środa, 6 kwietnia 2016

Liebster Blog Award!!!

1.Czy jest coś co sprawia, że drżysz?
Huh nie wiem...
 
2.Masz zamiłowanie do jakiejś konkretnej dziedziny sztuki?
Muzyka i poezja
 
3.Co w książkach cenisz najbardziej?
To, że mogę się w nich zatracić... że mogę oderwać się od rzeczywistego świata i zatopić w świecie bohaterów... że mogę cieszyć się, płakać razem z nimi..
 
4.Masz rodzeństwo?
Tak aż czwórkę
 
5.Czy uprawiasz jakieś sporty? Jakie?
Biegam i zanim zepsuł mi się rower dużo jeździłam
 
6.Co ci się kojarzy z wiosną? Jedno słowo.
Rozkwitanie
 
7.Jakie skojarzenia i odczucia wzbudza w tobie powiedzenie: kto się lubi ten się czubi?
Mam mieszane uczucia co do tego powiedzenia... ale chyba trochę prawdy w tym jest :)
 
8.Jaki jest twój ulubiony zapach i z czym ci się kojarzy?
Świeżo skoszonej trawy, który kojarzy mi się z latem, słońcem, z dzieciństwem i przyszłością. Ale uwielbiam również powietrze po burzy ta świeżość, czystość tego powietrza, i zapach nowych książek który kojarzy mi się z nową historią, przygodą...
 
9.Co w życiu codziennym uważasz za magię?
Czasem są to najdrobniejsze czynności, a czasem zwykła rozmowa... ale za najbardziej magiczne uważam chwile w których mogę obserwować otoczenie, jakieś ciche spokojne miejsce w których mogę się wyłączyć i pomyśleć, pomarzyć
 
10.Próbowałaś/eś kiedyś wzywać demony?
Nie. Jeszcze mi się nie zdarzyło ;)
 
11.Czego się boisz i dlaczego?
Boje się bardziej zaangażować w jakąś głębszą relację, boje się, że jak zaczyna mi za bardzo zależeć ale to zależne jest od tego że boje się stracić te osoby... Mam tak od kiedy straciłam jedną z najważniejszych osób w moim życiu...
 
Ja nominuje:
 
Więcej już raczej nie wymyśle...
 
A oto moje pytania:
1.Jak to się stało, że zaczęłaś/eś pisać?
2.Co najbardziej motywuję cię do pisania?
3.Brzydzisz się czegoś? Czego?
4.Twój ulubiony przedmiot w szkole?
5.Jak długo już piszesz?
6.Czy jesteś dumny/na z tego co udało ci się stworzyć, napisać?
7.Rzecz lub czynność której szczerze nienawidzisz?
8.Jak lubisz spędzać wolny czas?
9.Ulubiona książka/ki oraz te które twoim zdaniem nie są godne polecenia?
10.Umiesz mówić w obcym  języku? W jakim? A w jakim byś chciał/ła?
11.Czy wiążesz swoją przyszłość z pisaniem? Czy to raczej taka odskocznia?


Jeszcze raz bardzo dziękuje za nominacje!
I przepraszam za brak rozdziału ale nie mogę sklecić zdania. Niby wiem co ma być w tym rozdziale ale ciągle mi coś w nim nie pasuje i zaczynam go od nowa... Jednak jestem coraz bliżej ukończenia go i powinien pojawić się już niedługo.. jeżeli mi się uda postaram się go dodać jeszcze dzisiaj albo jutro.

środa, 9 marca 2016

Rozdział 6

~Clary~~
Siedziałam i rysowałam w swoim pokoju. Nie patrzyłam co to jest, pozwoliłam ręce samej kreślić po kartce. Usłyszałam pukanie do drzwi
-Proszę -Do pokoju weszła Izzy
-Maryse chciała, żebyśmy przywitali nowego...
-Już idę -westchnęłam i zatrzasnęłam szkicownik -gdzie on jest?
-W kuchni z Aleciem. -Szłyśmy w ciszy. Izzy pierwsza weszła do pomieszczenia, a ja zaraz za nią...
-Jonathan to jest właśnie moja siostra Izabel i Clary -Odezwał się Alec. Blondyn odwrócił się w naszą stronę, a ja poczułam jak schodzi ze mnie całe powietrze... To niemożliwe!! To nie może być prawda!! Powiedzcie, że to nie prawda, że to nie on..!! Czułam się jakbym wrosła w ziemię..
-Wyrosłaś na piękną dziewczynę odkąd cię ostatni raz widziałem -powiedział łagodnie, tak jakby nic się nie stało. A we mnie aż się zagotowało. Jednak nic nie mówiąc odwróciłam się na pięcie i wyszłam...
-Clary proszę poczekaj!! Porozmawiaj ze mną!! -Na początku szłam spokojnie, jednak po chwili rzuciłam się biegiem do swojego pokoju, ale nie było dane mi dotrzeć do niego bo wpadłam na kogoś i przewróciliśmy się z impetem na podłogę. Nie widziałam dobrze na kogo wpadłam bo przez łzy miałam rozmazany obraz... Właśnie zdałam sobie sprawę, że płacze...
Dalej leżałam na Jacie. Jego silne ramiona owinęły się wokół mojej tali i podniosły mnie do pozycji siedzącej.
-Clary co się stało?? -Chciałam jak najszybciej iść do siebie ale chłopak wciąż trzymał mnie mocno.
-Puść mnie.
-Nie puszcze cię póki nie powiesz mi co się stało.
-Clary proszę wysłuchaj mnie -Usłyszałam za sobą głos mojego brata...
-Jace puść mnie! -chciała uciec ale Jace ciągle mnie trzymał -Jace proszę.
-Clary błagam wysłuchaj mnie -czemu on nie może dać mi spokoju? Odwróciłam się na tyle ile pozwalał mi trzymający mnie Jace.
-My nie mamy o czym rozmawiać Jonathanie. I to już od kilku lat.
-Clary o co chodzi kto to jest -zapytał zmieszany i jakby rozżalony Jace
-Jace puść mnie!! -nakrzyczałam na chłopaka. Tym razem nie protestował
-Daj mi chociaż pięć minut. Chcę naprawić wszystko co było miedzy nami... Clary proszę... Chciałbym...
-Ale miedzy nami nie ma co już naprawiać... Przez te wszystkie lata musiałam radzić sobie sama, przez te wszystkie lata musiałam z nią mieszkać, musiałam... wiesz ile wycierpiałam? wiesz jak bardzo bolało gdy za każdym razem gdy wracałam ze szkoły i zaglądałam do skrzynki nie było żadnego listu od was? A przecież obiecaliście! Obiecaliście, że będziecie pisać, że mnie nie zostawicie... Miałam w tedy pięć lat. Teraz mam szesnaście i nie jestem naiwną dziewczynką.

~Izzy~
-Czego chcesz od Clary?! -warknął Jace
-Nie twój interes! -odpowiedział równie wrogo Jonathan
-Jeżeli ktoś doprowadza ją do takiego stanu to mój
-Zajmij się swoim życiem a nie wpieprzasz się do cudzego! -słuchałam kłótni tej dwójki. Kompletnie nie wiedziałam o co chodzi oprócz tego, że Jace się zakochał w rudej... Bosko.. tak ślicznie razem wyglądają...
-A może to moje życie
-Nie wyglądało na to żeby ona odwzajemniała twoje uczucia
-Co ty możesz o niej wiedzieć?! -Wiem, że powinnam im przeszkodzić zanim Jace zrobi coś głupiego ale też chciałam się dowiedzieć skąd ten nowy przystojniak znał naszą małą rudowłosą przyjaciółkę...


~Clary~
Wbiegłam do swojego pokoju i szybko przebrałam się w czarne, krótkie spodenki i czarną koszulkę z czaszką. Złapałam telefon i wybrałam numer do Luka, odebrał po drugim sygnale...
-Noo heej maleńka!! -usłyszałam znajomy głos -Co tam u ciebie dołączasz dzisiaj do nas?
-Właśnie miałam się pytać o to samo -musiałam się odstresować a chłopcy to doskonałe towarzystwo -CHŁOPACY CLARY IDZIE!!! -krzyknął Luke do reszty chłopców, a ja uśmiechnęłam się pod nosem..
-Dobra zaraz będę! -rozłączyłam się. Poszłam do łazienki i doprowadziłam twarz do porządku. Po chwili nie było śladu po tym że płakałam. Wyszłam z łazienki, wzięłam pieniądze, telefon kilka sztyletów, bicz i stelę. przyłożyłam stelę do ściany i stworzyłam bramę przez którą przeszłam bez wahania.
Znalazłam się na tyłach Pandemonium. Weszłam do środka i skierowałam się do baru.
-Hej Rick! To co zwykle! -krzyknęłam do dobrze znanego mi chłopaka.
-Już się robi! -Po chwili ruszyłam z moim drinkiem do "garderoby" chłopców. Weszłam do środka bez pukania. Był to średniej wielkości pokój z dwiema kanapami, sporym stołem i rzeczami chłopców.
-Hejo laski! -cztery pary oczu od razu skierowały się w moją stronę, a po chwili zostałam wyściskana przez cztery pary dobrze znanych mi osób. -Ja wiem, że dawno się nie widzieliśmy ale nie myślałam, że aż tak się za mną stęskniliście -uśmiechnęłam się
-Moja Clarisska nareszcie zawitała w naszych progach!
-Calum ja wiem, że mnie kochasz ale jeszcze raz mnie tak nazwiesz a twoje włoski będąwygładały drastycznie i będziesz z Herondalem mógł za rączkę chodzić jak bliźniaczki..
-Dobra maleńka dopijaj drinka bo już kolejna kolejka idzie. -odezwał się zniecierpliwiony Michael...
-Występujesz z nami ma się rozumieć
-Dobra pijemy i idziemy się bawić! -krzyknęłam radośnie zupełnie zapominając o problemach
-Trzymaj -Calum podał mi skręta z jednej a Ash butelkę z wódka z drugiej strony..
-Dobra koniec przerwy - do pokoju wszedł Rick
-Okey -wrzasnęliśmy chórem i ruszyliśmy w stronę sceny

-Witajcie ludziska mam nadzieję, że pamiętacie Clary?! -krzyknął Luke do mikrofonu -Dzisiaj będzie wspierała mnie w śpiewaniu! Albo w sumie ja się poopierdzielam a ona niech śpiewa! -wszyscy zaśmiali się
-Dzisiaj zaczniemy spokojnie... -Chłopcy zaczęli grać a ja zamknęłam oczy i skupiłam się na tak dobrze znanej mi melodii

~I drove by all the places
We used to hang out getting wasted
I thought about our last kiss
How it felt, the way you tasted
And even though your friends
Tell me you’re doing fine
Are you somewhere feeling lonely
Even though he’s right beside you
When he says those words that hurt you,
Do you read the ones I wrote you?
Sometimes I start to wonder,
Was it just a lie?
If what we had was real,
How could you be fine?
'Cause I’m not fine at all
...
Calum zaczął śpiewać refren
...
 

I remember the day you told me you were leaving
I remember the makeup running down your face
And the dreams you left behind you didn’t need them
Like every single wish we ever made
I wish that I could wake up with amnesia
And forget about the stupid little things
Like the way it felt to fall asleep next to you
And the memories I never can escape
'Cause I’m not fine at all .. .*~
 
Śpiewaliśmy piosenka po piosence i popijaliśmy co chwila alkohol donoszony przez Ricka...
Po zaśpiewaniu Just Saying** zeszłam ze sceny aby odebrać wciąż wibrujący telefon...Odeszłam kawałek i odebrałam...
-Czego chcesz Jace?! -warknęłam
-Nareszcie! Tak ciężko jest ci odebrać ten pieprzony telefon?!
-Nie jestem dzieckiem! Umiem o siebie zadbać i nie potrzebuje niańki! -Zaśmiałam się.. Chyba już za dużo wypiłam...
-Gdzie jesteś?
-W klubie! -krzyknęłam uradowana
-W jakim klubie?
-Pa pa Jace -rozłączyłam się. co on sobie wyobraża?! Myśli, że jak jest przystojny i inne laski zrobią dla niego wszystko tylko żeby chociaż na nie spojrzał to ja też będę się go słuchać?? To się grubo mylił! Co on w ogóle sobie wyobraża? Schowałam telefon i wyciągnęłam papierosy. Oparłam się o ścianę i zaciągnęłam się.
Po chwili przerwy wróciłam do chłopców na scenę.. Rick dał mi dwa drinki, jednego wypiłam jednym haustem a drugiego wzięłam na scenę. Luke podał mi mikrofon a chłopcy zagrali Money** później była Mrs All American**.
Zaczęliśmy śpiewać ostatnią piosenkę...
 
~Woah oh, woah ohhh, woah oh
Here's to teenage memories
Woah oh, woah ohhh, woah oh
Here's to teenage
...
W tym momencie zobaczyłam dziwnie znajome kolorowe włosy
...
 
Can I call, wake you up on a Sunday?
Late night, I think we need a getaway
Headlights, hold tight, turn the radio loud (turn the radio loud)
Let me know where to go and I'll get you there
Tell the truth and I'll show you how to dare
Flashlights, held tight, we can own this town
...
Zaśpiewał Luke
...
Never say goodbye
...
Zaśpiewał Ash a po chwili ja zaczęłam refren
...
 
So kiss me, kiss me, kiss me
And tell me that I'll see you again
Cause I don't know
If I can let you go
So kiss me, kiss me, kiss me
I'm dying just to see you again
Let's make tonight the best of our lives, yeah
Here's to teenage memories***~
...
Gdy kończyłam ostatnie słowa czyjeś ręce złapały mnie...
-Clary idziemy...
-Kiss me Jace -  powiedziałam i wpiłam się chłopakowi w usta...
 
 
 
*Amnesia (fragment) 5 Seconds of Summer
**5 Seconds of Summer
*** Kiss me kiss me (fragment) również 5 Seconds of Summer
********************************************************************
Oto nadchodzę z nowym rozdziałem. Przepraszam, że taki chujowy...
Mam nadzieję, że mi to jednak wybaczycie i spojrzycie na mnie łaskawym okiem... :*
Życzę miłego czytania!!!

czwartek, 18 lutego 2016

Rozdział 5

Dwa tygodnie później...


~Clary~
-Izzy długo jeszcze??!! -jęknęłam. Czarnowłosa wyciągnęła a raczej zmusiła do wyjścia z nią na zakupy.
-Czy ty musisz tak jęczeć? Dobra już kupiłam to co chciałam. Możemy iść już do chłopaków.
-Nareszcie!!! -krzyknęłam i wyszczerzyłam się do niej na co dziewczyna tylko teatralnie westchnęła.
Weszłyśmy do kawiarenki a ja od razu skierowałam się do stolika zajętego przez Aleca i Jace`a i usiadłam ciężko na kanapę obok tęczowowłosego, który zaśmiał się tylko
-I czego się tak szczerzysz?! - warknęłam zła i zmęczona
-B myślałem, że wszystkie dziewczyny lubią zakupy ale po twojej minie widzę, że zakupy z Izz nie należą do twoich ulubionych zajęć. -zaśmiał się jeszcze głośniej, chciałam być na niego zła ale nie potrafiłam jeszcze ten jego śmiech... Clary kurwa ogarnij się on jest dupkiem... ale jakim przystojnym dupkiem
-Och zamknij się -warknęła czarnowłosa. Chłopak chciał jej coś odpyskować ale w tym momencie podeszła kelnerka...
-Co podać? - zapytała z uśmiechem
-Ja poproszę duża porcje lodów cytrynowo-śmietankowych z polewą porzeczkową i do tego dużego szejka czekoladowego - powiedziałam a oczy trójki nefilim spoczęły na mnie -No co muszę odreagować po tych torturach które zafundowała mi Izzy.
-A dla państwa -zapytała kelnerka i zawiesiła swój wzrok na Waylandzie
-Ja poproszę szejka truskawkowego i sernik śmietankowy -powiedziała Izzy
-Ja wielkiego hamburgera i szejka czekoladowego powiedział Jace a kelnerka wszystko grzecznie notowała
-Ja też chcę hamburgera ale do tego szejka waniliowego i jeszcze sałatkę grecką i szejka truskawkowego -złożył zamówienie Alec -Magnus zaraz przyjdzie -odpowiedział na nasze pytające spojrzenia a my tylko pokiwaliśmy głowami. A tak na marginesie to Magnus i Alec byli już oficjalnie parą. Osobiście uważam, że uroczo razem wyglądają.
-Witam was groszki pachnące -Magnus przywitał się ze wszystkimi i usiadł obok swojego chłopaka. Po chwili przyszła kelnerka z zamówieniem.
-Słyszeliście, że do instytutu ma przyjechać jakiś nowy -odezwał się Alec
-Wiem tylko, że nazywa się Jonathan. Clary czy ty serio masz zamiar to zjeść??
-Oczywiście -odpowiedziałam wpychając do ust wielką łyżkę lodów na co chłopcy tylko zaśmiali się -Clary słyszałem, że twoja matka już wróciła -odezwał się czarownik
-Tsa też o tym słyszałam ale nie kontaktowała się ze mną na szczęście.
-Dla twojego zdrowia fizycznego tym lepiej im dłużej jest od ciebie z dala -wysłałam mu spojrzenie pełne wyrzutu
-O co chodzi? - zapytała Izzy z Jacem jednocześnie
-O to, że...
-O nic! -przerwałam czarownikowi, rzuciłam banknot na stół i wściekła wybiegłam
-Clary poczekaj!! -ale ja już biegłam w stronę parku.

~Magnus~
-O nic! -krzyknęła wkurzona rudowłosa. Chyba nie powinienem poruszać tego tematu... ona nawet nie chciała rozmawiać o tym jak przychodziła po jakąś maść na rany bo runy nie działały...
-Clary poczekaj! -zawołał rudą Jace i wybiegł zaraz za nią. Zostałem z moim chłopakiem i Izzy...
-Magnus o co chodzi z Clary? zapytał mój chłopak
-O nic. Przegiąłem! Jasne! Nie powinienem był się w ogóle odzywać... -byłem zły  a siebie i nie powinienem wyżywać się na Alecu, ale nie chciałem żeby Clary była na mnie zła znałem ją od dziecka i była dla mnie jak córka-przepraszam nie powinienem na was podnosić głosu...
Po pół godzinie Alec dostał smsa, żebyśmy przyszli do parku.

~Izzy~
Po smsie od Jace poszliśmy do parku i po dwudziestu minutach znaleźliśmy nasze gołąbeczki siedzące nad stawem. Naprawdę do siebie pasowali i wiedziałam, że Jace chciałby być z Clary ale ona tego nie chciała szczerze to nie wiem czemu przecież widać, że czuje coś do blondyna ale zawsze gdy o tym wspominam mówi, że ona nie wie co to miłość.
Jak już mówiłam znaleźliśmy ich w parku nad stawem karmiących kaczki. Co było najlepsze Jace boi się kaczek i rzucał kawałki jak najdalej a kiedy któraś była za blisko niego odsuwał się rudowłosa śmiała się co chwila z niego a o patrzył się na nią obrażony ale za chwile śmiał się razem z nią.
-Ale wy pasujecie do siebie -usłyszałam za plecami dziwnie znajomy głos.
-Maia! Jordan! -Clary wstała z miejsca i podbiegła do pary. Odwróciłam się...
-Oczom nie wierze! Co wy tu robicie?! - powiedziałam i również podeszłam się z nimi przywitać.
-Przyjechaliśmy się z wami spotkać i zaprosić was na nasz ślub.
-Gratulacje! -powiedzieliśmy w piątkę naraz i znowu zaczęliśmy się wszyscy obejmować.
-Kiedy ślub? -zapytałam
-Planowaliśmy za miesiąc i właśnie przyjechaliśmy się również zapytać czy nie chcielibyście nam pomóc przy zorganizowaniu całej uroczystości?
-Pewne, że pomożemy -powiedzieli równo Jace i Clary i spojrzeli się po sobie...
-A właśnie co do waszej czwórki -wskazała na mnie, Aleca, Jaca i Clary -czy zgodzilibyście się zostać nasza drużba?
-No pewnie!! -krzyknęłam uradowana
-Jace bo dwie rzeczy nie dają mi sprawy -odezwała się Maia
-Po pierwsze... Coś ty zrobił z włosami??!!
-Ja nic -powiedział i ostentacyjnie przejechał ręką po włosach -a ta druga rzecz to...
-Od kiedy jesteś z Clary?! I czemu nic nie mówicie, że jesteście razem?!!  Czekam aż któreś z was się odezwie na ten temat ale nic cisza wiec sama musze go poruszyć...
-Ale my nie jesteśmy razem -powiedział chłopak
-Co? Jak to? Myślałam, że... dobra nie ważne. -powiedziała zmieszana
-Ja też uważam, że powinni być razem - odezwałam się
-Ale nie jesteśmy ok?! A teraz koniec tematu. -powiedziała rudowłosa po czym zadzwonił jej telefon. Odebrała go i odeszła kawałek dalej..
-Za miesiąc będzie czerwiec wiec jeżeli będzie ładna pogoda można przyjęcie urządzić na dworze. -zaczęłam rozmowę o ślubie -Masz już suknie?
-Nie jeszcze nic nie mamy oprócz listy gości, daty i drużby -powiedziała Maia i uśmiechnęła się.
-Wybraliście już kogoś kto udzieli wam ślubu? -kontynuowałam przecież mamy mało czasu...
-U wilkołaków przywódca stada udziela ślubu więc będzie to pewnie Luke. -odezwał się Jordan
-Jordan masz garnitur?
-Jeszcze nie...
-więc jutro z Jacem i Alekiem kupicie a ja z Maią i z Clary pójdziemy po suknie. Co nie Clary? -zapytałam się dziewczyny, która właśnie skończyła rozmawiać przez telefon.
-Tak. Wszystko co tylko chcesz tylko jutro bo ja muszę już lecieć -pożegnała się ze wszystkimi i poszła. Zaraz po Clary zniknął też Jace, później Alec z Magnusem gdzieś poszli i zostałam sama z Maią i Jordanem. Odprowadziłam parę i wróciłam do domu przygotować się na imprezę u wampirów...

~Jace~
-Zatrzymasz się wreszcie czy nie? -Złapałem dziewczynę za rękę i odwróciłem w swoją stronę
-Czego chcesz?! -warknęła na mnie
-Chce tylko porozmawiać. Nic więcej
-Ale może ja nie chce
-Clary proszę cię powiedz mi co się dzieje? O co chodzi?
-O nic. A teraz puść mnie!
-Spokojnie. Wiesz, że mi możesz powiedzieć wszystko...
-Nie, nie wiem. Nikomu nie mogę ufać całkowicie.
-Mi możesz...
-Nie. Moja matka nie wie o mnie prawie nic. Nienawidzi mnie i zresztą ja też jej nienawidzę. Magnus jest jedyną osobą której ufam całkowicie, chociaż chyba źle zrobiłam...
-Ku**a dziewczyno zależy mu na tobie i martwi się o ciebie!
-Ale to nie znaczy, że może mówić wam o czymś o czym wie tylko on, moja matka i Luke. A zresztą co cię to w ogóle obchodzi?!
-Bo mi też na tobie zależy. Clary ja naprawdę chcę żebyś była szczęśliwa i żebyś mi zaufała...
-Czemu mam zaufać tobie skoro w pełni nie ufam Vanessie i Simonowi, czemu mam komukolwiek zaufać skoro nie wiem czy mogę zaufać samej sobie...
-Jesteś wspaniałą dziewczyną i nie możesz w to wątpić Clary ja tobie ufam powierzył bym tobie własne życie... Ostatnio jak rozmawialiśmy...
-Ostatnio mówiłam ci tyle ile wiedziałam, że mogę ci powiedzieć. Nie wiem czemu od początku czuje, że mogę ci zaufać i dlatego tak wyszło... ale nie wiem czy mogę ufać własnym uczuciom...
-Chodź tu do mnie -powiedziałem i wyciągnąłem ramiona aby przytulić o dziwo wtuliła się we mnie. Po kilku minutach dziewczyna odsunęła się ode mnie i usiadła po turecku na trawie, a.. ja usiadłem obok niej.
-Nie będę teraz naciskał powiesz mi jak będziesz gotowa ok? -dziewczyna pokiwała tylko głową i oparła ją na moim ramieniu. Siedzieliśmy tak kilka minut...
-Pójdźmy kupić coś do jedzenia dla kaczek...
-Wiesz przecież, że
-Tak wiem, że boisz się ich ale proszę patrz takie malutkie i głodne. Proszę. -co miałem zrobić zgodziłem się.
-No dobra dla ciebie wszystko. -uśmiechnęła się do mnie i poszliśmy kupić chleb dla tych małych bestii...


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Przepraszam. Znowu zawaliłam. Ten rozdział jest dłuższy i mam nadzieje, że chociaż trochę spojrzycie na mnie łaskawszym okiem...
Mam nadzieję, że wam się spodoba.
Życzę miłego czytania. I liczę na jakieś komentarze z waszymi opiniami... :*




 

czwartek, 14 stycznia 2016

Rozdział 4 część 2

~Alec~
Znudziło mi się czekanie aż dotrze w końcu do Jace'a, że czarownik nie jest w stanie nic zrobić z jego fryzurą i poszedłem poszukać dziewczyny, które gdy je znalazłem bawiły się w najlepsze. Dołączyłem do nich, a po jakimś czasie przybył do nas zrezygnowany Jace i czarownik. Jace po paru drinkach dołączył do zabawy.
Tańczyłem z Magnusem, Izzy z jakimś wampirem a Jace z Clary, którą tak długo ja męczył że się wreszcie zgodziła dla świętego spokoju ale widać było ze podoba jej się to że tańczy z tęczowowłosym.
Wszyscy bawili się przednio dopóki nie zadzwonił telefon Clary, dziewczyna wyszła odebrać, a my tańczyliśmy dalej...
-Ja musze już lecieć. -powiedziała rudowłosa, nawet nie wiem kiedy wróciła, i dala całusa w policzek Magnusowi, a mnie przytuliła, wraz z nią wyszedł Jace, który powiedział tylko, że ma zadanie z Clary i pogadamy później. Po chwili stwierdziłem, że nie chce mi się już tańczyć i postanowiłem poszukać wolnego miejsca żeby usiąść gdy...
-Gdzie sie wybierasz Aleksandrze? -Magnus złapał mnie za rękę
-Gdzieś usiąść -powiedziałem, a czarownik pociągnął mnie w stronę jednego z pokoi...

~Izzy~
Clary z Jacem dostali misję i musieli wyjść wcześniej, Alec gdzieś zniknął i od prawie pół godziny go szukam bo już chcę wracać do domu. Zaglądałam do każdego z pokoi w poszukiwaniu brata aż...
Otworzyłam zrezygnowana kolejne drzwi i mnie zamurowało...
-To ja wam nie przeszkadzam -powiedziałam i wyszłam -wrócę do domu sama -rzuciłam jeszcze bratu przez ramię i poszłam dale nie dowierzając swoim oczom do domu.

 
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Przepraszam rozdział miał być wczoraj ale naprawdę nie zdążyłam go wstawić. Wróciłam dopiero po 20 do domu a miałam jeszcze do opracowania i nauczenia się 40 pytań na historie i nauczyć się na sprawdzian z pp.
Mam nadzieję, że wam się spodoba.
Następny będzie dużo dłuższy i będzie się w nim trochę więcej działo (mam nadzieję).
A teraz lecę pisać nowy rozdział, który powinien pojawić się jeszcze przed końcem tego tygodnia.

wtorek, 12 stycznia 2016

Powrót?

Tak wiec wracam do pisania. W domu jetem dosc pozno i nie zawiele mam czasu ale stwierdzilam ze dam rade ze musze chociaz pisac. Lubie to robic a ostatnio potrzebuje takich odskoczni. Nie pisalam no bo coz lenistwo, nie mialam weny, czasem nawet ochoty, i ten cholerny brak czasu szczegolnie ze na poczatku roku szkolnego bylam u cioci a to wogule porazka na calej lini. Ale teraz juz jestem i mam nadzieje ze ktos bedzie tu wchodzil i czytal to co dodam. Rozdzial postaram skonczyc sie dzisiaj. Jezeli nie uda mi sie tego to dodam go najpozniej jutro wieczorem. 

Przepraszam i mam nadzieje ze ktos tu jeszcze zostal.   

Izzy

wtorek, 8 września 2015

Rozdział 4 czesc 1

~Jace~
   Dziewczyny ugotowały spaghetti. Bałem się trochę je jeść wiedząc, że Izzy pomagała je gotować. Wsadziłem pierwszy widelec z daniem do ust... i muszę powiedzieć, że jest smaczne, nawet bardzo.
   W połowie jedzenia poczułem się senny. Z kończyłem jeść i wstałem od stołu...
-Już nas opuszczasz? -zapytała Clary z dziwnym błyskiem w oku.
-Nie wiedziałem, że tak zależy ci na moim towarzystwie. -Ziewnąłem
-W sumie nie zależy.
-Wmawiaj sobie mała.
-Ja nie muszę sobie niczego wmawiać w porównaniu do ciebie... -Jej słowa ledwie co do mnie docierały. Jestem taki zmęczony, że zaraz chyba zasnę... -...i twojego ego
-Gdyby nie to, że strasznie chce mi się spać to by ta rozmowa się tak szybko nie skończyła a ty uświadomiła byś sobie, że podobam ci się i na mnie lecisz. -powiedziałem  wychodząc.
  Ledwie co doszedłem do pokoju. Położyłem się na łóżko i od razu zasnąłem.
 
~Alec~
Jace wyszedł jak oparzony. Dziewczyny wysłały sobie jakieś porozumiewawcze spojrzenie i uśmiechnęły się do siebie.
-Czy ktoś mógłby mi wyjaśnić o co chodzi? -zapytałem
-Dowiesz się w swoim czasie... -powiedziała tajemniczo Clary, wstając od stołu. -Dobranoc -powiedziała
-Dobranoc -odpowiedziałem razem z Hodgem, który również wstał.
-Dobranoc -powiedziała Izzy.
Hodge i Clary wyszli.
-Izzy o co chodzi
-O co chodzi z czym
-Och... Izzy przestań -powiedziałem zniecierpliwiony -dobrze wiesz o co pytam
-Nie mogę ci nic powiedzieć. Dzisiaj ty sprzątasz po kolacji -powiedziała i wyszła.
  Co miałem innego zrobić? Wziąłem się za sprzątanie wciąż rozmyślając o co mogło chodzić dziewczynom...

~Clary~
Poszłam szybko do swojego pokoju po rzeczy i udałam się do pokoju Jace`a.
Chłopak spał twardym snem ale co się dziwić po takiej dawce środków nasennych będzie spał do rana.
Podeszłam do jego łóżka. Jak on słodko wygląda.
Clary wcale tak nie myślisz. Pamiętaj po co tu przyszłaś!
Pamiętam!
Oprzytomniałam i zabrałam się do pracy.


~~~
Obudziłam się wypoczęta i rześka.
Wzięłam jakieś ubrania i udałam się do łazienki. Weszłam pod prysznic. Strumień letniej wody zmył ze mnie resztki snu. Wyszłam, wytarłam się i ubrałam się we wzięte wcześniej rzeczy. Były to mianowicie czarne spodnie i szary top, do tego założyłam moje ulubione,czarne trampki.
  Weszłam do kuchni podeszłam do lodówki i wzięłam sobie jogurt. Wzięłam łyżeczkę i usiadłam do stołu, w tym czasie przyszedł Alec, a zaraz za nim Izzy.
Właśnie wkładałam łyżeczkę do zmywarki gdy usłyszeliśmy krzyk.... Alec i Izzy zerwali się ze swoich miejsc i pobiegli do pokoju blondyna, uśmiechnęłam się tylko i ruszyłam powoli za nimi, nasza blond księżniczka wstała...
Gdy doszłam na miejsce po całym korytarzu latały kaczki, Alec, z Izzy prawie pokładali się ze śmiechu, Hodge zaspany nie do końca wiedział co się dzieje. Zajrzałam do pokoju chłopaka i uśmiechnęłam się chyba sam nie wiedział czy ma być wściekły, załamany, przerażony czy wszystko na raz.
-Mówiłam, że ze mną się nie zadziera. -powiedziałam
-Tyy!!!!! Coś ty mi zrobiła???!!!! Jak ja teraz wyglądam???!!! -zaczął wrzeszczeć
-Hmm.... O wiele przystojniej niż wcześniej...
-Jak ja się pokaże?? -załamywał się dalej
-Masz mi coś do powiedzenia? -zapytałam
-Ja?! To Ty lepiej powiedz co ja mam zrobić żeby mieć normalne włosy??!!
-Wystarczy, że szczerze mnie przeprosisz...
-Po moim trupie -powiedział wściekły
-Jak wolisz -wzruszyłam ramionami i wyszłam. Skierowałam się do biblioteki.
Weszłam do pomieszczenia i podeszłam do jednego z regałów i wyciągnęłam pierwszą lepszą książkę. Usiadłam na parapecie okna i spojrzałam na tytuł "Sen nocy letniej" Williama Shakespeare'a. Zagłębiłam się w lekturę i po chwili byłam tylko ja i historia zawarta w słowach.

~Alec~
Usłyszeliśmy krzyk Jace'a... Wraz z Izzy zerwaliśmy się z krzeseł i pobiegliśmy do pokoju blondyna...
Otworzyliśmy drzwi do pokoju i prawie staranowały nas.... kaczki? Mój parabratai stał na łóżku przerażony całą sytuacją. Usłyszałem jak Izzy wybucha śmiechem do którego dołączyłem...
Wiec to miała być zemsta Clary? Przyznam, że rozegrała to po mistrzowsku. Jace dalej nie świadom swojej fryzury stał dalej na łóżku i przyglądał się ostatnim opuszczającym jego pokój kaczkom.
-Ja... hahaha... ona... -Izzy nie mogła powstrzymać się od śmiechu. Ja zresztą nawet nie próbowałem. Chłopak wyglądał komicznie z każdym włosem sterczącym w inną stronę, nie dość, że każde pasmo było innej długości to było również innego koloru...
-Co jest w tym takiego śmiesznego!!!!! -wrzeszczał wściekły blondyn. Wciąż pokładając się ze śmiechu wskazałem mu lustro. Zeskoczył z łóżka i podbiegł do lustra, wydając okrzyk zaskoczenia.... -Mówiłam, że ze mną się nie zadziera. -Powiedziała najspokojniej w świecie Clary i oparła się o framugę.
-Tyy!!!!! Coś ty mi zrobiła???!!!! Jak ja teraz wyglądam???!!! -zaczął wrzeszczeć rozwścieczony Jace
-Hmm.... O wiele przystojniej niż wcześniej... -powiedziała rudowłosa z wyraźną kpiną
-Jak ja się pokaże?? -zawodził
-Masz mi coś do powiedzenia? -zapytała
-Ja?! To Ty lepiej powiedz co ja mam zrobić żeby mieć normalne włosy??!!
-Wystarczy, że szczerze mnie przeprosisz...
-Po moim trupie -powiedział wściekły
-Jak wolisz -wzruszyła ramionami i wyszła...
-Alec nie śmiej się tyko zrób coś!!! -krzyknął załamując ręce
-Ale co? -Zdołałem wykrztusić pomiędzy kolejnymi napadami śmiechu
-Mam zaproszenie do czarnoksiężnika może on ci pomoże... albo przeproś Clary -powiedziała Izzy już w miarę opanowanym głosem...

~Jace~
Jak ja wyglądam!! Co ona mi zrobiła!! To ona powinna mnie przepraszać!!
-Mam zaproszenie do czarnoksiężnika może on ci pomoże... albo przeproś Clary -powiedziała Izzy powstrzymując śmiech. Spojrzałem na nią z nadzieją. Kiedy??
-Dzisiaj o ósmej macie w holu, tylko ubierzcie się stosownie. -Powiedziała i pociągnęła za sobą brata.
-Jonathanie Herondale masz w tej chwili tu posprzątać!!! Masz pół godziny na pozbycie się tych wszystkich kaczek!!! -wydarł się na mnie Hodge i poszedł sobie.
Jak ja mam je stąd wygonić?? Wychyliłem się i sprawdziłem gdzie są te krwiożercze bestie...

~Clary~
-Clary tu jestes -zawołała Izzy wchodząc do biblioteki -wszędzie cię szukałam.
-Cały czas byłam tutaj -powiedziałam zeskakujac z parapetu i podchodząc do czarnowlosej
-Oj cicho. Idziesz z nami do Magnisa Bane'a na imprezę? Jace chce żeby mu pomógł zrobić coś z włosami. -uśmiechnelam sie
-Hm.. Czemu nie. -wzruszyłam ramionami. -Ale on wie ze to nic nie da?
-Nie gadaj tylko chodź bo musimy się wyszukiwać -spojrzałam na nią przerazona
-Ale bez żadnych sukienek
-Oczywiście ze w sukienki -spojrzała na mnie jak na idiotke
-Nie ma mowy nie założę sukienki
-Wiec spudnica
-Nie! Spodnie.
-Albo założysz sukienkę dobrowolnie albo cię do tego zmuszę.
-Życzę powodzenia. -rzuciłam wyzywajaco
-Nie prowokuj...
-Chodź jeszcze coś zjeść bo czuje ze to bedzie dluugie popołudnie. -wzruszyła tylko ramionami i poszłyśmy do kuchni.

-Może ta? -pokrecilam glowa
-Izzy ja nie nosze sukienek...
-Clary!! Zrób to dla mnie... Prooszee -zrobiła oczy szczeniaczka.
-No dobra. Tylko... -podniosłam palec -...ma zakrywac mi tyłek i cycki. -uśmiechnęła sie szeroko.
-Nawet nie wiesz jak sie ciesze! -pisnela obejmując mnie.


Mialam pudrowo-różową sukienkę z czarnym paskiem bez ramiączek. Izzy zrobiła mi delikatny makijaż i spiela moje loki u góry spinka.
Dziewczyna założyła zaś niebieska sukienkę a na to u góry czarna koronka a na dole czarny tiul. W pasie sukienka była przewiazana błękitna wstazka. Włosy zakręciła lokówka i spiela na boku. Zrobiła wyrazisty makijaż. Wyglądała bosko.
 
Była za dziesięć osma. Jak mozna sie tak długo szykować. Chłopcy juz na nas czekali. Obaj ubrani byli w czarne spodnie i koszule. Jace aby ukryć swoja nowa "fryzurę" założył czapke.
-Nie gap sie tak na niego. -szepnęła mi do ucha Izzy
-Co? Nie gapie sie na niego.
-Taa.. jasne, a ja jestem wróżka zebuszka, zresztą on też się w ciebie wpatruje... -poruszyła znacząco brwiami.
-Dobra chodź -złapałam ja za ramie i pociagnelam w stronę chłopaków.
Podeszłam do Jace'a i jednym zwinnym ruchem ściągnęłam mu czapkę..
-Ej!!
 
~Izzy~
Clary podeszła do Jace'a i ściągnęła mu czapkę, chłopak chciał ja złapać i prawie mu się to udało ale w ostatniej chwili wyslizgnela mu się.
-Ej!! -zawołał za uciekają a rudowłosa
-Niby jestes najlepszy a czapki nie potrafisz odzyskać -powiedziała z udawana drwina...
-Ja nie potrafie?! -zawołał  -jestem najlepszym i najseksowniejszym  nocnym lowca jaki stapa po ziemi!! -dziewczyna stanęła metr przed nim
-Nie. Jest ktoś lepszy. -powiedziała
-kto -zapytał wyzywająco
-Ja! -krzyknęła mu do ucha i chciała odskoczyć ale teczowowlosy był szybszy i objął ja w pasie, i obrócił twarzą do siebie. Nie słyszałam co chłopak szepnął do niej ale ta tylko uśmiechnęła się i wyswobodzila sie z jego ramion.
-Idziemy czy nie? -zawołał moj zniecierpliwiony braciszek.
 
 
 
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Przepraszam, przepraszam, przepraszam, przepraszam..... Rozdział miał byc juz dawno, i żeby juz dłużej nie ciągnąć braku rozdziału stwierdziłam ze dodam to co mam. :((((((((((((

poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Rozdział 3

~Clary~
Otworzyłam drzwi
-Nie miałam ochoty tak szybko oglądać twojej aroganckiej twarzy Jace -powiedziałam wpuszczając go do środka
-Ciebie też jest miło widzieć Clary
-Co się tak szczerzysz?! -warknęłam
-Bo ja na prawdę cieszę się, że cię widzę? -Weszliśmy do kuchni
-Chcesz jajecznicy ze szczypiorkiem? -zapytałam się bardziej z grzeczności niż z tego, że chce mi się też jemu robić zresztą dawno z nikim nie jadłam posiłków zawsze robiłam to sama bo mama jeszcze spała, gdy wychodziłam i wracałam czasem nad ranem.
-Jeżeli nie masz zamiaru mnie otruć. -Uśmiechnęłam się na te myśl.
-Nie tym razem. -Nałożyłam jajecznice na talerze. -Smacznego -spojrzał się dziwnie na mnie -No co?
-Nic nic...
-To, że cię nie lubię nie znaczy, że nie pamiętam o dobrych manierach.
Jedliśmy w ciszy zastanawiałam się nad słowami matki, naprawdę mam wyjść za mąż...
-Co to? -wskazał na kopertę, którą nieświadomie się bawiłam...
-Lista kandydatów na mojego męża -wzruszyłam ramionami, wciąż miałam nadzieje, że to głupi żart z jej strony...
-Wychodzisz za mąż??!! -aż lekko podskoczyłam gdy krzyknął
-Czemu to cię w ogóle obchodzi??

~Jace~
-Czemu to w ogóle obchodzi?? -jej pytanie było tak jak bym dostał po twarzy.
-Naprawdę nie wiesz? -pokręciła głową. I zaczęła powoli jakby się wahała wyjmować zawartość koperty...
-Ona nie żartowała!!! Ona naprawdę chce żebym w tym wieku wyszła za mąż!!! -krzyknęła
-To nie pozwól jej żeby decydowała o takich rzeczach za ciebie. -powiedziałem i podszedłem do niej. Chciałem ją podnieść na duchu, zdobyć jej zaufanie.
-Ty nic nie rozumiesz prawda?! -łzy zaczęły spływać po jej policzkach, poczułem się okropnie z myślą, że nie mogę jej pomóc.
-A co tu dużo rozumieć. Wyprowadź się od niej.
-Myślisz, że nie próbowałam?! Ona znajdzie mnie zawsze i wszędzie znajdzie, weźmie mnie siłą jeśli nie pójdę dobrowolnie. Zawsze zrobi tak, żebym do niej wróciła. Wykorzystuje do tego ludzi na których mi zleży zrobi wszystko, żebym tu wróciła. Nie wyobrażasz sobie ile razy dostałam za sprzeciwienie się jej. Czasem zachowuje się jak matka, ale to bywa bardzo rzadko. Jeszcze przy Luku się hamuje. Odkąd tata się wyprowadził za byle co jestem chłostana, bita.
-Clary ja... -nie mogłem wykrztusić z siebie słowa. Przytuliłem ją. Zdziwiło mnie to bo oddała uścisk, ale po chwili się odsunęła i otarła łzy...
-Nie wiedziałeś?? Nikt nie wie. A teraz chodź muszę się spakować.
Poszliśmy na górę dziewczyna wyjęła dwie wielkie walizki do jednej wsypała cała zawartość szafy i szuflad, do tego dorzuciła jakiś zeszyt i zestaw kredek i ołówków. Do drugiej włożyła broń, ona naprawdę była inna. Nigdy nie widziałem dziewczyny która by miała taką ilość broni, kosmetyków tyle nie miała.
-Trochę ciężko będzie to przewieźć na motorze.
-A kto powiedział, że będziemy to przewozić na motorach? -Powiedziała i stworzyła bramę
-Weźmiesz jedną -skinąłem głową. -Idź pierwszy. Zaraz wrócimy po motory.
Wylądowaliśmy przed instytutem.
-Zanosimy to od razu do twojego pokoju?
-Nie. Możemy później.
Wróciliśmy po motory. Jechałem za Clary, ale nie jechała ona w stronę instytutu. Po jakiejś godzinie zatrzymaliśmy się nad jeziorkiem.

~Clary~
Nie chciałam jeszcze jechać do instytutu więc pojechałam nad małe jeziorko za miastem. Zatrzymałam się. Dopiero teraz zauważyłam, że Jace jechał za mną.
-Nie musiałeś jechać za mną. -zwróciłam się do niego
-Musiałem. Przecież nie oprowadziłem cię po instytucie i nie pokazałem pokoju. i ktoś w końcu musi pomóc ci wnieść te walizki. -powiedział i uśmiechnął się
Usiadłam na pniu drzewa które rosło nad wodą, Jace rozsiadł się na trawie. Rozmawialiśmy opowiedziałam mu o sobie, o mamie, a on opowiedział mi o sobie, o swoich rodzicach i o kłótni z nimi. Nagle temat zjechał na nasze lęki....
-Czego się boisz? -zapytałam się
-Nie powiem ci bo będziesz się śmiała!
-Nie będę. Obiecuje.
-Kaczki -rozejrzałam się
-Gdzie?
-Boję się kaczek.
-Aaaa Naprawdę?
-Te małe krwiożercze bestie są gorsze od demonów. -Roześmiałam się
-Przepraszam. W takim razie lepiej ci nie mówić, że jedna jest tuż za tobą? -Zerwał się gwałtownie i wskoczył na pień obok mnie
-AAAAAAAA!! Gdzie??!! -Wybuchłam śmiechem. Śmiałam się tak, że prawie wpadłam do jeziora, a gdy zobaczyłam mordercze spojrzenie Jace'a jeszcze bardziej zaczęłam się śmiać.
-Czas wracać już się ściemnia. -Faktycznie był już wieczór.
-Ok. Już trochę się uspokoiłam.
Pojechaliśmy do instytutu. Moje bagaże były już wniesione do pokoju.
-Zaraz kolacja więc zaprowadzę cię do pokoju, a później oprowadzę cię po budynku.
-Ok. -zgodziłam się. Wysiedliśmy z windy i ruszyliśmy długim pomalowanym na biało korytarzem. Mijaliśmy wiele par drzwi, aż wreszcie zatrzymaliśmy się przed pokojem 147.
-Mój pokój jest naprzeciwko obok po lewej jest pokój Alecka, a później Maxa, obok twojego pokoju po prawej jest pokój Izzy. Maryse chciała, żebyśmy byli blisko siebie. Przyjdę po ciebie za pół godziny.
-Ok. -miałam już wejść do pokoju ale przypomniało mi się coś -Jace.
-Tak? -uniósł pytająco brew, wyglądał słodko... Chwila co? On wcale nie jest słodki! Nie oszukuj samej siebie. Nie oszukuje. Czemu ten głosik w głowie zawsze jest taki irytujący?? Bo mam zawsze racje. -No co?
-Nie mów nikomu o tym co ci powiedziałam... O mamie...
-Serio mamie??
-Bez względu jaka jest to ona mnie wychowała.
-Clary ona cię bije, i zmusza cię do rzeczy których wcale nie chcesz robić!!
-Proszę nie mów nikomu.
-O czym ma nam nie mówić? -Usłyszałam za sobą męski głos. Odwróciłam się. Podszedł do nas czarnowłosy, niebieskooki chłopak bardzo podobny do Izzy, zapewne to jej brat.


~Jace~
-O czym ma nam nie mówić? -zapytał Alec, który przed chwilą wyszedł z pokoju.
-O niczym. -odpowiedziałem. -Nikomu nie powiem. Obiecuje. -zwróciłem się do dziewczyny
-Dziękuję -odpowiedziała i weszła do swojego pokoju.
-Jace o co chodzi?
-Czy zawsze musi o coś chodzić?
-Jeżeli chodzi o ciebie to tak.
-O nic nie chodzi! Jasne?!
-Ok ok nie spinaj się tak. A czemu tak długo was nie było? Czyżby.... -nie pozwoliłem mu skończyć...
-Alec daj spokój.
-Jace się zakochał!!!! Jace się zakochał!!!! JACE SIĘ ZAKOCHAŁ!!!
-Zamknij się!!!! W kim niby miałbym się zakochać? -zapytałem. Czemu on jest taki wkurzający?! I... Czy naprawdę to aż tak widać?!
-Znam cię. Widzę jak na nią patrzysz.
-ALEC ZAMKNIESZ SIĘ WRESZCIE??!!
-Nie spinaj się tak.
-To się zamknij! Czy ja wrzeszczę na cały instytut ze podoba ci się Magnus?
-Jace ja... -zatrzymaliśmy się przed gabinetem Maryse.
-Do zobaczenia na kolacji. -zapukałem do drzwi i wszedłem. Maryse siedziała za wielkim mahoniowym biurkiem całym zawalonym papierami. Podniosła na mnie wzrok.
-Tak Jace?
-Zaprowadziłem Clary do pokoju, po kolacji oprowadzę ja po instytucie.
-Dobrze. Dziękuję ci.
-A co do tej sprawy o której nam mówiłaś.... Ona jest gotowa żeby poznać prawdę.
-Nie sadze aby....
-Ona ma do tego prawo! Powinna wiedzieć! Clary jest silna! Zrozumie i będzie walczyć po naszej stronie z...
-Jace Herondale! Dość! To ja stwierdzę i podejmę decyzje kiedy Clary dowie się o wszystkim.
-Dobrze. -powiedziałem przez zaciśnięte zęby. Wyszedłem wściekły, trzaskając drzwiami. Jak ona może tak postępować? Przecież ona ma prawo znać prawdę!
-Jace co się dzieje? -usłyszałem głos Aleca ale zignorowałem go i poszedłem do swojego pokoju zamykając się w nim na klucz.

~Clary~
Pokój był nie za wielki ale mi to odpowiadało. Nigdy nie lubiłam mojego pokoju za jego rozmiar, niby da się do wszystkiego przyzwyczaić ale... Pokój był pomalowany na kremowo. Prawie w jego centrum stało wielkie łóżko, po jego obu stronach stały dębowe szafki nocne. Po drugiej stronie pokoju w prawym rogu stała wielka dębowa szafa, pod oknem stało pasujące do pozostałych mebli biurko. Niedaleko szafy znajdowały się drzwi, prowadzące do łazienki. Właśnie skończyłam się wypakowywać, gdy ktoś zapukał do drzwi...
-Proszę. -powiedziałam
-Obiecałem ze po ciebie przyjdę. Wiec jestem. -Powiedział blondyn wchodząc do środka. -Widzę ze się rozgościłaś. -wzruszyłam ramionami.
-Idziemy? -zapytałam
-Jasne. A wracając do naszej rozmowy. Nie powiedziałaś mi czego się boisz.
-Boje się bać. Boje się, ze strach sparaliżuje mnie w najmniej odpowiednim momencie... Boje się, że zacznę się czegoś bać w najmniej odpowiednim momencie... I to jest chyba najgorsze.
-Ależ skąd to bardzo rozsądne bać się strachu -odwróciłam się. Głos należał do starszego mężczyzny o siwych włosach i ciemno brązowych oczach.  -Nazywam się Hodge. Hodge Starkweather. Ty zapewne jesteś Clarissa Morgenstern.
-Milo mi pana poznać i proszę mówić do mnie Clary. -uśmiechnęłam się.
-Chodźcie dzieci na kolacje. Maryse i Robert zaraz po niej wyjeżdżają, więc czeka nas albo śmierć z głodu albo zostaniemy otruci przez Izzy.
-Wole to pierwsze. -stwierdził Jace.
-Nie może być aż tak źle. -zaczęłam bronić czarnowłosą
-Ostatnim razem jak gotowała zupę wypaliła dno w garnku a z łyżki nic nie zostało.
-To ja może na posiłki będę udawała się do Eleanor.  -powiedziałam wchodząc za Jace'em do wielkiej jadalni.  Cala rodzina Lighwoodów była już przy stole.
-Kim jest Eleanor? -zapytała Izzy
-Eleanor jest dla mnie jak starsza siostra, chociaż nie jesteśmy spokrewnione.

~Jace~
Kolacja przebiegła spokojnie. Maryse i Robert poinformowali nas że wyjeżdżają po kolacji i nie będzie ich dwa tygodnie.
Po kolacji oprowadziłem Clary po instytucie, na koniec poszliśmy do oranżerii.
-Jak tu pięknie. -jej oczy zaczęły błyszczeć z zachwytu
-To jedne z moich ulubionych miejsc. -powiedziałem
-A drugie jest przed lusterkiem? -zapytała z drwiną. Spojrzałem na nią spod przymrużonych powiek.
-Hmm... w sumie to też, ale chodziło mi raczej o bibliotekę i sale treningową. -przyglądałem się jej jak podchodzi i wącha kwiaty wyglądała tak uroczo....
-HALO JACE ZADAŁAM CI PYTANIE!!
-Co? Przepraszam zamyśliłem się. O co pytałaś.
-Gdzie macie sale treningową, bo nie pokazałeś mi gdzie ona jest, a chciałam potrenować. Ale zresztą pojadę do swojej.
-O tej porze chcesz jechać do domu żeby potrenować?? Chodź już cię zaprowadzam. -ruszyłem w stronę wyjścia
-Nie. Kto powiedział, że trenuje w domu?
-No... nikt... -zbiła mnie z tropu -ale nigdy cię tu nie widziałem wiec pomyślałem, że głównie trenowałaś w domu. Poza tym nie mówiłaś nic o swojej sali treningowej, wiec wywnioskowałem, że....
-To źle wywnioskowałeś. -przerwała mi -A teraz chodź pokażesz mi gdzie macie tą salę.

~Clary~
Po treningu wzięłam szybki, zimny prysznic, nie miałam ochoty już dzisiaj nic czytać, wiec od razu poszłam spać. Nie musiałam długo czekać, aż spowinie mnie sen.

``Byłam przypięta kajdanami do ściany, przede mną stała jakaś postać, lecz nie mogłam dojrzeć jej twarzy, ponieważ wielki kaptur zasłaniał jej twarz. Próbowałam się wyrwać. Wiedziałam, że mi się nie uda, ale przecież zawsze można spróbować.
-Uspokój się i tak nic tym nie wskórasz, a jeszcze pogorszysz sytuację... - w tym momencie poczułam jak kajdany zaczynają zaciskać mi się na nadgarstkach i kostkach. Nieznajoma robiła jakiś eliksir. Bacznie obserwowałam każdy jej ruch. Gdy skończyła zanurzyła ostrze sztyletu w płynie.
-To silna trucizna. Zabija każdego powoli i boleśnie. -powiedziała, odwracając się do mnie. Spojrzałam się na nią przerażona. -Ale nie bój się to nie jest dla ciebie. -wskazała sztylet leżący teraz na blacie stalowego stołu. -Dla ciebie mam tylko lekcje... -wzięła skalpel ze stołu i podeszła do mnie... -Zawsze pamiętaj, że sny ze mną są prawdziwe. -I przejechała mi ostrzem po przedramieniu. Wydałam zduszony okrzyk i zaczęłam się wyrywać. -Do zobaczenia.``

Usiadłam na łóżku.
-Clary to tylko zły sen. -powiedziałam do siebie i spojrzałam na przedramię, które strasznie mnie piekło. Krzyknęłam z zaskoczenia. Wzdłuż całego przedramienia ciągnęła się długa rana. Sięgnęłam pod poduszkę po stelę i narysowałam Intraze. Rana po chwili się zagoiła i ostała po niej ledwie widoczna blizna. Spojrzałam na zegarek 4:30. Rzuciłam się w poduszki, spróbuje jeszcze zasnąć ale wątpię żeby mi to udało.
Leżałam już dwie i pół godziny, nie chciało mi się jeszcze wstawać. Ktoś zapukał do drzwi i uchylił je lekko. Zamknęłam szybko oczy i udawałam, że śpię. Osoba podeszła do mnie i zdjęła ze mnie kołdrę
-Clary wstawaj. -Tym kimś był Jace. Nie zareagowałam. Poczułam jego dłonie na mojej tali i zaczął po niej jeździć. Jakby tego była mało musnął moje usta swoimi...
-Wstawaj kochanie. -szepnął mi do ucha
Złapałam go za ręce i zrzuciłam z łóżka, po czym sama się zerwałam i przywaliłam mu pięścią...

~Jace~
Hodge poprosił mnie żebym obudził Clary i żebym ją zawołał na śniadanie.
Zapukałem nikt nie odpowiedział więc wszedłem. Jak ona słodko wygląda jak śpi...
Podszedłem do niej..
-Clary wstawaj. -powiedziałem, ale ona nadal spała. Nagle przyszło mi coś do głowy.
Zacząłem jeździć rękoma po jej tali, po chwili musnąłem jej usta swoimi... Były takie delikatne i słodkie...
-Wstawaj kochanie. -szepnąłem jej do ucha i w tym momencie poczułem jak łapie mnie za nadgarstki i zrzuca z łóżka. Zrobiłem zdziwioną minę. Przecież każda dziewczyna marzy abym ją tak obudził.... aby moje usta dotknęły jej ust...
Walnęła mnie z pięści w nos. Zerwałem się na równe nogi...
-Za...
-Jeszcze raz zrobisz coś takiego to pożałujesz!!! -uniosłem rękę i dotknąłem nosa, spojrzałem na palce które były w krwi. -A teraz się stąd wynoś!!! - wyszedłem wciąż zszokowany, że ona mnie uderzyła. Przecież nic takiego nie zrobiłem. Udałem się do jadalni. Wszyscy się na mnie dziwnie spojrzeli i wybuchli śmiechem...
-Czyżby za wysokie progi??! -powiedziała Izzy na co wszyscy jeszcze bardziej się roześmiali.
-Masz -Alec podał mi stele. Narysowałem sobie Intraze. Ból po chwili ustąpił, znowu mogłem oddychać przez nos. podszedłem do zlewu i umyłem twarz po czym wytarłem ją papierowym ręcznikiem. Usiadłem naburmuszony na swoje miejsce i zacząłem jeść.

~Clary~
Wzięłam szybki prysznic. Ubrałam czarne rurki i czarną koszulkę z nadrukiem bez rękawów, do tego założyłam moje turkusowe trampki. Włosy związałam w wysokiego kucyka i poszłam na śniadanie.  Weszłam do jadalni wszyscy już jedli.
-To ty walnęłaś Jace w nos? -zapytał Max
-Mhm...
-Clary poszłabyś ze mną na zakupy? -Zapytała Izzy
-Jeżeli pomożesz mi zrobić kolację.
-Ok. To za godzinę w holu?
-Ok.
Zjadłam szybko śniadanie i poszłam do siebie poczytać.

Zakupy z Izzy były męczące ale udało mi się kupić wszystko aby zemścić się na Jace. Powiedziałam, że dopiero się na nim zemszczę jak zrobi to drugi raz? No cóż. Kłamałam. Przecież z realizacją tak świetnego pomysłu nie można zwlekać. Prawda?

Wróciłyśmy do instytutu późnym popołudniem, przebrałyśmy się i od razu przystąpiłyśmy do ugotowania spaghetti.
Gdy wszystko było już gotowe dosypałyśmy do porcji Jace....



~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Przepraszam, że po taki czasie wstawiam nowy rozdział ale mam strasznie mało czasu. Na szczęście zbliżamy się do końca wakacji i wbrew pozorom powinnam mieć go trochę więcej ale nie wiem jeszcze jak to będzie. 
Rozdział mi w ogóle nie wyszedł i przepraszam, że jest taki gówniany ale lepszego nie udało mi się napisać, bo najczęściej pisałam po jednym po dwa zdania.
Pomimo, że to taki chłam życzę wam miłego czytania.
 
PS: Odpowiadając na komentarz Wery w żadnym wypadku nie mam zamiaru usuwać lub pozostawiać tego bloga. Najgorsze jest to, że mam strasznie dużo pomysłów i ułożyłam już ją jakieś pięć rozdziałów do przodu ale nie mam czasu pisać i wstawiać ich.