkołaków zaczęła się głośno śmiać.. ja zaś hmm... ja byłem miło zaskoczony i na tyle pijany, że nie docierał do mnie do końca sens jej słów... po prostu chciałem już z nią stąd iść.  -oj wcale nie o to mi chodziło... -machnęła na nich ręką i powiedziała zirytowana -Dobra jedzcie już bo się spóźnicie...
-Ale... ale wy.. -dukała Izzy -wy... razem... tak... bez mojej pomocy...
-Pa Izz -powiedziała po czym pociągnęła mnie w stronę naszych pokoi

Clary usiadła opierając się plecami o ścianę w moim pokoju. Usiadłem obok niej.
-Co teraz robimy? -zapytałem. Dziewczyna pociągnęła długi łyk z butelki
-Pijemy... -Wzruszyła ramionami i podała mi butelkę. Napiłem się -I możemy pograć.... chociaż... -czknęła
-Ty pierwsza...
-Pytanie czy wyzwanie -napiła się
-Pytanie -pociągnąłem dłuższy łyk
-Czemu masz takiego... bzika na punkcie,,, swoich włosów?
-Po prostu lubię idealnie wyglądać i tyle. -powiedziałem hardo a ona zaśmiała się, również zaśmiałem się. -Pytanie czy wyzwanie?
-Pytanie?
-Czemu siedzisz teraz ze mną i rozmawiasz skoro mnie nienawidzisz? -spojrzała na mnie poważnie
-Bo kocham cię.. znaczy się... ja... nie.. chciałam... powiedzieć, że... nie.. że nie niena..widzę cię -zaczęła się plątać -Dobra nie ważne. Koniec tematu...

Siedzieliśmy i patrzeliśmy sobie w oczy. Spojrzałem na jej oczy i nagle nie wiem jak to się stało...
po prostu... nasze usta złączyły się... Na początku pocałunek był spokojny i namiętny jednak po chwili przerodził się w pełen pożądania i podniecenia...
Oderwaliśmy się od siebie aby złapać...
-Ja też cię kocham -powiedziałem po czym znowu złączyłem nasze usta...

Nawet nie wiem kiedy znaleźliśmy się na łóżku... i kiedy nasze ubrania znalazły się porozrzucane na podłodze.......



************************************************
Przepraszam, że tyle mnie nie było... O to rozdział 10 mam nadzieję, że spodoba się chociaż wam...
Życzę miłego czytania!! :*

niedziela, 5 czerwca 2016

Rozdział 9

Miłego czytania!!

~Jace~
Dzisiaj miał odbyć się pogrzeb Valentina. Clary prawie całkowicie odzyskała już siły i pomagała Jonathanowi w przygotowaniach. Teraz jednak oboje siedzieli w ciszy, ubrani w białe stroje pokryte złotymi runami.
-Już czas. Clary stworzysz portal? Czy Magnus ma ... -nie skończyła mówić Maryse ponieważ dziewczyna podniosła się z kanapy
-Dam radę. Chodźmy.
Po chwili byliśmy w Idrysie. Najbliżej stosu pogrzebowego stał Jonathan i przyjaciele Morgensterna w tym moi rodzice i Lighwoodowie, Clary stanęła trochę dalej.
-Dzisiaj chcielibyśmy pożegnać jednego z najlepszych Nocnych Łowców w historii... -zaczął przemawiać brat Zachariasz... Nigdy nie lubiłem mów pogrzebowych wiec po chwili przestałem słuchać Cichego Brata i skupiłem się na stojącej obok mnie pięknej rudowłosej dziewczynie...
Na jej hipnotyzujących zielonych oczach...
 Dziewczyna nagle i kurczowo złapała moje ramię..
-Clary co się.. -nie dokończyłem zdania bo dziewczyna zemdlała. Złapałem ją w ostatniej chwili.
-Clary! Clary obudź się!! -zacząłem ją delikatnie klepać po policzku...
dziewczyna jednak jak szybko zemdlała tak szybko odzyskała przytomność... Pomogłem jej wstać.
-Jace puść mnie...

~Clary~
Straciłam przytomność.
-Clarisso -odwróciłam się w stronę głosu ale nikogo nie ujrzałam
-Gdzie i kim jesteś?
-Jestem Ithuriel i jestem w twojej głowie. Nie musisz się mnie obawiać nic ci nie zrobię. Chcę ci tylko przekazać bardzo ważną wiadomość. Mamy jednak bardzo mało czasu...
-Słucham więc...
-Zaraz się obudzisz i zobaczysz runę która ożywi twojego ojca.
-Ale jak? Powiedz mi coś więcej!
-Nie mogę. Do zobaczenia Clarisso!
Obudziłam się. W mojej głowię kłębiło mi się tysiąc pytań ale teraz nie czas na nie. Jace pomógł mi wstać i wciąż mocno trzymał mnie za rękę.
-Jace puść mnie... -chłopak zrobił to automatycznie a ja szybko podeszłam do stosu pogrzebowego. Wszyscy zebrani patrzyli się na mnie jak na kosmitkę ale teraz to było nie ważne. Wyjęłam stelę i zamknęłam oczy, po chwili na powiekach pojawił się skomplikowany znak. Gdy zapamiętałam go zniknął a ja otworzyłam oczy i zaczęłam rozpinać ojcu koszule tuż przy sercu..
-Clary co ty robisz? -zapytał zdezorientowany Jonathan. Zignorowałam go i zaczęłam rysować runę, gdy skończyłam wpatrywałam się w ojca w napięciu. Po kilku minutach nic się nie działo...
-Przepraszam... -Bąknęłam zrezygnowana i już odwracałam się na pięcie by wrócić na swoje miejsce
-T... T... Tata?
-Jonathan. Co się dzieje? -odwróciłam się.
Ojciec siedział w trumnie i przytulał do siebie mojego brata tak bardzo podobnego do siebie
-Clarisso? Czy to ty?! Tak bardzo cię przepraszam! Czy jesteś w stanie mi wybaczyć?
-Tak tatusiu.. -całe odrętwienie które przed chwilą mną owładnęło prysło, a ja rzuciłam się w rozpostarte ramiona ojca. W tym momencie czuła się jak mała dziewczynka. Odsunęłam się...
odwróciłam się do wszystkich zebranych, którzy byli zszokowani sceną jaka się tu przed chwilą rozegrała.
-Jak ty to zrobiłaś -Wyrzuciła w końcu z siebie Maryse
-Aniołowie zesłali na ciebie potężną runę -usłyszałam w głowie głos brata Zachariasza -Masz wielką moc, która wiąże się z wielką odpowiedzialnością.. Pamiętaj o tym! -Rozejrzałam się dookoła i już wiedziałam, że wszyscy to słyszeli...



***********************************************8
Tak więc mamy pogrzeb i zmartwychwstanie Valentina...
Spodziewaliście się? Tylko szczerze. :)
A teraz przepraszam za to opóźnienie, za wszystkie błędy i za to, że ten rozdział jest średniej jakości i za to, że jest zdecydowanie za krótki jak na tak długą przerwę...
No to do następnego!!!
PS: W następnym rozdziale ślub Mai i Jordana i więcej Clace!